Czy moje oczy wyzdrowieją?

Gniewko urodził się z połową serduszka, ale dzięki operacjom, chłopiec może cieszyć się każdym dniem. Niestety, utrudniają mu to problemy ze wzrokiem… Fot. Archiwum rodzinne

TARNOBRZEG. Pieniądze szczęścia nie dają, ale gdy można za nie uratować dziecku wzrok, trudno określić je innym słowem jak „bezcenne”.

– Nasz synek ma tylko pół serduszka. Nie wiemy, ile czasu dostanie od życia i jak długo z nami będzie. Robimy jednak wszystko, by pokazać mu, jak piękny jest ten świat. Niestety jest to coraz trudniejsze i każdego dnia boimy się, co będzie dalej – mówią rodzice Gniewka, który od 5 lat walczy także o wzrok.

Pieniądze szczęścia nie dają, jednak gdy z ich pomocą, można uratować zdrowie lub życie dziecka, mają wartość nieprzeliczalną i bezcenną. Przekonali się o tym także rodzice Gniewka.

Czekali 10 długich lat

Chłopiec urodził się z połową serduszka, a niedługo po tym zaczął także tracić wzrok. Mama chłopca postanowiła zrobić wszystko, by jej synek zobaczył, jak piękny jest świat i dać mu tyle szczęścia i radości, ile tylko będzie mogła. – O tym, że Gniewko urodzi się z połową serca, dowiedzieliśmy się – jak większość rodziców – na badaniach prenatalnych. Nie da się opisać bólu, który wyryły w naszych sercach słowa lekarza: „Musicie jechać na dodatkowe badania. Dziecko urodzi się bardzo chore, nie wiadomo czy przeżyje”.

– Na synka czekaliśmy 10 długich lat. Po wielu niepowodzeniach, straciliśmy nadzieję, że będziemy mieli drugie dziecko… Gdy w końcu się udało, los postanowił wystawić nas na próbę. Chwila radości, a potem znowu rozpacz. Nie mogliśmy stracić naszego dziecka, naszej kruszynki – wspomina mama chłopca. – Dalsze badania potwierdziły skomplikowaną wadę serca – AVSD, TGA, izomeryzm, serce jednokomorowe. Oliwce, naszej starszej córce, nie mogliśmy nic powiedzieć. To by złamało jej serce, a ona tak bardzo czekała na braciszka…

Maluszek skąpany w mroku

13 dni po przyjściu na świat, Gniewko przeszedł operację ratującą życie. Potem okazało się, że nie widzi. Wszyscy sądzili, że to efekt pierwszej operacji, powikłania, które ustąpią. Niestety – oczy Gniewka nie reagowały na światło, na nic. – Nasz Maluszek skąpany był w mroku. Badania genetyczne nie wykazały niczego niepokojącego – informuje mama chłopca. – Cały czas jednak mieliśmy nadzieję, że to minie. Zaczęła się rehabilitacja, bardzo powolutku Gniewko zaczynał widzieć. Dostrzegał światło, zarysy postaci. Potem jednak była kolejna operacja serca i wszystko, co udało się wypracować, cofnęło się. Synka znów pochłonął mrok. Dowiedzieliśmy się o leczeniu komórkami macierzystymi w Bangkoku. Pojechaliśmy tam. Po terapii okazało się, że wzrok wraca. Płakaliśmy ze szczęścia. Jednak przed Gniewkiem była kolejna, ostatnia już operacja serca. Jego organizm znów nie podołał. Serduszko zostało zoperowane i wszystko się udało, Gniewko znowu utracił jednak wzrok.

Czy moje oczy wyzdrowieją?

Na szczęście dzięki pomocy wielu ludzi dobrej woli, udało się uzbierać pieniądze na kolejną terapię. Tym razem w Tajlandii. Chłopiec przeszedł ją bardzo dobrze, a jej efekty są widoczne. – Komórki działają, odbudowują zniszczony nerw. Ostatnie badania pokazały, że nie ulega on już degradacji – przyznają rodzice Gniewka. -Wydawało nam się, że może tylko wmawiamy sobie poprawę, bo chcemy ją widzieć. Jednak rehabilitanci i lekarze potwierdzili, że Gniewko odzyskuje wzrok – mówi mama chłopca. – Nasz 5-latek tak bardzo chce widzieć. Każdego dnia zauważamy poprawę. Gniewko skupia wzrok, wskazuje przedmioty, zabawki. Zadaje mnóstwo pytań! Wśród nich także to, czy jego oczy wyzdrowieją? Często nie wiemy, co powiedzieć. Możemy tylko obiecać, że zrobimy wszystko, by tak się stało. W głębi serca jednak pojawia się strach – wiemy, że sami nie damy rady. Dlatego prosimy – bądźcie z nami w walce o wzrok Gniewka – dodaje.

Ogromny odzew

Patrząc na takie cierpienie dziecka i walkę jego rodziców o jego zdrowie, nie można stać obojętnie. Mamę Gniewka poznałam, gdy mimo tak trudnej sytuacji osobistej, pomagała zebrać pieniądze na leczenie innego dziecka – mówi Małgorzata Lipińska z Tarnobrzega. – Odzew na tamtą akcję był ogromny i wierzę, że teraz możemy pomóc także Gniewkowi.

***
Koszt jednorazowej terapii w Bangkoku to około 140 tys. zł. Zgodnie z harmonogramem leczenia, terapię powinno się powtarzać co 6 miesięcy. Pomóc chłopcu można poprzez portal Fundacji Siepomaga, wpisując w wyszukiwarkę „Gniewko”.

mrok

Leave a Reply

Your email address will not be published.