Czytelnik nie jest głupi i nie trzeba głupiego zeń robić!

Monika KamińskaChoć niektórym może trudno w to uwierzyć, każdy normalny dziennikarz cieszy się, gdy jego tekst jest krytykowany. Cieszy się, bo to znaczy, że ludzi zainteresował poruszany przezeń temat, że wywołuje on emocje i skłania do dyskusji. A gdy przy tym zabierający głos są kulturalni i merytoryczni, to już, jak to mawiają, „żyć, nie umierać”. Cóż gdy czasem także kulturalne i z pozoru merytoryczne osoby widzą w takim tekście nie to, co jest napisane, tylko coś wręcz przeciwnego.

W weekendowym wydaniu Super Nowości pozwoliłam sobie podsumować kończący się rok w zakresie relacji polsko-ukraińskich w Przemyślu. Ten kto interesuje się tematem wie, że można ów rok zaliczyć w tym względzie do, najdelikatniej mówiąc, bardzo nieudanych. Incydent na Panachydzie, odwołana „Noc Kupały”, no i okrzyk „Śmierć Ukraińcom” podczas Marszu Orląt Przemyskich i Lwowskich, to aż nadto jak na jeden rok w mieście, gdzie Polacy i Ukraińcy żyją wspólnie z dziada pradziada.

Jako osoba stanowiąca w Przemyślu tzw. ludność napływową, czyli nie-przemyślanka z pochodzenia, ale z wyboru, której na sercu leży dobro tego miasta, pokusiłam się o wezwanie do zgody i pojednania w ten niezwykły przedświąteczny czas sprzyjający przecież refleksji i przebaczeniu, a nie waśniom i kłótniom.

By jednak móc do owego pojednania wezwać, musiałam z przykrością wspomnieć o tegorocznych tak napiętych relacjach polsko-ukraińskich. Paru znajomych przemyślan, tak Polaków jak i Ukraińców, wystawiło mi „laurkę” chwaląc za odezwę o opamiętanie i pojednanie. To miłe było, nie powiem. Doczekałam się – a jakże – maila z krytyką. A ponieważ mail był utrzymany w tonie kulturalnym i, co niebagatelne, podpisany imieniem i nazwiskiem, jak wspomniałam na wstępie, bardzo mnie ucieszył. Znacznie mniej natomiast ucieszyło mnie to, iż autor maila zarzuca mi manipulację i napisanie teksu rzekomo o pojednaniu, ale tak naprawdę z tezą: „Byłoby  pojednanie, ale ci źli Ukraińcy brużdżą” – że pozwolę sobie zacytować z oryginału. Owo zdanie autor maila wyrobił sobie, bo napisałam, iż pikietujący podczas Panachydy podobno mieli się poczuć sprowokowani tym, że uczestnik procesji miał na sobie wyszywankę w kolorach czarnym i czerwonym, czyli banderowskiej flagi. Zdaniem autora listu, taki opis sugeruje, że uczestnik procesji rzeczywiście promował kolorystyką stroju banderowską ideologię i przeciętny Czytelnik tak właśnie to zinterpretował. To jednak nie wszystko, bo jeszcze gorsze było zdanie: „(…) do prezydenta Przemyśla napisali członkowie Stowarzyszenia Kibiców Polonii Przemyśl” Przemyskie Bractwo” zwracając mu uwagę, że członkowie ukraińskiego zespołu „Ot Vinta” (…) są sympatykami idei OUN/UPA i Stepana Bandery.” Tu, zdaniem mego adwersarza, doszło do czystej manipulacji z mej strony, bo napisałam, że zespół sympatyzuje ze wspomnianą ideą, a przecież nie sympatyzuje. Nie przekonało go to, że wyraźnie napisane jest, iż taką argumentację wysuwało wspomniane stowarzyszenie, a nie autor tekstu. Podobnie, jak w przypadku wyszywanki, o której mówili pikietujący, a nie ja. Zdaniem autora maila, przeciętny Czytelnik tego nie zrozumie i dlatego należało mu napisać „jak twierdzili (tu napisać kto)”, a nie tak, jak zostało napisane.

Krytykę sobie cenię i z radością ją przyjmuję. Ale cenię też moich Czytelników, których mam za ludzi myślących, inteligentnych i niemających problemów z czytaniem ze zrozumieniem. Dlatego nie uważam, by konieczne było powtarzanie im co drugie zdanie co i jak ktoś powiedział, bo dla nich jest to oczywiste, szczególnie, gdy śledzili relacje z opisanych w tekście wydarzeń.

Redaktor Monika Kamińska

17 Responses to "Czytelnik nie jest głupi i nie trzeba głupiego zeń robić!"

Leave a Reply

Your email address will not be published.