Czerwona kartka i tylko punkt (ZDJĘCIA)

Gol Bartłomieja Buczka (nr 11) dał Resovii pierwszy w tym sezonie punkt w II-ligowej rywalizacji. Fot. Wit Hadło
Gol Bartłomieja Buczka dał Resovii pierwszy w tym sezonie punkt w II-ligowej rywalizacji. Fot. Wit Hadło

RESOVIA – GRYF WEJHEROWO. Dariusz Frankiewicz miał być liderem „pasiaków”, ale na razie wyróżnia się nieodpowiedzialnym zachowaniem.

Futurologia to niezbyt poważna dziedzina nauki, lecz bez większego ryzyka możemy przyjąć, że gdyby w sobotę grano 11 na 11, Resovia odniosłaby pierwsze zwycięstwo w II lidze. Druga żółta kartka dla Dariusza Frankiewicza sprawiła jednak, że obraz gry diametralnie się zmienił.

APKLAN RESOVIA 1
GRYF Wejherowo 1
(1-0)
1-0 Buczek (37.), 1-1 Wicki (76.).
RESOVIA
: Daniel – Kantor, Domoń, Makowski, Adamski – Antonik (81. Geniec), Frankiewicz, Kaliniec, Pyrdek (72. Straszkewycz) – Buczek (64. Świechowski) – Twardowski (53. Feret)
GRYF: Więckowicz – Wicki, Gulczyński, Liberacki (46. Rogalski) – Brzuzy, Kołc, Chwastek, Goerke – Włodyka, Czychowski (85. Ewertowski), Sikorski (51. Ryk).
Sędziował Piotr Urban (Warszawa). Żółte kartki: Frankiewicz, Domoń, Buczek, Makowski – Ryk, Goerke, Kołc, Liberacki. Czerwona kartka: Frankiewicz (39. – druga żółta). Widzów 1000.

Rzeszowianie ani na jotę nie zmienili swojego nastawienia i podobnie jak we wcześniejszych meczach ze Zniczem i Stalą Stalowa Wola ruszyli do ataku. Obok słupka „główkował” Bartłomiej Buczek, a w 28 minucie powinno być 1-0. Karol Twardowski niemal od połowy boiska pędził samotnie na bramkę Gryfa, ale w decydującym momencie zbyt daleko wypuścił sobie piłkę i resoviacy zyskali zaledwie rzut rożny. Jednak w 37 minucie Dariusz Frankiewicz doskonale dośrodkował z wolnego, Buczek uderzył głową tak jak on to potrafi i trybuny oszalały ze szczęścia. „Pasiaki” trzymały w rękawie wszystkie asy, lecz znów postanowiły skomplikować sobie życie. 120 sekund po objęciu prowadzenia, Frankiewicz dopuścił się głupiego faulu na środku boiska, ujrzał drugą żółtą kartkę i zakończył udział w meczu. Zostawił kolegów w ciężkim położeniu. W palącym słońcu, przy afrykańskich temperaturach, było jasne, że grająca w osłabieniu Resovia opadnie z sił. Nie bez kozery na Stadionie Miejskim zaczęto drżeć o wynik.

Będzie poważna rozmowa
– Darek siedzi w szatni ze spuszczoną głową. Ma świadomość, że popełnił kardynalny błąd. To nie jest junior tylko człowiek, od którego bardzo dużo wymagamy. Nie może się tak zachowywać, czeka nas więc poważna rozmowa – przyznał trener Szymon Grabowski. – Do czerwonej kartki mecz toczył się pod nasze dyktando, potem role się odwróciły.

To było drugie spotkanie, gdzie „Franek” stracił głowę. Tydzień wcześniej po jego błędzie „Stalówka” strzeliła zwycięską bramkę.

Przybysze z Pomorza zwietrzyli szansę. Na drugą połowę wyszli w bardziej ofensywnym ustawieniu (na ławkę powędrował obrońca Adrian Liberacki, były zawodnik Stali Mielec) i pod bramką gospodarzy coraz częściej bito na alarm. Gryf trafił w poprzeczkę, Wojciech Daniel wygrał pojedynek sam na sam z Robertem Chwastkiem, ale kwadrans przed końcem nieszczęściu nie udało się zapobiec. Krzysztof Wicki wykazał najwięcej sprytu, oparł się na graczu Resovii, wyskoczył w górę jakby do nóg miał przytwierdzone sprężyny i głową wpakował piłkę do siatki. Kilka minut później Daniel ratował kolegów przed jeszcze większą katastrofą.

Inna sprawa, że Kaszubi zostawiali w II połowie sporo miejsca, Resovia miała szansę, by strzelić na 2-0, lecz Przemysław Pyrdek, Kamil Antonik ani Wadym Straszkewycz nie umieli wygrać pojedynków z obrońcami i sfinalizować obiecujących kontrataków.

Remont, o którym nie wiedziano
– Emocji było sporo – uśmiechał się Zbigniew Szymkowicz, opiekun Gryfa. – Końcówka należała do nas, ale w sumie też powinniśmy się cieszyć z wyniku. Oglądaliśmy wymianę ciosów, różnie się to wszystko mogło zakończyć. Resovia wysoko zawiesiła poprzeczkę. Uważam, że wkrótce zacznie punktować – dodał.

– Rzeszowianie grali zbyt agresywnie, stąd druga żółta kartka, która wszystko zmieniła. Jesteśmy umiarkowanie zadowoleni, bo w drugiej połowie zmarnowaliśmy kilka świetnych okazji. Sam muszę przeprosić kolegów – kajał się Robert Chwastek, pomocnik Gryfa, były piłkarz Siarki. Przy okazji ciekawostka: drużyna z Wejherowa jechała do stolicy Podkarpacia 14 godzin.

Trener Grabowski pochwalił swoich zawodników za poświęcenie, z jakim grali. – Przykro nam, że skończyło się tylko remisem. Jednak w której lidze byśmy nie występowali, to grając przez godzinę w osłabieniu, na tak dużym boisku, w takim skwarze, mielibyśmy problemy z utrzymaniem prowadzenia. Uczymy się tej ligi, sędziowania w niej. Lecz spokojnie, jest wiele przesłanek świadczących o tym, że będziemy zwyciężać. Oby tylko nam nie przeszkadzano, bo na razie na każdym kroku jesteśmy niemile zaskakiwani. Trenowaliśmy na Stadionie Miejskim tylko raz. Kilkanaście godzin przed planowanymi zajęciami dowiedzieliśmy się, że trwają tam prace remontowe, o których nikt nas nie informował. Trochę to niepoważne, umawialiśmy się na coś innego – irytował się.

Tomasz Szeliga

[print_gllr id=241696]

Leave a Reply

Your email address will not be published.