
Kobieta ani razu nie okazała w sądzie skruchy. Fot. Bogdan Myśliwiec
Cierpiały, by usłyszeć ich pierwszy krzyk. Nie spały po nocach. Doglądały, karmiły, kołysały i tuliły do serca. Któregoś dnia coś w nich pękło i tym, którzy ufali im najbardziej na świecie, po prostu odebrały życie. W domowym zaciszu.
Julia i Mateuszek z Kopek zginęli od ciosów nożem zadanych im przez mamę Magdalenę w łazience. Wiktorek ze Śliwnicy siedział u mamy Andrei na kolanach, gdy ta ośmiokrotnie wbiła w niego nóż. Bartusiowi z Nowej Dęby mama Barbara najpierw podała płatki z mlekiem, a potem owinęła kabel wokół szyi i patrzyła jak się dusi. Pierwszy z dramatów rozegrał się 30 marca br. w powiecie niżańskim, drugi 17 lutego 2018 r. w powiecie przemyskim, a trzeci 23 września 2013 roku. Wszystkie łączy jeden mianownik. Ofiarami własnych matek stały się kilkuletnie, bezbronne i ufające im bezgranicznie dzieci.
Ostatnia decyzja i ostatnia droga Magdaleny V.
7 kwietnia br. na cmentarzu komunalnym w Rudniku nad Sanem złożono w grobie ciało 41-letniej Magdaleny V. Kobieta tydzień wcześniej, nie chcąc dopuścić do tego, by dwoje jej dzieci: Mateuszek i Julia, wróciło z ojcem do Niemiec, podjęła najgorszą z możliwych decyzji. Pozbawiła dzieci życia, a potem sama popełniła samobójstwo. Echa tego strasznego dramatu wciąż jeszcze słychać i nie milkną pytania o to, dlaczego musiało dojść do tej wielkiej tragedii? Wiadomo, że jej tłem była próba wykonania postanowienia Sądu Okręgowego w Rzeszowie, który na wniosek ojca dzieci wydał decyzję o ich powrocie do Niemiec. Julia i Mateusz mieszkali tam z rodzicami do początku ubiegłego roku. Potem przyjechały z mamą do Polski do Kopek w powiecie niżańskim, gdzie mieszkali ich dziadkowie.
Sąd Okręgowy w Rzeszowie wyjaśnia szczegóły sprawy rodziny V. w specjalnie wydanym oświadczeniu.
W oparciu o konwencję sprzed ponad 40 lat
– W związku ze śmiercią matki i dwojga jej dzieci w dniu 30 marca 2021 r. w trakcie procedury związanej z wykonywaniem orzeczenia Sądu Okręgowego w Rzeszowie informuję, że w dniu 19 października 2020 r. w sprawie tej Sąd Okręgowy w Rzeszowie w oparciu o postanowienia Konwencji dotyczącej cywilnych aspektów uprowadzenia dziecka za granicę, sporządzonej w Hadze z 1980 r., nakazał powrót dwojga małoletnich do miejsca ich stałego pobytu w Niemczech – czytamy w oświadczeniu.
Sąd wyjaśnia, że wnioskodawcą w sprawie był ojciec dzieci, a uczestniczką matka. Ponadto w postępowaniu brali udział Prokurator Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie i Rzecznik Praw Dziecka.
– W toku postępowania sąd stwierdził bezprawne zatrzymanie dzieci przez matkę na terenie Polski. Jednocześnie ustalił, w oparciu o opinie psychologiczne, że małoletni otwarcie i naturalnie deklarują chęć powrotu do Niemiec. Dzieci takie stanowisko uzasadniały przebywaniem tam ojca, za którym tęsknią oraz innych ważnych dla nich osób. Biegli wskazali, że deklaracje te są autonomiczne, poparte autentycznymi emocjami – informuje Sąd Okręgowy w Rzeszowie.
Rzecznik Praw Dziecka popierał ojca
Z oświadczenia dowiadujemy się także, że postanowienie Sądu Okręgowego w Rzeszowie zostało zaskarżone apelacją przez uczestniczkę – matkę dzieci. Postanowieniem z dnia 16 lutego 2021 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie oddalił apelację, a postanowieniem z dnia 25 lutego 2021 r. oddalił wniosek o wstrzymanie wykonania prawomocnego już orzeczenia.
Rzeszowski sąd podkreśla, że przedstawiciel Rzecznika Praw Dziecka na każdym etapie postępowania popierał wniosek ojca dzieci. W trakcie postępowania przed Sądem Okręgowym w Rzeszowie nie ujawniono informacji, które wskazywałyby na problemy zdrowotne matki dzieci.
– Podkreślenia wymaga, że postępowanie, jakie toczy się w oparciu o Konwencję Haską nie rozstrzyga kwestii władzy rodzicielskiej, w tym również, który z rodziców ma przyznaną nad nimi opiekę. Postępowanie to rozstrzyga jedynie kwestię, czy doszło do bezprawnego zatrzymania dzieci w kraju nie, będącym miejscem ich stałego pobytu i czy w związku z tym należy nakazać powrót małoletnich do ich miejsca zamieszkania – wyjaśnia sąd.
