
RZESZÓW. Po starciu kiboli na rzeszowskim Rynku, w kontekście zwykłych mieszkańców miasta pojawiło się fundamentalne pytanie.
W sobotę na Rynku w Rzeszowie doszło do potężnej bijatyki. Grupa kilkudziesięciu osób wtargnęła do centrum i zaczęła obrzucać się krzesłami, koszami na śmieci i popielniczkami – wszystkim, co miała pod ręką. Choć policja nie potwierdziła tego od razu, dla nikogo nie było tajemnicą, że uczestnikami starć byli zwyczajni kibole, zwłaszcza że sami bardzo szybko pochwalili się tym w sieci. Czy policja nie powinna działać prewencyjnie i nie dopuścić do tego rodzaju zdarzeń w centrum miasta? Czy doszło do zaniedbań, a mieszkańcy powinni się obawiać o własne bezpieczeństwo?
W sobotę przed godziną 22 doszło do bijatyki kilkudziesięciu chuliganów. Pierwsza grupa przyszła wcześniej na Rynek. Część usiadła przy stolikach. Później pojawiła się trochę mniejsza grupa. Jak informowała policja, doszło między nimi do awantury. Całe zdarzenie trwało ok. 2 minut. Policjanci pojawili się na Rynku, a na ich widok chuligani uciekli. Świadkowie twierdzą jednak, że początkowo na miejsce zdarzenia przyjechał… jeden radiowóz. W zdarzeniu ucierpiała jedna osoba, która wymagała pomocy lekarskiej.
– W Jarosławiu odbył się mecz, na który pojechała Resovia. Łącznie pojechało tam kilkuset kibiców z każdej strony w asyście policjantów – mówi inspektor Bogusław Kania, komendant miejski Policji w Rzeszowie. – Do pseudokibiców Stali Rzeszów dołączyli jeszcze pseudokibice z Torunia. Właśnie ta grupa o godz. 21.30 weszła na Rynek. To nie była ustawka. To było klasyczne wykorzystanie sytuacji – zauważa komendant.
Jak to się dzieje, że grupa kilkudziesięciu osób, z których część ma zasłonięte twarze, pozostaje niezauważona w centrum miasta pełnego kamer? I wreszcie dlaczego żaden patrol lub policyjni wywiadowcy po cywilnemu nie zauważyli tak dużej grupy osób zmierzającej na Rynek? Nie wiadomo. Za to komendant mówi tak: – Do takiej sytuacji nie powinno dojść. Na pewno wyciągniemy z tego wnioski i konsekwencje w stosunku do uczestników. W mojej opinii takie incydenty kompletnie nie mogą wpływać na poczucie bezpieczeństwa mieszkańców.
Jego zdaniem, pseudokibice mają coraz mniejszą przestrzeń publiczną, bo policja dość skutecznie ją ogranicza. Mimo wiedzy oraz doświadczenia funkcjonariusze nie śledzili tego, co robią kibole po meczu. A zrobić mogli wiele, co przyznaje sam komendant. – Ponieważ mecze są bardzo bezpieczne, to każdą nadarzającą się okazją chcą zaistnieć w przestrzeni publicznej. Pseudokibice Stali Rzeszów czuli się na tyle bezpiecznie, bo byli z kibicami z Elany. Liczą dzięki temu na anonimowość, ale tutaj się przeliczą – zauważa Kania. Policji udało się już bowiem rozpoznać kilku sprawców sobotnich zajść.
Szef rzeszowskiej policji mówi o wyciągnięciu konsekwencji, tyle że przede wszystkim rolą policji jest prewencja, a więc zapobieganie tego typu zdarzeniom. Niestety, w tym przypadku policjanci zawiedli na całej linii.
Prezydent zbulwersowany
Jak władze miasta komentują całe zajście? – Nie spodziewałem się sytuacji, że będą się bić chuligani. Jestem zbulwersowany, wnerwiony. Nie ukrywam, że młodzież mamy wspaniałą, natomiast grupa chuliganów ten porządek zaburzyła. Nie działo się to od wielu lat. Praktycznie pierwszy raz w czasie mojej kadencji i bezwzględnie ich potępiam – podkreśla Tadeusz Ferenc, prezydent Rzeszowa.
Stolica Podkarpacia od lat była uważana za jedno z najbezpieczniejszych miast Polski. Chuligański wybryk z pewnością będzie rysą na jego wizerunku. – Zastanówcie się młodzi ludzie, co wyrabiacie. Dlaczego się tak zachowujecie, dlaczego nie szanujecie innych, nie szanujecie miasta i poczucia bezpieczeństwa tych ludzi, którzy przychodzą tutaj odpocząć na Rynku? – mówił rozżalony prezydent. Po incydencie w sobotę pojawiają się głosy, żeby kluby sportowe połączyć w jeden. Takiej możliwości nie widzą jednak władze miasta: – Próby były wielokrotnie czynione, ale nic z tego nie wyjdzie. Przyznam się, że nie będę czynił takich prób. To jest teraz niemożliwe – mówi prezydent.
Może zamiast apelować do młodzieży, która raczej z zamieszkami wiele wspólnego nie miała, warto pomyśleć o działaniach, które mogą realnie zapewnić bezpieczeństwo w mieście. Czy policja nie powinna np. zapewnić dodatkowe patrole w centrum Rzeszowa? – Policjantów praktycznie nie widać, czasami gdzieś przejadą radiowozem, a na Rynku wieczorem, czy w nocy ich zwyczajnie nie ma. W naszej redakcji rozdzwoniły się telefony. Zbulwersowani ludzie mówili nam o tym, jak powinna wyglądać kwestia bezpieczeństwa w mieście. Wszystkie wypowiedzi łączyło jedno zdanie: „Funkcjonariusz w mundurze czy radiowóz policyjny – widoczny przez cały czas, mógłby zniechęcić do wszczynania „awantury” przez kogokolwiek na Rynku.” Czy szefostwo rzeszowskiej policji posłucha tych podpowiedzi?
red



23 Responses to "Czy centrum Rzeszowa jest bezpieczne?"