Czy grozi nam powódź jak w 2010 roku?

Tylko w przeciągu jednej doby sanoccy strażacy interweniowali ponad 50 razy. Fot. Martyna Sokołowska

POWIAT SANOCKI. Zalane domy i działki, nieprzejezdne ulice. Woda sieje spustoszenie w powiecie sanockim.

– Od dwóch nocy nie śpię. Chodzę i zaglądam, jak wysoka jest już woda i czy już nas zalewa – mówi Urszula Kramarz z Bykowiec pod Sanokiem. Wszystkie rzeki w powiecie sanockim przekroczyły stany alarmowe, strażacy walczą z żywiołem.

Pani Urszula z rodziną mieszka w małym bloku po dawnym PGR-ze. Z niepokojem spogląda w stronę pobliskiej rzeki. – Po każdej większej ulewie San występuje z brzegów. Za każdym razem jest strach, bo woda to żywioł. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy – mówi nam. 

Blok od brzegu rzeki dzieli kilkadziesiąt metrów. Po ostatnich ulewach i zrzucie wody w elektrowni w Myczkowcach konieczna była interwencja strażaków. – Zostaliśmy poproszeni o zabezpieczenie budynku workami z piaskiem – mówi Grzegorz Klecha, prezes OSP Niebieszczany. 12 strażaków ochotników razem z mieszkańcami bloku przez kilka godzin napełniali worki piaskiem i układali z nich wał przeciwpowodziowy. – Robimy wszystko, aby zabezpieczyć dobytek mieszkańców – mówi Grzegorz Klecha. 

Zalane działki, woda pod skansenem 

Rzeki w powiecie sanockim przekroczyły stany alarmowe. Najgorzej sytuacja wygląda przy ulicy Rybickiego w sąsiedztwie Muzeum Budownictwa Ludowego i ogródków działkowych Sosenki. Woda zalała cały teren zielony w sąsiedztwie ulicy, całkowicie zalała ścieżkę rowerową, wdarła się też na jezdnię, odcięła tym samym przejazd do ogródków działkowych, których część też znalazła się pod wodą. 

– To jedno z miejsc, które po wystąpieniu rzeki z koryta jako pierwsze jest zalane, dlatego nasze działania koncentrują się m.in. na monitorowaniu sytuacji właśnie tutaj – komentuje Grzegorz Oleniacz, komendant Powiatowej Straży Pożarnej w Sanoku. Inne takie miejsca to tereny zielone przy Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji w Sanoku oraz plac przy jednym z supermarketów na osiedlu Wójtostwo. – Poziomy wód są bardzo wysokie, przekroczyły stany alarmowe. Na bieżąco monitorujemy sytuację, jesteśmy w pełnej gotowości, mamy worki i piasek, jeśli zajdzie potrzeba, będziemy zabezpieczali miejsca zagrożone zalaniem – mówi komendant.

Tylko w przeciągu jednej doby sanoccy strażacy interweniowali ponad 50 razy. Akcje dotyczyły głównie zabezpieczania budynków przed zalaniem, bądź wypompowywania wody z zalanych piwnic. Działania prowadzone są wspólnie ze strażakami ochotnikami z jednostek powiatu sanockiego. 

Basen i MOSiR na razie bezpieczny

Woda podeszła też bardzo blisko Centrum Rehabilitacji i Sportu, ale jak zapewnia dyrektor ośrodka, Tomasz Lasyk, woda na razie nie zagraża obiektowi. – Monitorujemy sytuację, jesteśmy też w stałym kontakcie z komendantem straży pożarnej i przedstawicielami sztabu kryzysowego przy Urzędzie Miasta. Będziemy na bieżąco reagować na wszelkie zagrożenia – zapewnił nas dyrektor MOSiR. 

Martyna Sokołowska

4 Responses to "Czy grozi nam powódź jak w 2010 roku?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.