Śledztwo w sprawie podwójnego zabójstwa i samobójstwa w Kopkach prowadzi Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu. Magdalena V. została pochowana sama. Ciała zamordowanych dzieci zabrał w Wielki Piątek do Niemiec po przeprowadzonej w Krakowie sekcji zwłok ich ojciec.
Z dotychczasowych ustaleń prokuratury wiadomo, że dzieci zginęły od ciosów nożem. Magdalena V. zadała im je w łazience. Zamknęła się w niej przed kuratorem pod pretekstem przygotowania córeczki i syna do wyjazdu. Potem 41-latka sama wymierzyła sobie karę, ginąc w ten sam sposób, jaki wybrała dla swoich dzieci.
Zabiła, trzymając na kolanach
Próbę samobójczą podjęła także po tym jak zasztyletowała swojego synka Brazylijka mieszkająca w Śliwinicy pod Przemyślem. 37-latka 17 lutego 2018 roku, po wcześniejszej kłótni z mężem i pod jego nieobecność w domu, zabiła swojego 2-letniego synka. Jak ustalono w trakcie procesu sądowego, kobieta posadziła dziecko na kolanach, zadała mu osiem ciosów nożem, następnie sama siebie okaleczyła i podpaliła garderobę, w której przebywała. Dziecko wykrwawiło się na śmierć. Sąd Apelacyjny w Rzeszowie podtrzymał wydany wcześniej przez Sąd Okręgowy w Przemyślu wyrok 25 lat pozbawienia wolności dla Adrei Christiny P. Zbrodnia, której dopuściła się Brazylijka, wstrząsnęła Podkarpaciem. Kobieta przyjechała do Polski kilka lat wcześniej do centrali firmy odzieżowej, która ma swoją fabrykę w jej ojczyźnie. Tu poznała męża i założyła rodzinę. Między małżonkami szybko przestało się jednak układać. Nasiliły się, gdy na świecie pojawił się syn. Głównym powodem nieporozumień 37-letniej wówczas kobiety z jej mężem i teściową miały być różnice w sposobie wychowywania dziecka. Babcia Wiktorka doniosła nawet w tej kwestii na synową do GOPS i ośrodka interwencji kryzysowych. Zarzucała, młodej matce, że źle wychowuje jej wnuka i źle taktuje jej syna. Problemem dzielącym małżonków miała być także zazdrość. Najwyższą cenę za problemy dorosłych zapłaciło w tym przypadku niestety dziecko.
Nakarmiła i udusiła
Za śmiercią kolejnego dziecka, które zginęło z rąk matki, także stały problemy małżeńskie, rodzinne i finansowe 41-letniej wówczas Barbary U. Mieszkanka Nowej Dęby 23 września 2013 roku targnęła się na życie swojego synka. Ta sprawa odbiła się szerokim echem nie tylko w naszym regionie. Wstrząsające było nie tylko to, że bezbronne dziecko zginęło z rąk matki, ale również motyw działania zabójczyni. Były nimi pieniądze, a właściwie ich brak. Kobieta uznała, że pozbywając się 4-letniego Bartusia (syna z pierwszego małżeństwa), będzie się jej żyło lepiej. Kolejnym motywem miał być fakt, że jej ojciec, z którym nie miała dobrych relacji, bardziej kochał jej syna niż ją. Zabijając dziecko, chciała zrobić ojcu na złość… Sąd, badając sprawę Barbary U. ustalił, że zaplanowała ona zbrodnię. Czekała, aż pozostali domownicy wyjadą na zakupy. Zrobiła jeszcze chłopcu płatki z mlekiem, a potem wzięła przewód elektryczny i zacisnęła mu go na szyi, a potem dusiła chłopca rękami, przytrzymując jego ciało swoim ciężarem. Trzymała dotąd, aż chłopiec przestał oddychać. Dziecko przeżyło atak matki, ale po 20 dniach pobytu w szpitalu Bartuś zmarł. Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu, który rozpoznawał sprawę w pierwszej instancji, podzielił argumentację prokuratury i nie miał wątpliwości, że oskarżona Barbara U. była w chwili duszenia dziecka zdrowa psychicznie. W jej przypadku zbrodni nie poprzedziła ani żadna kłótnia, ani zachowanie synka, które mogłoby wyprowadzić kobietę z równowagi.
Wcześniej, przez kilka dni, podczas spotkań z najbliższymi oraz znajomymi Barbara U. narzekała na samopoczucie psychiczne, sprawiała wrażenie osoby z załamaniem nerwowym. Miała to być gra. Pozory. Liczyła, że dzięki nim uniknie kary za zaplanowaną zbrodnię. Kobieta w pierwszej instancji została skazana na 25 lat pozbawienia wolności. Sąd Apelacyjny obniżył jednak tę karę do 15 lat więzienia.
Czy da się z tym żyć?
Każda z wyżej opisanych zbrodni miała inny przebieg, inne motywy. Sprawczynie zaś, zanim stały się oprawcami swoich własnych dzieci, przeszły inne życiowe drogi. Czy ich los mógł potoczyć się inaczej? Czy żałowały tego co zrobiły? Dwie z nich mogą każdego dnia wracać do tych tragicznych chwil i myśleć o tym, czy cofnęłyby czas. Jedna nie mogła żyć z tym, co zrobiła.
Małgorzata Rokoszewska



15 Responses to "Dały życie i je odebrały"