Czworonogi uratowane

Pani Katarzyna z podopiecznym Czarkiem. Fot. Archiwum Schroniska Kundelek

RZESZÓW. Co zrobić, gdy zachorujemy i nie możemy się opiekować swoim psem lub kotem?

– Czy takie maleństwa zdane są na siebie? – pyta pan Andrzej, Czytelnik Super Nowości, podkreślając jednocześnie, że w związku z zaistniałą sytuacją, schroniska dla zwierząt znacząco uszczupliły swoją działalność. Obawia się on jednocześnie, że z powodu fałszywych informacji o tym, jakoby zwierzęta domowe miały roznosić koronawirusa, będą one porzucane przez swoich dotychczasowych właścicieli.

Sprawdziliśmy i rzeczywiście, schroniska działają inaczej, niż dotychczas, m.in. nie wpuszczając do siebie ludzi z zewnątrz, którzy chcieliby adoptować bezdomne zwierzęta. Również ich pracownicy rzadziej wyjeżdżają w teren. Mimo tego poszczególne placówki nadal pracują pełną parą. – Nieustannie pomagamy przez Internet – mówi Katarzyna Pokrzywa z rzeszowskiego schroniska Kundelek. – Ludzie, którzy podczas spacerów lub przejażdżek, a nawet z okien swoich domów, dostrzegają błąkające się psy, dzwonią do nas i wysyłają zdjęcia. My natomiast zamieszczamy na swoich stronach internetowych komunikaty i ogłoszenia, które następnie przekazywane są dalej. Jednym słowem: organizujemy wielkie akcje pomocowe. I one działają! Zwykle po kilku, kilkunastu godzinach zgłasza się właściciel, który zgubił psa czy kota, kontaktuje się z osobą, która nas zaalarmowała i jeździe pupila odebrać – tłumaczy.

Nie tylko na odległość

Internet sprawdza się doskonale, gdy potrzeba szybko rozpowszechnić informacje, np. o zaginionych zwierzętach. Co jednak, gdy wymagana jest interwencja sanitariuszy? – Oczywiście wyjeżdżamy w teren. Ograniczamy te wyjazdy do zwierząt rannych i natychmiast wymagających pomocy, jeździmy do wypadków i nagłych zachorowań – zapewnia Katarzyna Pokrzywa, która jednocześnie podkreśla, że mimo stanu epidemii, schronisko Kundelek nadal działa. – Adopcje się odbywają, choć wyglądają trochę inaczej, niż zwykle. Osoby nie mogą do nas przyjść i wybrać, którego z naszych podopiecznych zabiorą ze sobą do domu – wyjaśnia pracownik Kundelka.

– Zainteresowani adopcją mają za to dostęp do naszej strony internetowej, na której prezentujemy nasze zwierzaki. Po dokonaniu wyboru dzwonią, przyjeżdżają i zabierają swojego nowego pupila. Robimy to wszystko z uwagi na nasze i innych bezpieczeństwo – zapewnia. Starsze i samotne osoby dzwonią z kolei do schroniska, gdyż martwią się, że gdy trafią do szpitali, ich pupile pozostaną bez opieki. – Nie możemy zagwarantować opieki zwierzakom, których właściciele zostali zakażeni koronawirusem i w konsekwencji zostali hospitalizowani – informuje Katarzyna Pokrzywa. – Takie osoby muszą najpierw spróbować znaleźć opiekuna dla swojego psa czy kota wśród znajomych, rodziny. Działają też liczne fundacje i stowarzyszenia, które pomagają w podobnych sytuacjach, np. Pies w Koronie – tłumaczy. – Do nas chorzy zgłaszać się powinni dopiero w ostateczności, gdy nie znajdą pomocy u nikogo innego. Zrobimy wówczas, co w naszej mocy.

Zwierzęta domowe nie zarażają

Według Światowej Organizacji Zdrowia i Światowej Organizacji Zdrowia Zwierząt, nie ma dowodów, że człowiek może się zarazić koronawirusem od zwierzęcia domowego. – Zawsze jednak dobrze jest umyć ręce mydłem i wodą po kontakcie ze zwierzętami. Chroni to przed innymi patogenami, które mogą się przenosić ze zwierząt domowych na ludzi – radzą specjaliści. – Zalecamy ponadto zachowanie ostrożności podczas spacerów z psami, należącymi do sąsiadów lub osób starszych. Wówczas należy włożyć rękawiczki, ograniczyć kontakt ze zwierzęciem do minimum, nie dotykać go i nie głaskać bez potrzeby. Jest to prawdopodobnie nadmiar troski, ale ostrożności nigdy dość – dodaje pracownik Kundelka.

Marcin Czarnik

One Response to "Czworonogi uratowane"

Leave a Reply

Your email address will not be published.