Wydawałoby się, że tak poważny zarzut jak finansowanie w Polsce partii politycznej z zagranicznych pieniędzy powinien zostać wyjaśniony od A do Z. Tymczasem mija już tydzień od doniesień tygodnika „Wprost” na temat „niemieckiej pożyczki Tuska” i nadal jesteśmy w punkcie wyjścia.
Paweł Piskorski – były sekretarz generalny Kongresu Liberalno-Demokratycznego (KLD), któremu przewodził na początku lat 90. obecny premier Donald Tusk – nadal utrzymuje, że partia ta była w latach 90. finansowana przez niemiecką CDU, czyli partię obecnej kanclerz Angeli Merkel. A co na to premier? Tusk twierdzi, że to nieprawda („Nigdy nie brałem żadnej pożyczki od CDU – ani jako szef KLD, ani jako zwykły obywatel, ani jako lider PO”), ale na drogę sądową nie występuje, bo… „nie ma podstaw do pozwu w trybie wyborczym”.
Tyle że zwykłego Polaka guzik obchodzi, czy mamy kampanię wyborczą czy nie. Polacy chcą wiedzieć, czy KLD była finansowana, wbrew prawu, z niemieckich pieniędzy, czy nie był. Trudno nie odnieść wrażenia, że Platformie zależy nie na wyjaśnieniu tematu, ale na jego wyciszeniu. A skoro zdaniem Tuska, Piskorski jest niewiarygodny, to może warto to opinii publicznej udowodnić? Możliwości ku temu jest sporo, m.in. komisja śledcza czy sąd. Ktoś się tu jednak wyraźnie czegoś boi…
Arkadiusz Rogowski



One Response to "Czy sprawa „niemieckiej pożyczki Tuska” zostanie wyjaśniona?"