
– W sobotę zakomunikujemy bardzo dokładnie nasze decyzje dotyczące szkół w kolejnych tygodniach – zapowiadał premier Mateusz Morawiecki. Ale na tym się skończyło i gdyby nie pytania dziennikarzy, szef rządu zupełnie przemilczałby temat nauczania. Wszystko zostaje po staremu, a dyrektorzy nadal muszą konsultować z sanepidem ewentualne zamknięcie placówki. Tymczasem w szkołach widać rosnący niepokój. – My się wszyscy obawiamy. Boją się rodzice, pracownicy. A teraz mamy jeszcze przykład ze Śląska, gdzie zmarł 31-letni nauczyciel – zauważa Stanisław Kłak, prezes ZNP na Podkarpaciu.
– Po zapowiedzi premiera i pracowników MEN, że w sobotę zapadnie decyzja w sprawie nauczania w szkołach mówiono o trybie zdalnym, hybrydowym. Możliwa była modyfikacja, żeby w szkołach podstawowych lekcje odbywały się jak do tej pory, a w ponadpodstawowych i uczelniach – zdalnie – wylicza Stanisław Kłak, prezes ZNP na Podkarpaciu. Mateusz Morawiecki oświadczył jednak, że tylko powyżej 100 placówek funkcjonuje w trybie hybrydowym. O tych na zdalnym nawet nie wspomniał. Tymczasem MEN podało w piątek, że 811 szkół pracowało hybrydowo, a 208 zdalnie.
– Wśród nauczycieli jest ogromne rozczarowanie. Wirusolodzy jasno stwierdzają, że gwałtowny wzrost zakażeń jest efektem organizowania wesel w czerwonej strefie oraz stacjonarnego nauczania – twierdzi prezes podkarpackiego oddziału ZNP. Najmłodsi przechodzą zakażenie bezobjawowo, ale zarażają innych. – Przyłbice czy maski powinny być noszone cały czas, także na zajęciach lekcyjnych. W przestrzeni otwartej uczniowie chodzą w maseczkach, a w klasie już nie. To kuriozum. Gdy ani nauczyciele, ani ich podopieczni nie mają zasłoniętych ust i nosa, to rodzi ogromne zagrożenie – nie ma wątpliwości Stanisław Kłak.
Dyrektorzy powinni sami decydować
Zgodnie z wytycznymi, przejście szkoły na nauczanie na odległość lub w formie mieszanej wymaga zgody Powiatowego Inspektora Sanitarnego. Kiedy oficjalnie pytamy dyrektorów, jak układa się współpraca na linii szkoła-sanepid, bez zająknięcia odpowiadają: „bardzo dobrze”. Gdy jednak obiecujemy nie publikować podanych przez nich informacji, okazuje się, że kontakt wcale nie jest taki łatwy. Wszyscy woleliby decydować samodzielnie.
– W jednej ze szkół podstawowych w gminie Bojanów dzieci, którzy mają zakażonych rodziców, są na kwarantannie. Dyrektorka wystąpiła do sanepidu, pytając, co robić. Nikt nie odpowiedział. – opowiada Stanisław Kłak. I podaje inny przykład: – Jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego nauczycielka napisała do sanepidu w Stalowej Woli, że szkoła nie jest przygotowana. Minął miesiąc i co? Zero reakcji – dodaje. Takich sytuacji jest mnóstwo, dlatego Związek Nauczycielstwa Polskiego wystąpił do Ministra Zdrowia z wnioskiem dotyczącym rozszerzenia kompetencji dyrektora placówki w kwestii podjęcia decyzji o czasowym nauczaniu w formie zdalnej lub hybrydowej. – Obserwujemy ogromny wzrost zakażeń. Może już w tym tygodniu należałoby wprowadzić lekcje online? Później dyrektor mógłby zdecydować, czy wrócić do nauczania stacjonarnego, czy przejść na hybrydowe – zauważa Stanisław Kłak. Szkół, szczególnie podstawowych, na razie jednak nikt nie zamknie. – Państwo musiałoby wyłożyć ogromne sumy na opiekę dzieci, bo kto się nimi zajmie? Z jednej strony rodzice obawiają się, że dzieci będą zarażać, ale z drugiej – zastanawiają się, kto się nimi zaopiekuje, gdy będą w pracy. Jeżeli nie zostaną uruchomione środków finansowe na zasiłki dla rodziców, szczególnie najmłodszych, nic się nie zmieni – nie ma złudzeń prezes ZNP w regionie.
Protest uczniowski
Obaw nie kryją też już sami uczniowie. Na Facebook’u zorganizowali Protest uczniowski, zachęcając, by koledzy, nie przychodzili w tym tygodniu do szkoły lub – jeśli nie mają takiej możliwości – ubierali się na czarno.
Jak piszą, wbrew deklaracjom,jedyne czego się dowiedzieli na sobotniej konferencji prasowej to tego że wracają tzw. „godziny dla seniorów”. „Od kiedy drogi panie Premierze uczniowie to seniorzy?” – pytają. „Szkoły nie są w stanie zachować reżimu sanitarnego, odległości oraz temperatury nikt nie sprawdza, nikt nie pilnuje maseczek. Wasze wytłumaczenie na niezamykanie szkół to „98 proc. Placówek funkcjonuje w trybie stacjonarnym.” Tylko myśląc logicznie w 20/30 proc. tych placówek już jest ognisko koronawirusa o którym nikt nie wie” – argumentują organizatorzy wydarzenia. Podkreślają, że uczniowie mają rodziny, babcię oraz dziadka i „nie każdy chce ich stracić kilka lat wcześniej bo według premiera wszystko się sprawdza”.
Młodzież naprawdę się boi: „Ten protest nie jest organizowany dla osób, które chcą przejść na nauczanie zdalne, bo jest to wygodniejsze. To nie jest śmieszna zabawa”.
Wioletta Kruk


