
STALOWA WOLA. Powinien świętować ćwierćwiecze udanych wyborów, a kryje się przed komornikami i skarży się ministrowi. – Odwrócili się prawie wszyscy, ale ja z drogi nie zawrócę – mówi lider solidarnościowej opozycji z 1989 r.
Wiesław Wojtas rok temu stracił to, czego w biznesie dorabiał się przez ćwierć wieku III RP. Dwie spółki warte kilka milionów złotych przejął wspólnik i od razu zaczął majątek sprzedawać. Nim Wojtas się zorientował, stróż zamknął mu przed nosem bramę. Biznesmen średniego kalibru został z pustymi kieszeniami. Poszedł do sądu, ale Temida była ślepa na jego argumenty. Dopiero, gdy poszedł do mediów, wymiar sprawiedliwości zaczął dostrzegać racje w jego wywodach. Trochę za późno, bo z majątku niewiele zostało. Teraz Wojtas poszedł do samej Warszawy; do Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego.
O biznesowych tarapatach byłego solidarnościowca i lidera strajku w Hucie Stalowa Wola z 88 r. już pisaliśmy. Doszły jednak nowe okoliczności, o których grzechem byłoby nie poinformować czytelników. To styk biznesu i wymiaru sprawiedliwości, który chciał przeciąć min. Gowin, a w którym Wojtas widzi raka zżerającego Rzeczpospolitą. Sam to widział, a teraz wszystko opisał ministrowi i prokuratorowi.
Rejonówki są za cienkie na takie sprawy
– Chociażby kwestia zapłaty pół miliona złotych netto syndykowi, który w Stalowej Woli likwidował spółkę „Pantra” – pokazuje kwity były właściciel dwóch spółek. Syndyk ten potem służył doradztwem prawnym wspólnikowi Wojtasa, który w ciągu kilku miesięcy wypchnął go z biznesu przejmując cały majątek. Przejęty majątek był od razu sprzedawany. Wojtas pobiegł więc do prokuratury i sądów, ale dopiero w apelacji uzyskał sądowy zakaz sprzedaży majątku będącego przedmiotem sporu. I nawet po tym wyroku majątek był sprzedawany. Podczas jednej z rozpraw w Tarnobrzegu, w poufnej rozmowie usłyszał od prokuratora, żeby „ze swoimi problemami poszedł wyżej, co najmniej do województwa, bo rejonówki są za cienkie na te układy”. I rzeczywiście, sądy w Rzeszowie zaczęły się dopatrywać w stalowowolskim biznesie drugiego dna.
Układy nie dają jednak za wygraną. Byli wspólnicy i ich prawnicy wykupili z banków kredyty zaciągnięte przez Wojtasa i teraz nasyłają na niego komorników. Ci nie mają co zabrać, bo po biznesie Wojtasowi zostały tylko dwa bezpańskie psy, ale jeżeli jeszcze raz spróbuje jakiś biznes rozkręcić, od razu zostanie przejęty. Kilka spraw związanych ze spółką „WoWi” toczy się dalej w sądach rejonowych. W jednej z nich sędzia SR w Tarnobrzegu Wydział V Gospodarczy, kilkanaście dni temu postanowił sprawę z powództwa Wojtasa przekazać sędziemu komisarzowi masy upadłościowej. Sztuka polega na tym, że sędzia wydający wyrok i sędzia komisarz to jedna i ta sama osoba! Ale czas leci. W tej sytuacji Wojtas zdecydował się opisać całą sprawę min. Biernackiemu i prok. Seremetowi. Pozostało tylko listy zawieźć do stolicy.
Przyjaźń nie wytrzymała próby czasu
Wstawiennictwa za Wojtasem podjął się sen. Mieczysław Gil z Małopolski. Znają się z 1988 r., kiedy obaj stali na czele strajków w Hucie Stalowa Wola i ówczesnej Hucie Lenina. To nie był jedyny powód posłannictwa sen. Gila. Wojtas chciał, żeby w jego sprawie interweniowała sen. Janina Sagatowska od nas. – Pani senator odmówiła mówiąc, że sam jestem sobie winien – wyjaśnił Wojtas. Z Sagatowską tworzyli zgrany team, gdy w 1989 r. kraj szedł do pierwszych wyborów. W Stalowej Woli organizował je Wojtas. Po wyborach Wojtas odszedł do biznesu, a Sagatowska do polityki. Przyjaźń nie wytrzymała próby czasu i dziś w Stalowej Woli nie ma nawet kto zorganizować uroczystości z okazji 25-lecia III RP.
Jerzy Mielniczuk



4 Responses to "Czy minister przerwie nić powiązań?"