
Polscy politycy podążają wzorem polityków zachodnich czy amerykańskich, dlatego, że w tych państwach kwestia prowadzenia kampanii wyborczej odgrywa ogromne znaczenie.
Mówi się, że jeśli nie ma kogoś w Internecie, to nie istnieje. Politycy dawno w to uwierzyli i dziś niemal każdy ma swoją stronę internetową, Fanpage, konto na Facebooku czy Twitterze. Dzielą się swoim życiem, ale nie tylko. Informują o sukcesach, komentują przeciwników, wchodzą w dyskusje. Tak naprawdę polityka przeniosła się już do sieci. Ale czy jeden wpis w mediach społecznościowych może zapewnić kandydatowi zwycięstwo lub pogrążyć czyjąś karierę?
– Polscy politycy podążają wzorem polityków zachodnich czy amerykańskich, dlatego, że w tych państwach kwestia prowadzenia kampanii wyborczej odgrywa ogromne znaczenie. W Polsce wciąż jesteśmy jednak na etapie raczkowania – mówi dr Dominik Szepański, politolog UR. Przeszłość pokazuje, że działania marketingowe w Internecie mogą mieć ogromne znaczenie. – Większa część naszego społeczeństwa, zwłaszcza ludzie młodzi są dosyć aktywnymi odbiorcami i uczestnikami mediów społecznościowych. Nowe media pomagają w wyborach. Spójrzmy na przykład Andrzeja Dudy, który tak naprawdę gdy ogłosił zamiar kandydowania na urząd prezydenta kraju, nikt nie dawał mu szans. To był działacz czwartoligowy, jeżeli chodzi o politykę. Tymczasem właśnie ta ogromna promocja w Internecie dała mu zwycięstwo – tłumaczy politolog.
Nie ma jednak reguły. Dowód? Kandydat w tych samych wyborach, Janusz Korwin-Mikke, który był jednym z najbardziej aktywnych uczestników mediów. – Prowadziłem badania dotyczące Twittera. On miał ponad 680 tysięcy wpisów i reakcji. Prowadził najbardziej aktywną kampanię w mediach, ale wyborów nie wygrał. Czynnik internetowy jest więc czynnikiem wspomagającym. Nadal jesteśmy przyzwyczajeni do tradycyjnej formy kontaktów z wyborcami: plakatów wyborczych, spotkań, wieców, happaningów itd. – wyjaśnia dr Szczepański.
Jeden wpis może zaważyć na karierze
A może skrajnie prawicowego kandydat odniósł klęskę, bo liczy się też to, co politycy zamieszczają? Czasem jeden komentarz lub wpis może sprawić, że słupki poparcia spadają w błyskawicznym tempie spadają. Patryk Jaki po porażce Niemców z Meksykiem umieścił mem z płaczącymi Schetyną i Tuskiem. Okazało się, że zdjęcie pochodziło z pogrzebu Sebastiana Karpiniuka, który zginął w katastrofie smoleńskiej. Do podobnej sytuacji doszło podczas zimowych igrzysk olimpijskich, kiedy Kamil Stoch wygrał z Andreasem Wellingerem. Poseł PiS Marcin Horała dodał zdjęcie Tuska, które zrobiono podczas spotkania ówczesnego premiera z ofiarami tornada. – Negatywne wpisy są publikowane pod konkretnych wyborców. Jeżeli polityk PiS publikuje nawet obrzydliwe rzeczy przeciwko swoim konkurentom, to ma to na celu podgrzewanie atmosfery wrogości wobec PO, ale celuje tylko w wyborców PiS – wyjaśnia politolog. Nawet w sieci trzeba zachować pewne granice, ale niektórzy politycy zachowują się tak, jakby nie obowiązywały ich żadne zasady czy norm etyczne. – Myślą, że można sobie pozwolić na wszystko, a przykład Patryka Jakiego pokazuje, ze tak nie jest. Te treści mogą być krzywdzące lub być wynikiem postępowania sądowego – zaznacza politolog. Trzeba też pamiętać, że nawet jeśli coś zostanie usunięte, wyborcy tego nie zapomną. Jak wiemy, w Internecie nic nie ginie.
Wioletta Kruk



One Response to "Czy za pomocą Facebooku można wygrać wybory?"