Sporo jeżdżę rowerem po Rzeszowie i tak naprawdę jedyna nawierzchnia, po której dobrze się jedzie, to ta bezpośrednio nad Wisłokiem – choć należy powiedzieć, że nie w każdym miejscu. Proponuję przejechać się ścieżką rowerową np. przy ul. Ciepłowniczej lub Lubelskiej. Wstrząsy takie, że czasami zastanawiam się czy mój kręgosłup to wytrzyma.
Nikogo tu nie namawiam do łamania przepisów, ale lepiej już jechać chodnikiem biegnącym przy ścieżce rowerowej, bo jest bardziej równy i nie odczuwa się wstrząsów. Dlaczego te ścieżki są tak pofalowane? Nie wiem, i mało mnie to interesuje, ktoś bierze ciężkie pieniądze za nadzór nad tymi ścieżkami rowerowymi, ktoś inny bierze ciężkie pieniądze za ich projektowanie, a jeszcze ktoś inny bardzo dobre pieniądze za ich budowanie. A obecnie w Rzeszowie wygląda to tak, jakby jakiś pan Janusz podjechał z asfaltem i na ziemię, piasek czy jakiś trawnik bezpośrednio go wylał. Rowerzyści nieważni, ważne, że urzędnicy mogą sobie dopisać kolejne kilometry ścieżek na konto rozwijającej się stolicy Podkarpacia.
Rowerzystów z roku na rok przybywa, a ułatwień dla nich w Rzeszowie nie ma. Ścieżki pofalowane, w centrum nie ma praktycznie wcale dróg dla rowerów, a po ulicach przy takim ruchu to strach jeździć, dlatego też nie dziwię się, że mnóstwo osób jeździ po chodnikach. Za to są pieniądze na szalety za 600 tys. zł, tworzy się przystanki z ogrzewaniem i klimatyzacją, kładki okrągłe, myśli się o jakichś wagonikach nadziemnych i innych cudach na kiju, a nikt nie potrafi zrobić w miarę prostej ścieżki rowerowej. Ot logika ratusza.
Redaktor Grzegorz Anton



11 Responses to "Czy kręgosłup to wytrzyma?"