
STALOWA WOLA. Gdy na terenach inwestycyjnych na obrzeżach miasta powstawały odlewnie aluminium, ekolodzy milczeli. Odezwali się przy budowie zakładu przeróbki odpadów.
Przy ul. COP już dawno powinny z ziemi wychodzić mury nowego Zakładu Mechaniczno-Biologicznego Przetwarzania Odpadów. 6-hektarowa działka została ogołocona z drzew, ale wykonawca nie może na nią wejść, bo w plany budowy zagłębiła się Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. Bez pozytywnej opinii RDOŚ starosta nie wyda pozwolenia na budowę. Uwagi do ekologicznej wszak inwestycji w Stalowej Woli mają ekolodzy z… Częstochowy.
Miejski Zakład Komunalny od kilku już lat stara się o budowę nowoczesnej „przetwórni śmieci”. Po długich perypetiach przetargowych wyłoniony został wykonawca, firma dostała duże dofinansowanie z UE i jesienią zakład miał być uruchomiony. Termin ten już jest nierealny, bowiem na budowie nic się nie dzieje.
Jak nie adwokat, to ekolog
Inwestycja już raz przeszła wszelkie procedury pozwoleniowe, ale MZK tuż przed rozpoczęciem budowy wprowadził drobne poprawki do planów. Teraz niektóre postępowania trzeba powtórzyć. RDOŚ poddała plany drobiazgowej analizie. Ma do tego pełne prawo i czas na odpowiedź. Uwagi do planów ma też Stowarzyszenie Częstochowa 2020. Troska ekologów spod Jasnej Góry o środowisko naturalne północnego Podkarpacia ujęła MZK, który musiał szczegółowo odpowiedzieć na kilkanaście pytań. Inwestorowi pozostaje teraz modlić się, by ktoś jeszcze nie zatroszczył się o środowisko Stalowej Woli, bo budowa nie wiadomo kiedy ruszy.
Zakład M-BPO jest solą w oku konkurencji. Wiadomo, że na odpadach można zarobić. Stalowowolski zakład został wpisany na regionalną listę instalacji przetwarzania odpadów. Będzie mógł przerabiać odpady z terenu zamieszkałego przez 210 tys. osób, czyli kilku powiatów naszego województwa. Budowa będzie kosztować ponad 110 mln zł, a mimo to inwestycja ma być opłacalna. Podobna instalacja ma powstać w sąsiednim powiecie w oparciu o zagraniczny kapitał. Która wystartuje najpierw, ta więcej zarobi. Przeszło rok temu radni miejscy Stalowej Woli realizując tzw. ustawę śmieciową zastrzegli, że śmieci ze Stalowej Woli mają trafiać do miejscowego zakładu ich przetwarzania. Wtedy odezwała się kancelaria prawna z… Dolnego Śląska. Adwokaci nie chcieli powiedzieć kto ich wynajął, ale straszyli radnych konsekwencjami. Głos wtedy zabrał prezydent Andrzej Szlęzak. Takie szkodzenie nazwał „gangsterką” i kancelaria na straszeniu poprzestała. Teraz zakładem zainteresowali się ekolodzy. Dziwnym zbiegiem okoliczności Częstochowa 2020 nie odzywała się, gdy na sąsiednich działkach powstawały chociażby odlewnie aluminium.
jam



One Response to "Częstochowska troska o środowisko"