
Kolejna odsłona sporu obrońców życia ze szpitalem Pro-Familia
– My mówimy tak: przestańcie zabijać dzieci, to zrobimy pikietę na koniec i będziemy bić brawo – mówi Jacek Kotula, jeden z pozwanych przez rzeszowski szpital Pro-Familia obrońca życia. W poniedziałek, 15 września, w Sądzie Rejonowym w Rzeszowie odbyła się druga rozprawa, na której przesłuchani zostali świadkowie obydwu stron konfliktu. Zarówno proliferzy, jak i pracownicy szpitala pozostają przy swoich racjach.
– Różni nas interpretacja co do tego, czy terminację ciąży, zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem, można nazwać zabijaniem chorych dzieci – mówi Radosław Skiba, dyrektor Pro-Familii, który również zeznawał w sądzie. – Oni są dalej przekonani, że my zabijamy chore dzieci, a my jednoznacznie odrzucamy ten zarzut, twierdząc, że działamy zgodnie z prawem. Ich działania naruszają nasze dobre imię, co utrudnia wykonywanie swoich obowiązków przez lekarzy i naraża nas na negatywną ocenę w środowisku. Zaczynamy się też obawiać o nasze rodziny i domy, bo panowie chcą pikietować pod naszymi domami i domami lekarzy. To już za daleko zaszło – dodaje.
Obrońcy życia uważają, że aborcji nie można nazywać tylko „terminacją”. – Oni dostają za każdą aborcję 1300 zł z naszych podatków od Funduszu Zdrowia – mówi Jacek Kotula i dodaje, że w Pro-Familli było więcej przypadków aborcji niż trzy, o których mówi dyrekcja szpitala.
– To jest totalna bzdura, jakiś obłęd – odpowiada dyrektor Skiba. – NFZ podpisał z nami umowę, z której wynikają pewne obowiązki, czyli realizacja pełnego katalogu świadczeń. Kontrakt mamy wielomilionowy – 5 mln zł na ginekologię, a było kilka terminacji, więc od strony finansowej na pewno nie można tego traktować jako element zarobkowy. To jedna z procedur finansowanych przez NFZ, która się pacjentom należy – tłumaczy.
Czy cała wrzawa spowodowała, że szpital zaprzestał wykonywania aborcji? – My mamy obowiązek zapewnić pacjentce pomoc – mówi Skiba. – Nie możemy nagle powiedzieć, że zaprzestajemy. Takie jest w Polsce prawo i nie rozumiem dlaczego te pikiety odbywają się pod szpitalem, skoro prawo jest jednoznaczne. Jeśli zostanie ono zmienione, to my się do niego zastosujemy – dodaje.
– Pikietowaliśmy pod Pro-Familią, bo tam o aborcjach dowiedzieliśmy się z pierwszej ręki od położnych, a co do innych szpitali dopiero w lipcu. Potem protestowaliśmy w Mielcu, gdzie wykonuje się najwięcej aborcji na Podkarpaciu – odpowiada Kotula, który wnioskował, by na tę następną rozprawę powołani na świadków zostali lekarze, którzy dokonują zabiegów aborcji. – My wiemy od położnych, którzy to są, ale niech dyrekcja wytypuje i niech pokaże palcem, którzy to są. I niech przyjdą i opowiadają jak to robią – mówi Kotula.
O tym czy zostaną oni przesłuchani zadecyduje jednak sąd. Kolejna rozprawa odbędzie się 30 września.
Arkadiusz Rogowski



12 Responses to "Czy aborcję można nazywać zabijaniem dzieci?"