
Sąd Apelacyjny w Rzeszowie podtrzymał orzeczenie Sądu Okręgowego w Krośnie, w którym Henryk Nicpoń, autor książki ze wspomnieniami byłego policjanta, który miał mu się przyznać do zabicia co najmniej jednej osoby, został zwolniony z tajemnicy dziennikarskiej. Postanowienie jest prawomocne.
Pisarz może też posiadać ważne informacje w sprawie zaginięcia sanockiego dziennikarza, Marka Pomykały.
Postanowienie Sądu Apelacyjnego zapadło w poniedziałek i, jak podkreśla rzecznik, jest prawomocne. – Sędzia w całości odrzucił zażalenie pana Henryka Nicponia na wcześniejsze postanowienie Sądu Okręgowego w Krośnie i zdecydował o utrzymaniu go w mocy – powiedział nam Zygmunt Dudziński, rzecznik Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie. Zgodnie z postanowieniem pisarz został zwolniony z tajemnicy dziennikarskiej.
Pierwsze postanowienie w tej sprawie zapadło w maju w Sądzie Okręgowym w Krośnie. Sąd, na wniosek Prokuratury Okręgowej w Krakowie, zwolnił wówczas z tajemnicy dziennikarskiej pisarza Henryka Nicponia i dziennikarza Jana Joniaka. Obaj zdaniem krakowskich śledczych, mogą posiadać istotne informacje na temat okoliczności poprzedzających zaginięcie milicjanta Krzysztofa Pyki oraz jego śmierci, a także roli, jaką w tych wydarzeniach odegrać miał ówczesny wicekomendant leskiej milicji Tadeusz P.
Pozbył się świadka?
Krzysztof Pyka był milicjantem, świadkiem wypadku, do którego doszło w listopadzie 1985 r. w Łączkach pod Leskiem. Dzisiaj wiemy, że za kierownicą samochodu, który śmiertelnie potrącił 40-letniego Edwarda Krajnika, siedział ówczesny wicekomendant milicji w Lesku, Tadeusz P. Tak ustaliła Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie w toku śledztwa, które toczyło się na przełomie lat 2014 i 2015. Wypadek P. spowodował pod wpływem alkoholu, a winę wziął na siebie wówczas jego ojciec, który został przywieziony na miejsce. Śledztwo szybko zostało umorzone, winą za spowodowanie wypadku obarczono pieszego, który będąc w stanie mocnego upojenia alkoholem miał wtoczyć się kierowcy pod koła. Ani prawdziwy, ani podstawiony sprawca nie ponieśli żadnych konsekwencji.
Krzysztof Pyka był podwładnym Tadeusza P. Widział, jak prawdziwe okoliczności wypadku były tuszowane, miał głośno mówić o tym, kto był sprawcą, dążył do ujawnienia prawdziwych okoliczności zdarzenia Miał też odmówić podwładnym podpisania sfałszowanego protokołu z miejsca wypadku, a niedługo po tym opowiadać znajomym, że jest z tego powodu straszony przez swoich przełożonych. W grudniu 1985 r., trzy tygodnie po wypadku w Łączkach, zaginął w tajemniczych okolicznościach. Jego ciało zostało wyłowione z Jeziora Solińskiego na początku lutego 1986 r. Okoliczności jego śmierci nigdy nie wyjaśniono.
Zbrodnia w książce?
W 2016 r., kiedy od tych wydarzeń minęło 30 lat, do krośnieńskiego wydawnictwa wpłynął e-mail od Tadeusza P. z propozycją napisania i wydania książki „o czynach przestępczych, jakich dopuścił się, pracując w resorcie MSW”. Jak wyjaśnił później w treści, chodziło m.in. o wypadek w Łączkach i śmierć milicjanta Pyki.
Szef wydawnictwa przekazał wiadomość dziennikarzowi Janowi Joniakowi, który w 2012 roku jako pierwszy dotarł do akt IPN i opisał sprawę tuszowania prawdziwych okoliczności wypadku w Łączkach. Dziennikarz nie był zainteresowany współpracą, wiadomość od P. przekazał swojemu znajomemu, dziennikarzowi i pisarzowi, Henrykowi Nicponiowi, który podjął się napisania książki. W tym celu spotkał się z P., który, jak relacjonował nam autor książki w marcu, przyznał mu się do spowodowania wypadku w Łączkach i zabicia milicjanta Krzysztofa Pyki. Miał mu też wskazać miejsce, gdzie tego dokonał. Książka, jak wówczas informował, miała być na ukończeniu i jeszcze w tym roku ujrzeć światło dzienne.
Jak wynika z naszych ustaleń, Jan Joniak został już przesłuchany.
Zginął, bo wiedział za dużo?
Według zeznań świadków, do których udało nam się dotrzeć, sprawą śmiertelnego wypadku w Łączkach interesował się Marek Pomykała, dziennikarz z Sanoka, który 29 kwietnia 1997 roku wyszedł z domu i słuch po nim zaginął. Do dzisiaj nie wiadomo, co się z nim stało.
Z zeznań Wioletty Z., byłej kochanki Tadeusza P., wynika, że dziennikarz zabił właśnie były policjant – tak Wioletta Z. zeznała w śledztwie, które prowadzone było sprawie zaginięcia Marka Pomykały w latach 2014 – 2015 przez Prokuraturę Okręgową w Rzeszowie. Zeznała, że P. miał jej powiedzieć, że zwabił Pomykałę do swojego domku wypoczynkowego w Wołkowyi, tam udusić, a ciało zakopać obok budynku w lesie. Mimo tych informacji były policjant nie został przesłuchany, prokurator prowadząca sprawę nie zleciła też przeszukania posesji w Wołkowyi, gdzie rzekomo miało dojść do zbrodni.
Stało się to dopiero w tym roku na wniosek Prokuratury Okręgowej w Krakowie, która od stycznia prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa marka Pomykały i Krzysztofa Pyki. Zostali powołani biegli, którzy badali wnętrze domku oraz przy użyciu georadaru pobliski las. Janusz Hnatko, rzecznik prasowy krakowskiej Prokuratury Okręgowej, zasłaniając się dobrem śledztwa, nie udziela żadnych informacji na temat wyników ekspertyz biegłych.
Martyna Sokołowska



2 Responses to "Czy pisarz zacznie mówić?"