Czy czeka nas paraliż sądów

W Sądzie Rejonowym w Rzeszowie do pracy nie przyszło ok. 70 proc. urzędników.

KRAJ, PODKARPACIE. Pracownicy administracyjni sądów, protokolanci oraz asystenci sędziów masowo się rozchorowali. Chcą żyć godnie i domagają się podwyżek.

Pracownicy sądów wzorem mundurowych i pielęgniarek od wczoraj biorą masowe zwolnienia lekarskie. To oddolna inicjatywa, która nie jest zorganizowana przez związki zawodowe. Protokolanci czy asystenci walczą 1 tys. zł podwyżki wynagrodzeń. Jak mówią, to skandal, żeby pracownik po 25 latach pracy powinien zarabiać więcej niż 2 tys. zł na rękę. Jak akcja wpłynie na pracę sądów?

Efekty protestu można było odczuć już pierwszego dnia. Zadzwonił do nas adwokat, który od 3 godzin próbował się dodzwonić do Sądu Okręgowego w Krośnie, by dowiedzieć się, czy rozprawa, która ma się dziś odbyć nie została odwołana. – Biuro obsługi interesantów nie funkcjonuje. W wydziale cywilnym nikt nie odbiera. Czy nie powinno być tak, że skoro sędziowie nie protestują, nie mogliby usiąść na telefonie? – pyta oburzony. Jak nam powiedział, wczoraj odwołano wszystkie rozprawy w Przeworsku i część w Rzeszowie. – Do godz. 12 było 15 zwolnień lekarskich pracowników. Nie odbyło się 14 rozpraw w Wydziale Rodzinnym i jedna w Wydziale Karnym z tego powodu. W Sądzie Okręgowym w Przemyślu ani w pozostałych sądach rejonowych nie ma takiej sytuacji, żeby były masowe zwolnienia lekarskie i żeby z tego tytułu nie odbywały się rozprawy – informowała wczoraj sędzia Małgorzata Reizer, rzecznik Sądu Okręgowego w Przemyślu.

– Widać, że ta akcja organizowana oddolnie przez pracowników skutkuje, ponieważ u nas w sądzie na tę chwilę nie ma ok. 70 proc. pracowników – stwierdziła Iwona Nałęcz-Idzikowska, przewodnicząca Krajowej Rady Związku Zawodowego Pracowników Wymiaru Sprawiedliwości RP oraz przewodnicząca Rady Zakładowej rzeszowskiego sądu. Rzecznik Sądu Okręgowego w Rzeszowie potwierdza, że w rzeszowskim sądzie rejonowym ponad 100 osób na ok 200  było  nieobecnych. Czy to oznacza paraliż sądów? – Może nie przesadzajmy, mówiąc o paraliżu, natomiast nasza praca jest bardzo utrudniona i niewykluczone, że niektóre rozprawy muszą być odwołane – zauważa sędzia Tomasz Mucha.

– Praca sądów w więcej części oparta jest na pracy urzędników. Sędzia niestety, ale nie poradzi sobie sam z salą, wokandami. Sąd – owszem ma ogromne zadania do wykonania, ale bez urzędników sądu nie ma – podkreśla  Iwona Nałęcz-Idzikowska.

2 tys. zł po 25 latach pracy

Nadmiar obowiązków, niskie płace są przyczyną narastającej w pracownikach sądów frustracji. – To niezadowolenie z tego, co dzieje się w ogólnopolitycznym wymiarze sprawiedliwości, a przede wszystkim to, w jakim świetle jesteśmy stawiani – że wymiar sprawiedliwości nic nie robi, jest nieudolny, źle funkcjonuje – mówi Iwona Nałęcz-Idzikowska.

Główną przyczyną niezadowolenia pracowników jest niska płaca.Wynagrodzenia niestety nie są zadowalające, bo jeżeli pracownik po 25 latach pracy w sadzie – posiadający ogromną wiedzę i doświadczenie, zarabia 3 tys. zł brutto. Czyli niespełna 2 tys. zł na rękę. Proszę za to utrzymać dzieci, rodzinę przy obecnie wzrastających kosztach utrzymania – mówi przewodnicząca.

– W ubiegłym roku i dwa lata temu dostaliśmy wyrównania najniższego wynagrodzenia, zniwelowania różnic w wynagradzaniu pracowników różnych sadów, ponieważ wtedy płace niektórych pracowników wynosiły 2100 czy 2500 zł brutto po 20 latach pracy – dodaje. Dlatego domagają się podwyższenia wynagrodzeń zasadniczych wszystkich pracowników sądów o kwotę 1 tys. zł na etat.

Związkowcy wystąpili do premiera Morawieckiego oraz do ministra Ziobry. – 4 grudnia złożyliśmy pismo z postulatami i prośbą o spotkanie. Nie otrzymaliśmy jeszcze odpowiedzi. 28 listopada dostaliśmy za to ogromne podziękowania na 2,5 strony od ministra Ziobry za naszą ciężka pracę i wytłumaczenie, jakie kwoty przekazano na nasze podwyżki – informuje  Iwona Nałęcz-Idzikowska. Ten list przelał czarę goryczy. W odpowiedzi związkowcy napisali do szefa resortu sprawiedliwości: „(…) pragniemy Panu Ministrowi serdecznie podziękować za tak „szczodrą” pulę środków przekazaną na nagrody dla wszystkich pracowników sądów: „…w związku z ich zwiększonymi zakresami obowiązków…”. Gratyfikacja finansowa, po wielu latach zamrożenia naszych wynagrodzeń, stanowi świąteczny prezent dzięki któremu urządzimy skromne święta, bez konieczności korzystania z pomocy udzielanej przez Ośrodki Pomocy Społecznej lub organizowanej przez „Szlachetną paczkę”.

Wioletta Kruk

14 Responses to "Czy czeka nas paraliż sądów"

Leave a Reply

Your email address will not be published.