Czy sąd przywróci do pracy zwolnioną dyscyplinarnie dziennikarkę?

Grażyna Bochenek domaga się przed sądem przywrócenia jej do pracy w Radiu Rzeszów. Fot. Wit Hadło (2)

RZESZÓW. Problemy Grażyny Bochenek zaczęły się po tym, gdy puściła na antenie nieprzychylną prezydentowi wypowiedź słuchacza, który Andrzeja Dudę nazwał „figurantem”.

W ubiegły piątek w Sądzie Rejonowym w Rzeszowie zakończył się proces ws. dyscyplinarnego zwolnienia Grażyny Bochenek z pracy w Radiu Rzeszów przez jego prezesa, Przemysława Tejkowskiego. Dziennikarka domaga się w nim przywrócenia do obowiązków. – Praca w radiu jest tym, co kocham, co daje mi największą satysfakcję. Mam wewnętrzne przekonanie, że ktoś niesprawiedliwie i niezgodnie z prawem mi tę możliwość odebrał – mówiła przed sądem Bochenek. – A jeżeli ktoś dopuszcza się niesprawiedliwości, to ani ja, ani nikt inny nie powinien tego tolerować. Liczę na sprawiedliwy wyrok – dodała. Ten zapadnie w lipcu.

Proces w tej sprawie ruszył w styczniu br. Powodem dyscyplinarnego zwolnienia dziennikarki z pracy było „Ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków pracowniczych”. Chodzi o 3 wizyty Bochenek w Radiu Rzeszów w czasie, kiedy przebywała na zwolnieniu lekarskim. 18 maja 2019 r. pojawiła się tam, by uzupełnić dane w systemie, 12 maja przyszła, bo chciała przygotować zestawienie wycen, aby móc wskazać, jakie honoraria utraciła (przygotowywała się wtedy do wytoczenia pracodawcy powództwa o mobbing i dyskryminację). Ostatni raz, 24 maja, pojawiła się w radiu, bo chciała dowiedzieć się, czy dostała zgodę na wysłanie swojego reportażu na konkurs.

– Nie widzę możliwości powrotu powódki do pracy w Radiu Rzeszów – stwierdził Przemysław Tejkowski, prezes radia, który zwolnił dyscyplinarnie dziennikarkę z pracy.

Na piątkowej rozprawie przesłuchiwany był lekarz (w tej części sąd wyłączył jawność), Grażyna Bochenek i Przemysław Tejkowski. Na pytanie sądu, czy przed podjęciem decyzji o zwolnieniu dziennikarki ustalał, w jakim celu przyszła do pracy i co konkretnie robiła w tych dniach w radiu, Tejkowski odrzekł: – Ustaliłem, że wchodziła bez zgody, wiedzy i poinformowania pracodawcy na zwolnieniu lekarskim w system i otwierała pocztę – stwierdził. Jego zdaniem, był to wystarczający powód do dyscyplinarnego wyrzucenia jej z radia. Jak przyznała przed sądem Grażyna Bochenek, nigdy wcześniej nie słyszała, aby Przemysław Tejkowski kontrolował innych pracowników pod kątem ich obecności w miejscu pracy w czasie zwolnień lekarskich…

Na pytanie sądu, czy widzi dalszą możliwość pracy w radio, dziennikarka przyznała, że sama praca tak samo jak współpraca z radiowym zespołem, układała się bez zarzutu. – Jedynym problemem jest mój pracodawca – stwierdziła, dodając, że ma świadomość, iż powrót w takich okolicznościach nie będzie prosty. Chce jednak wrócić do pracy, bo czuje się „zwolniona niesprawiedliwie”, a powody, przez które tak się stało – 3 wizyty w radio, „traktuje jako pretekst”. – To nie jest powód, aby z kimkolwiek rozwiązywać umowę w sposób dyscyplinarny – mówiła w sądzie. – Okoliczności wskazane w tym postępowaniu to był tylko pretekst. Mogę się domyślać, że to zwolnienie jest ciągiem dalszym wszystkich tych szykan, których byłam ofiarą od września 2018 i nie chodzi tylko o zastraszenie mnie, ale i całego zespołu dziennikarskiego Radia Rzeszów – dodała.

6 września 2018 r. dziennikarka puściła na antenie dwie nagrane wcześniej opinie słuchaczy, które odnosiły się do osoby prezydenta Andrzeja Dudy. Pierwsza była mu przychylna, a druga już nie: „Nie mamy prezydenta. Mamy najwyżej pełniącego obowiązki prezydenta. Prezydent powinien być mężem stanu, posiadać własną wolę i własne inicjatywy. W tym momencie mamy figuranta” – twierdził słuchacz. Niedługo po tym Grażyna Bochenek została odsunięta od prowadzenia programów na żywo, otrzymała pisemną naganę, a Przemysław Tejkowski powołując się na art. 135 kk, który mówi o publicznym znieważeniu prezydenta RP, zawiadomił prokuraturę. Ta odmówiła wszczęcia śledztwa.

– Nie nastąpiła żadna szkoda na rzecz pracodawcy, nic nie wskazuje na to, żeby też powódka chciała mu zaszkodzić – argumentował w mowie końcowej pełnomocnik Grażyny Bochenek. Ogłoszenie wyroku zostało zaplanowane na 1 lipca.

Tymczasem w Sądzie Okręgowym w Rzeszowie toczy się drugi proces wytoczony byłemu pracodawcy przez Bochenek o „dyskryminację, mobbing i naruszenie dóbr osobistych”. Kolejna rozprawa ma odbyć się w sierpniu.

Katarzyna Szczyrek

15 Responses to "Czy sąd przywróci do pracy zwolnioną dyscyplinarnie dziennikarkę?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.