
RZESZÓW. Ponad dwa lata temu Jerzy M., szef JantarTour, zniknął z pieniędzmi swoich klientów. Co dziś wiadomo w tej sprawie?
Mężczyzna bez śladu zniknął 28 czerwca 2015 r. Kilka dni później na policję zaczęły się zgłaszać grupy oszukanych osób, które na konto firmy JantarTour wpłaciły pieniądze na zagraniczne wycieczki czy pielgrzymki. W sumie poszkodowanych było blisko 250 osób oszukanych na kwotę prawie 250 tys. zł. Po dwóch latach poszukiwań, na początku lipca policjantom udało się ustalić miejsce pobytu zaginionego, sprawdzić, że żyje, gdzie obecnie mieszka, co robi. Śledczy twierdzą jednak, że do dzisiaj o niczym nie wiedzą i tym samym nawet nie przesłuchali mężczyzny, który jest najważniejszy w całej układance.
– 3 lipca wykreślono go z bazy osób zaginionych i przekazano tę informację do Prokuratury Rejonowej w Rzeszowie, która prowadzi tę sprawę – mówi mł. asp. Paweł Drzał z Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie. Okazuje się, że policjanci nic nie mogli innego zrobić, ponieważ przez… dwa lata prokuratura nie wydała za mężczyzną listu gończego, a jako osoby zaginionej – bo tak figurował w policyjnych bazach – nie mogli go zatrzymać. Tak więc praca policjantów się zakończyła. I w tym miejscu powinna zacząć się intensywna praca prokuratury. Tak się jednak nie stało.
Coś wreszcie ruszy się w sprawie?
4 września, po dwóch miesiącach od odnalezienia zaginionego, pytamy w prokuraturze, co się dzieje w sprawie Jerzego M. i osób poszkodowanych. Czy prokuratura postawiła mężczyźnie jakieś zarzuty? Czy go zatrzymano?
– W 8 tomach zgromadzonych w sprawie akt nie ma informacji o ustaleniu miejsca pobytu mężczyzny. Postępowanie w sprawie jest zawieszone, bo czekamy na materiały z międzynarodowej pomocy prawnej, o jaką się zwróciliśmy przeszło rok temu. Informacja zwrotna przyszła jedynie z Włoch, a czekamy jeszcze na odpowiedź z USA – mówi Dominik Miś, szef Prokuratury Rejonowej w Rzeszowie.
Prokurator Miś dodaje, że pan M. do tej pory figuruje w aktach jako świadek w sprawie, a nie oskarżony. Obiecuje, że zdopingowany informacjami Super Nowości wydał już polecenie, by prokurator prowadzący postępowanie sprawdził na policji miejsce pobytu świadka Jerzego M. i natychmiast podjął czynności.
Czy ludzie będą mogli liczyć na odzyskanie chociaż części pieniędzy? Nie wiadomo. Wiadomo za to, że, jak mówi prokurator, Miś: – Każda osoba poszkodowana może zgłosić się do prokuratury i na bieżąco może uzyskiwać wiadomości o sprawie.
Oszukanych wiele osób
O Jerzym M. zrobiło się głośno, gdy w czerwcu 2015 roku biuro JantarTour należące do niego miało wysłać z Tyczyna do Rzymu ok. 50 pielgrzymów na tygodniową wycieczkę. Pielgrzymi wpłacili ok. 80 tys. zł, ale do wyjazdu nie doszło. Wtedy okazało się, że jego zaginięcie zgłosiła na policję jego była żona. Kilka dni później odezwali się kolejni poszkodowani, blisko 50-osobowa grupa osób, która miała wylecieć na wycieczkę do Turcji. Co kilka dni zgłaszali się kolejni poszkodowani, kolejne wycieczki do Włoch, Turcji, Francji, Grecji, Bułgarii.
Policjanci podejrzewali najpierw, że mężczyzna może być w Kanadzie lub na Litwie, bo miał tam kontakty biznesowe i towarzyskie. Ślad litewski nie był przypadkowy, bo to właśnie na Litwie biuro JantarTour było zarejestrowane, a z kolei w Kanadzie mężczyzna miał rodzinę. Minęły dwa lata, mężczyznę namierzono, ale jako zaginionego. Tym samym nie ma też nadal formalnych kłopotów z przemieszczaniem się nie tylko w Polsce, ale i po świecie. Być może zmienił już nawet miejsce pobytu. Tym samym policjanci kolejny raz będą go szukać, nawet kilka lat – bo poszukiwania nie są prosta sprawą – a w tym czasie sprawa nie posunie się nawet o krok.
Anna Moraniec



10 Responses to "Czeski film w rzeszowskiej prokuraturze"