
Dotarliśmy do kolejnego świadka, który potwierdza, że sanocki dziennikarz, Marek Pomykała, pracował nad sprawą śmierci Krzysztofa Pyki, milicjanta z komendy milicji z Lesku, którego ciało w lutym 1986 roku wyłowiono z Jeziora Solińskiego w Polańczyku. Czy dziennikarz z Sanoka zginął, bo wpadł na trop sprawcy?
Mężczyzna jest już na emeryturze, pracował w małym posterunku policji w jednej z bieszczadzkich miejscowości. Nie chce ujawniać swojej tożsamości. – Z Markiem znaliśmy się, bo przyjeżdżał w Bieszczady szukać tematów do gazety, w której pracował – opowiada nasz rozmówca.
Marek Pomykała przed zaginięciem 29 kwietnia 1997 roku pracował w „Gazecie Bieszczadzkiej” (siedziba redakcji do dzisiaj mieści się w Ustrzykach Dolnych). Zajmował się różną tematyką: sportem, sprawami społecznymi, nie unikał tematów trudnych i kontrowersyjnych.
– Był bardzo dociekliwym dziennikarzem, interesowały go różne sprawy. Co jakiś czas przyjeżdżał w Bieszczady i dopytywał o różne rzeczy. Szybko zjednywał sobie ludzi, bo był otwarty i bezpośredni, chętnie z nim rozmawiali. Interesował się też sprawą śmierci Krzyśka Pyki, przypominam sobie co najmniej jedną taką naszą rozmowę, pytał mnie o to, ale nie jestem w stanie określić, kiedy to dokładnie było – relacjonuje nasz rozmówca.
Dlaczego to ważne? Bo to już drugi świadek, który łączy zaginięcie Marka Pomykały z wydarzeniami, jakie miały miejsce w Bieszczadach w połowie lat 80. Chodzi o śmiertelny wypadek w Łączkach, do którego doszło w listopadzie 1985 roku i śmierć milicjanta Krzysztofa Pyki z 1986 roku, który był świadkiem tego zdarzenia.
Wicekomendant milicji sprawcą śmiertelnego wypadku
Obie te sprawy szeroko opisywaliśmy na łamach Super Nowości. Do wypadku w Łączkach pod Leskiem doszło 21 listopada 1985 roku. W wyniku zderzenia z samochodem osobowym zginął wówczas 40-letni Edward Krajnik.
Za kierownicą samochodu siedział wówczas 24-letni Tadeusz P., ówczesny zastępca komendanta milicji w Lesku, obok niego Lucjan P., ówczesny zastępca komendanta Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Lesku. Obaj byli pijani, wcześniej przebywali w kasynie milicyjnym w Lesku.
Aby ukryć prawdziwe okoliczności zdarzenia, na miejsce sprowadzono ojca Tadeusza P., który akurat przebywał u znajomych syna. Winę za spowodowanie śmiertelnego wypadku wziął na siebie.
W tuszowaniu prawdziwych okoliczności wypadku brała udział Milicja Obywatelska i Służba Bezpieczeństwa. Po krótkim śledztwie sprawę umorzono, za sprawcę uznając Edwarda Krajnika, który pijany miał niespodziewanie wtargnąć pod samochód.
Tajemnicza śmierć świadka wypadku
Krzysztof Pyka był młodym milicjantem, podwładnym Tadeusza P., pracowali w jednej komendzie. Kiedy w Łączkach doszło do wypadku, wracał autobusem z kasyna w Lesku do domu do Polańczyka. Autobus najechał na wypadek. Pyka był świadkiem czynności prowadzonych na miejscu przez milicję i prokuraturę, i tego, jak służby tuszują prawdziwe okoliczności zdarzenia.
Jak relacjonował później znajomej, Tadeusz P. miał go nakłaniać do podpisania fałszywego, korzystnego dla niego protokołu z miejsca wypadku. Pyka odmówił. W nocy z 12 na 13 grudnia 1985 r. zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Z ustaleń wynikało, że wieczór spędził w ośrodku „Jawor” w Polańczyku, gdzie miał pić alkohol z kolegą. Po zamknięciu lokalu, przenieśli się do kotłowni, gdzie dalej pili alkohol. Jak wynika z relacji jednego z uczestników imprezy, Wiesław M., milicjant z komisariatu w Polańczyku, co najmniej dwukrotnie oferował Pyce, że odprowadzi go do domu, mimo że milicjant pił alkohol ze swoim kolegą, z którym mieli razem wracać, bo mieszkali na jednym osiedlu.
