
Fundacja Życie i Rodzina domaga się, by rząd zgodził się na „zapełnienie kościołów do połowy”.
Ograniczenie rządowe, dotyczące możliwości gromadzenia się wiernych w kościołach, obniżyło ich liczbę z początkowych 50 do zaledwie 5 osób. Obowiązuje ono jednak tylko do 11 kwietnia, a to znaczy, że już nie dotyczy Niedzieli Wielkanocnej. Czy zatem 12 kwietnia będzie można liczniej gromadzić się w kościołach?
Gdy rząd na początku ataku koronawirusa w Polsce wprowadził ograniczenia dla obywateli w zakresie gromadzenia się do 50 osób w jednym miejscu, Polacy roztropnie się do tego zastosowali. Były jednak wyjątki, zwłaszcza wśród głęboko wierzących. – Jest Wielki Post i nie wyobrażam sobie, bym mogła zdrową będąc, nie iść do kościoła, nie wyspowiadać się i nie przystąpić do Eucharystii – mówiła nam wówczas Krystyna, 64-letnia mieszkanka podprzemyskiej wsi. – A że ten koronawirus? Czytałam, że są księża, którzy wprost mówią, że w kościele nie można się zarazić, bo tam jest Pan Bóg. Ja w to wierzę – deklarowała. Rzeczywiście, wśród duchownych znalazły się osoby, które wbrew wszelkiej logice twierdziły, że zakażenie się koronawirusem w czasie obcowania z Bogiem w kościele jest niemożliwe, także gdy przyjmuje się komunię świętą z rąk kapłana do ust! Część wierzących Polaków rezygnowała zatem z uczestnictwa w nabożeństwach z racji zagrożenia koronawirusem za zgodą władz kościelnych, ale część nie, ochoczo korzystając z tego, że w kościele mogło być do 50 osób. Zmieniło się to w minioną środę, kiedy to rząd wprowadził obostrzenie, polegające na ograniczeniu liczby wiernych w świątyni do zaledwie 5 osób. Zarówno wierni, jak i duchowieństwo przyjęli to ze zrozumieniem. Ale nie wszyscy. Na przykład Fundacja Życie i Rodzina, z którą powiązana jest kontrowersyjna Kaja Godek, domaga się, by premier zgodził się na „zapełnienie kościołów do połowy” w czasie da katolików szczególnym, czyli w Wielkim Tygodniu i w Wielkanoc. – Nie dopuśćmy do dyskryminacji katolików w najświętsze dla nich dni – apelują choćby na Facebooku przedstawiciele Życia i Rodziny. – W głowy niech się zdrowo popukają ci ludzie! – komentuje to 45-letni Andrzej z Przemyśla. – Nie dociera do nich, że ograniczania są po to, byśmy przeżyli epidemię? Niech sobie zadadzą pytanie: czy Bóg chciałby, żeby się zarazili? – Tyle ludzi w kościele, ile w autobusie, metrze czy tramwaju. Dlaczego katolicy na nabożeństwie mają być dyskryminowani w stosunku do podróżnych – odbijają piłeczkę działacze Życia i Rodziny. Na razie nie wiadomo, jaki stosunek do żądań fundacji mają polskie władze. Nowe zalecenia ministerstwa zdrowia na czas Wielkanocy mają być dopiero podane. Jakie będą i czy rząd, wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi, „otworzy” kościoły dla nierozsądnych wiernych?
emka



5 Responses to "Czy władza „otworzy” kościoły na Wielkanoc?"