
STUPOSIANY. Na co dzień chłopak z zielonej granicy, teraz dawca komórek macierzystych, który daje szansę drugiemu człowiekowi, aby żył.
Kiedyś przeczytał gdzieś takie zwyczajne zdanie: „Jako dawca komórek macierzystych, dajesz choremu szansę by żyć!”. Wtedy zarejestrował się jako potencjalny dawca. Niedawno przekazał swe komórki macierzyste belgijskiemu dziecku. – To przecież nic nie kosztuje, a można komuś uratować życie – mówi po prostu Marek Stram, 34- letni funkcjonariusz Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej.
Ktokolwiek był tu kiedyś w Placówce SG ten wie, że w Stuposianach służba ciężka i są tu sami twardziele. Zielona bieszczadzka granica, zimą mróz prawie 50 stopni Celsjusza, latem gorąco, a i niedźwiedź się trafi. Wydaje się, że ktoś kto tu służy musi się skupić na sobie, ale mł. chor. Marka Strama to nie dotyczy. Gdzieś kiedyś przeczytał o tym, że można zostać dawcą komórek macierzystych. – Pomyślałem wtedy, że trzeba się zarejestrować, bo można komuś uratować życie – mówi po prostu 34-letni strażnik graniczny z BiOSG.
Niektórzy tylko myślą, ale nic z tego nie wynika. Marek Stram jak pomyślał, tak zrobił, jego dane znalazły się w bazie dawców. Nic się nie działo do marca tego roku, aż nagle zadzwonił telefon Marka. – Pytano czy nadal wyrażam zgodę na pobranie mych komórek macierzystych, bo mały chłopiec z Belgii ich potrzebuje – opowiada mężczyzna. – Naturalnie potwierdziłem!
Wstępne badania krwi wykazały, że M. Stram może być dawcą komórek dla belgijskiego malucha. – Na pięć dni przed pobraniem, od 1 czerwca, rozpocząłem serie zastrzyków z czynnikiem wzrostu G-CSF, aby zwiększyć ilość komórek macierzystych w krwi obwodowej. Zastrzyki były podawane dwa razy dziennie – wspomina Stram. Komórki macierzyste pobrano dokładnie 5 czerwca w krakowskiej Klinice Uniwersyteckiej. – Zabieg rozpoczął się około godziny 7.30 i trwał do godziny 12.00. Na obu ramionach założono mi dojścia dożylne i krew przepływała z jednego ramienia poprzez tzw. separator komórek i wracała do organizmu poprzez drugą rękę – opowiada mężczyzna. – Jak się dowiedziałem, w separatorze komórki macierzyste oddzielane są od reszty krwi i zbierane jako materiał przeszczepowy – dodaje.
Potem zebrane tak komórki macierzyste zostały przetransportowane do kliniki, w której leczony jest chory chłopiec i tam przeszczepione.- Teraz czekam na informacje o stanie zdrowia chłopca. Jestem szczęśliwy, że mogłem mu ofiarować cząstkę siebie – mówi 34-latek. – Zachęcam wszystkich do rejestracji, to nic nie kosztuje, a może pomóc komuś uratować życie!
Niby tak niewiele, a tak wiele. Niby zwyczajny funkcjonariusz z zielonej granicy, mąż, tata 4-letniego Maksymiliana. A tak naprawdę niezwyczajnie wrażliwy człowiek, który zamienił to, co poczuł w czyn i dał małemu chłopcu z dalekiej Belgii szansę na życie. Warto brać z niego przykład!
Monika Kamińska


