Dajcie mi szansę, a zmienię świat

Jacek Drzystek przekonuje, że jego odkrycie mogłoby zrewolucjonizować rozgrywki sportowe na świecie. W swojej pracy opiera się na teorii grafów. Fot. Wit Hadło
Jacek Drzystek przekonuje, że jego odkrycie mogłoby zrewolucjonizować rozgrywki sportowe na świecie.  Fot. Wit Hadło

– Nie ma rzeczy niemożliwych! – przekonuje Jacek Drzystek z Rzeszowa. I zamierza zburzyć istniejący od 150 lat porządek.

– Ktoś mądry powiedział: zawsze jest ten lepszy sposób. Należy go po prostu znaleźć. Ja znalazłem – twierdzi Jacek Drzystek, który po 16 latach zakończył pracę nad systemem organizacji rozgrywek sportowych. Mieszkaniec Rzeszowa swoim pomysłem pragnie zainteresować decydentów światowego futbolu. Wierzy, że mu się uda.

To, co wymyślił nazwał M-Systemem, ale prosi, by częściej pisać o „systemie polskim”. To alternatywa dla obowiązującego w piłce nożnej od 150 lat tzw. systemu angielskiego. Zna go każdy kibic, według tegoż klucza wyłaniani są mistrzowie we wszystkich ligach. – To pierwotny, prymitywny i wadliwy system. Obalenie go stało się moim celem życiowym – zdradza Drzystek.

Poziom pierwszy, poziom piąty
– Spokojnie, nie zwariowałem – uśmiecha się, gdy z lekkim przerażeniem spoglądam na rosnącą na mym biurku kupkę papierów i zapisków z tajemniczymi algorytmami. – Gdy wytłumaczę o co chodzi, przyzna mi pan rację – przekonuje.

Zatem spróbujmy. Zabawa w systemie polskim zaczyna się od ustalenia poziomu, z którego drużyny przystąpią do „zasadniczej” części rozgrywek. Jeśli Legia będzie wygrywać i gromadzić punkty, trafi na szczyt, na poziom nr 1 w ligowej tabeli. Wiśle nie będzie szło – ona zacznie więc od poziomu najniższego, piątego. W tym systemie nie ma remisów, a kolejnego rywala poznaje się dopiero po rozegraniu kolejki, co praktycznie uniemożliwia handlowanie punktami. Mocna Legia będzie rozgrywać spotkania wyłącznie na poziomie nr 1 z zespołami o podobnym potencjale, więc w każdej kolejce mielibyśmy po dwa-trzy hity. Ale gdy „Biała Gwiazda” odzyska formę, zacznie się piąć w hierarchii. I w końcu dostąpi prawa gry z najlepszymi. Z Legią może się spotkać już choćby na „trzecim piętrze”, bo warszawianie mogą przecież obniżyć loty i spadną.

Skomplikowane? To spróbujmy raz jeszcze. Sens pojmiemy, jeśli odejdziemy na chwilę od piłki nożnej.

Trzeba się wysilić
– Facet zaczyna pracę. Ma obiecane, że przez 30 lat zarobi 2 tysiące zł. Nigdy mniej i nigdy więcej. To obowiązujący system angielski. Ja mówię: możesz zarobić w przedziale 1 – 5 tysięcy zł. Żebyś zbliżył się do „czwórki”, musisz jednak dać coś od siebie – tłumaczy Jacek Drzystek. – System angielski dobry jest dla płaczków, minimalistów. Hołduje postawie roszczeniowej: muszę coś dostać, przecież należy mi się. Wisła przegra siedem meczów z rzędu, a potem i tak zagra z najlepszą Legią. Chyba w nagrodę za prezentowaną nieudolność. Mój system jest sprawiedliwy. Wysil się, a dostaniesz szansę konfrontacji z poważnymi graczami. Ba, sam staniesz się takim graczem!

Drzystek przekonuje, że jego wynalazek pozwoli UEFA zarabiać jeszcze większe pieniądze na Lidze Mistrzów. – Te rozgrywki także wymagają bowiem reformy. Nie dzielmy drużyn na grupy. Zróbmy jedną ligę, bez pucharowego klucza. Dziś kluby odpadają po dwumeczu, a przecież z tego biznesu można wyciągnąć dużo, dużo więcej – ciągnie.

– W systemie polskim mistrza zdobywa się trudniej. Żeby wedrzeć się na szczyt i się tam utrzymać, trzeba ogrywać rywali na swoim poziomie. Non stop, kolejka po kolejce. System polski to najbardziej efektywny sposób łączenia drużyn w pary. Ludzi przestają interesować potyczki Barcelony z Dinamem Zagrzeb, bo z góry wiadomo, jakim wynikiem się zakończą.

Jacek Drzystek w swojej pracy opiera się na teorii grafów.
Jacek Drzystek w swojej pracy opiera się na teorii grafów.

Nie lubi matematyki
– Najbardziej zbliżone do systemu polskiego rozgrywki toczą się tam, gdzie obowiązuje play-off. Jednak i tutaj dochodzi do kuriozalnych sytuacji. Hokeiści z Sanoka mają po sezonie zasadniczym 30 punktów przewagi nad czwartą Cracovią, ale w play-off dostają „w palnik” i tytuł zdobywają krakowianie. To ja się pytam, po co te 30 punktów więcej?

– Albo siatkówka. Resovia, żeby sięgnąć po złoto musi rozegrać 30 spotkań, AZS Częstochowa w sezonie wystąpi w 20 meczach. A przecież grają w tej samej lidze. Ten maluczki ani nie zrobi wyniku, ani nie zarobi kasy.

Jacek Drzystek na pomysł zreformowania rozgrywek wpadł przez przypadek. To były czasy, gdy Widzew Łódź jako ostatni polski klub występował w Lidze Mistrzów. – Przyjąłem zasadę, że zwycięzca i przegrywający mogą grać dalej. To była moja inspiracja. Całość opiera się na teorii grafów, logice. Ja to rozumiem, choć matematyki nie lubię – uśmiecha się, gdy pytam, jak to wszystko się zaczęło. Warto dodać, że 17 lat temu Drzystek był obiecującym piłkarzem JKS Jarosław. – Gdy jednak dokonałem odkrycia, wpadłem po uszy. Poświęciłem się w stu procentach pracy nad systemem – wyznaje absolwent Politechniki Rzeszowskiej (kierunek marketing i zarządzanie) i szef klubu piłkarskiego Pantheon MMV.TA, założonego na cześć papieża Jana Pawła II.

Wyjedzie za granicę?
Jest w nim wielka pasja, ale też zniecierpliwienie, że pomysłem tak ciężko zarazić innych. Media pomagają, Drzystek opowiadał o systemie w Radiu Rzeszów, w kilku portalach internetowych, ale nie ruszy z miejsca, jeśli „nie kupią” tego ci, którzy mogą otworzyć drzwi do związków prowadzących rozgrywki.

– Plan jest prosty: znaleźć partnera, który pomógłby mi dojść do ludzi kierujących światową piłką. Wiem, jak to brzmi. Tak łatwo jednak nie zrezygnuję. W mojej walce z systemem angielskim kieruję się mottem: kto nie dąży do rzeczy niemożliwych, ten nigdy ich nie osiągnie.

I zapewnia, że skoro Rzeszów nie chce się nawet pochylić nad jego ideą („w ratuszu natrafiłem na urzędniczy mur”), to spróbuje w innym mieście. – Może nawet zagranicą – odgraża się.

Tomasz Szeliga

10 Responses to "Dajcie mi szansę, a zmienię świat"

Leave a Reply

Your email address will not be published.