.jpg)
PRZEMYŚL. Ogromny pożar w Przemyślu.
Pożar wybuchł w niedzielę po południu, a akcja gaśnicza trwała do poniedziałku. Paliły się odpady, a kłęby czarnego, gryzącego dymu unosiły się nad Przemyślem. Dzięki prawie 100 strażakom zawodowym i ochotniczym udało się zdławić ogień. Strach pomyśleć, co by było, gdyby zajął się główny budynek przedsiębiorstwa przetwarzającego odpady.
Przemyślanie najpierw byli ciekawi, cóż to się dzieje, że w kierunku Starego Miasta jadą kolejne wozy strażackie na sygnałach, potem, widząc płomienie i kłęby dymu, byli już przerażeni. O tym, że na terenie Zakładu Mechaniczno-Biologicznego Przetwarzania Odpadów w Przemyślu wybuchł pożar, przemyską komendę PSP zawiadomiła przypadkowa osoba dokładnie o godz. 16.27. Na miejsce wysłano najpierw 3 wozy strażackie. – Musieliśmy przede wszystkim ochronić przed pożarem główny budynek przedsiębiorstwa – wyjaśnia bryg. Adam Sosnowski, komendant miejski PSP w Przemyślu. Gdyby w nim rozprzestrzenił się ogień, trudno przewidzieć, ile trującego dymu „poszłoby” w powietrze nad miastem.
Ktoś podłożył ogień?
Na razie nie ustalono przyczyny pożaru, ale już wiadomo, że paliło się w czterech miejscach jednocześnie, co rzadko bywa przypadkowe. Plunęły sprasowane tekstylia, a także metalowy kontener zawierający odpady z tworzyw sztucznych. Produkty spalania tych ostatnich są wyjątkowo trujące. Strażacy musieli mieć specjalne maski, by uczestniczyć w akcji gaśniczej. Jednocześnie w porozumieniu z dyrekcją przedsiębiorstwa „ściągnięto” na miejsce pożaru operatorów koparek, które rozrzucały płonące odpady, co ułatwiało ich gaszenie.
Zawodowych strażaków wspomagali ochotnicy z całego powiatu. Razem w całej akcji, która trwała do wczesnych godzin popołudniowych poniedziałku, udział wzięło 96 strażaków.
Sprawę pożaru będzie wyjaśniać policja. Z całą pewnością zostanie powołanych biegły z zakresu pożarnictwa i jego ekspertyza być może pozwolić wyjaśnić, dlaczego zapaliły się składowane odpady.
Monika Kamińska