Około północy Wiesław M. wyszedł jednak z Pyką na zewnątrz z kotłowni. M. twierdzi, że usiedli na ławce, aby nieco otrzeźwieć i nic więcej nie pamięta.
Ciało Krzysztofa Pyki wyłowiono z Jeziora Solińskiego 3 lutego 1986 roku. Okoliczności jego śmierci nigdy nie wyjaśniono. Prokuratura ustaliła, że w dniu zaginięcia Pyki Tadeusz P. był widziany w Polańczyku. Tego, czy się spotkali, nie udało się ustalić.
Z naszych ustaleń wynika, że Marek Pomykała interesował się obiema tymi sprawami. Potwierdził to policjant, do którego dotarliśmy jako pierwsi, oraz wieloletni przyjaciel sanockiego dziennikarza, Henryk A., który w rozmowie z Super Nowościami przyznał, że podczas jednej z wypraw w Bieszczady kilka miesięcy przed zaginięciem, Marek Pomykała miał mu powiedzieć, że prowadzi dziennikarskie śledztwo na temat wypadku w Łączkach, który „spowodowała gruba ryba, a sprawie ukręcono łeb”.
Obciążające zeznania kochanki i byłej żony
Osobą, która łączy zdarzenia z połowy lat 80. z nagłym zniknięciem Marka Pomykały jest także Wioletta Z. mieszkanka Sanoka, która była kochanką Tadeusza P. P. miał jej powiedzieć, że zwabił Pomykałę do swojego domku w Wołkowyi, tam udusił, a zwłoki miał zakopać w lesie obok posesji. Powodem tej zbrodni miało być „tropienie” przez dziennikarza „okoliczności śmiertelnego wypadku z udziałem Tadeusza P.” – czytamy w materiałach ze śledztwa. P. miał jej też opowiadać o tym, że zabił Krzysztofa Pykę.
P. o tym, że zabił Krzysztofa Pykę miał też opowiadać swojej żonie, Ewie, która w rozmowie z Super Nowościami przyznała, że P. mógł też zabić Marka Pomykałę, „ponieważ miał motyw i byłby do tego zdolny”.
Na podstawie zeznań Wioletty Z. w 2014 roku Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie wszczęła śledztwo w sprawie zabójstwa Krzysztofa Pyki i Marka Pomykały. Podczas czynności śledczy nie przesłuchali osoby wskazywanej jako potencjalny sprawca śmierci milicjanta i dziennikarza nawet w charakterze świadka, nie przeszukano także posesji w Wołkowyi, na której rzekomo miało dojść do zabójstwa Pomykaly. Po roku śledztwo zostało umorzone. W przypadku dziennikarza, jak czytamy w uzasadnieniu umorzenia, „nie potwierdzono, aby Marek Pomykała przed śmiercią zajmował się wypadkiem drogowym z 1985 roku oraz śmiercią Krzysztofa Pyki”.
Nasze dziennikarskie śledztwo dowodzi jednak, że było inaczej. Marek Pomykała pracował nad obiema sprawami, zarówno śmiertelnym wypadkiem w Łączkach, którego sprawcą – jak dowiodła ta sama prokuratura – był Tadeusz P., jak i sprawą tajemniczej śmierci Krzysztofa Pyki. P. Wbrew temu, co ustaliła rzeszowska prokuratura, były policjant miał więc motyw, aby pozbyć się dziennikarza.
Nowe śledztwo
Śledztwo w sprawie śmierci Krzysztofa Pyki i zaginięcia Marka Pomykały zostało ponownie wszczęte 31 grudnia 2020 roku. Czynności w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Krakowie przy współpracy z miejscowym oddziałem Archiwum X.
W maju tego roku dokonano przeszukania posesji w Wołkowyi, na której miało dojść do zabójstwa sanockiego dziennikarza. Śledczy powołali biegłych, którzy zajęli się badaniem śladów zabezpieczonych wewnątrz drewnianego domku, który należał do P.
Przesłuchali też autora książki, która powstaje na podstawie wspomnień Tadeusza P. i wydarzeń, jakie miały miejsce w latach 80. w Bieszczadach. Były policjant miał mu się przyznać do spowodowania wypadku w Łączkach i zabicia Krzysztofa Pyki, wskazał mu też miejsce, gdzie tego dokonał.
Zarówno funkcjonariusze policji, jak i śledczy z krakowskiej prokuratury, zasłaniając się dobrem sprawy konsekwentnie odmawiają udzielania jakichkolwiek informacji na temat przebiegu śledztwa i poczynionych ustaleń.
Martyna Sokołowska



2 Responses to "Czy te zeznania zmienią bieg śledztwa?"