
RZESZÓW. Zbliżający się rok szkolny i wydatki z nim związane przyprawiają o zawrót głowy niejednego rodzica.
Podręczniki szkolne, zeszyty, przybory szkolne, plecak, buty na zmianę, strój na WF, mundurek szkolny, strój odświętny, nowe ubrania. To długa lista, z jaką rodzice rozpoczynają przygotowania do nowego roku szkolnego. – Darmowa szkoła? To chyba jakiś żart – kpią. 1,5 – 2 tys. zł to minimum, jakie muszą wydać. I tak co roku.
– Same podręczniki kosztowały około 343 zł. Do tego trzeba dokupić książki do języków: angielskiego i hiszpańskiego za około 100 zł – wylicza pani Janina z Rzeszowa, mama 11-letniego Marcina, który idzie do 4 klasy szkoły podstawowej. Do tego dochodzą koszty zakupu zeszytów i przyborów szkolnych (średnio 50 zł) czy nowy plecak (z usztywnianymi plecami, cena od 90 zł).
Nowy rok szkolny to także nowe obuwie zmienne i obuwie na lekcje WF. Ich ceny zaczynają się od 30 zł za tenisówki i 45 zł za buty sportowe. Niestety, rzadko się zdarza, aby ubrania z poprzedniego roku dobrze leżały na dorastających dzieciach. Z tego tytułu rodzicom dochodzą dodatkowe koszty: nowa kurtka, buty jesienne, zimowe, dwie pary jeansów, kilka bluzek i swetrów, to wydatek rzędu przynajmniej 400-500 zł.
Byle jak najtaniej
Rodzice starają się jak mogą, aby ograniczyć koszty. – Teraz jest dużo promocji, więc staram się kupować jak najwięcej rzeczy na wyprzedażach, dzięki czemu udaje mi się zaoszczędzić od 100 do nawet 200 zł na ubraniach dla dziecka – mówi pani Janina. – Gorzej z książkami, które pochłaniają lwią część pieniędzy. Na nich zaoszczędzić się nie da, bo szkoła decyduje o tym, z jakich podręczników będą korzystały dzieci – dodaje.
Problem jest o tyle duży, że wydawnictwa tak konstruują podręczniki, że dzieci zadania wypełniają w nich, co sprawia, że książki nie nadają się do przekazania młodszym pokoleniom. Doskwiera to przede wszystkim rodzinom wielodzietnym. – Kiedyś, na przykład podręcznik do języka polskiego, był kupowany dla jednego dziecka i każde po kolei z niego korzystało – mówi matka sześciorga dzieci. – Teraz nową książkę trzeba kupować co roku, bo stara jest już niby nieaktualna.
Sytuacja nie najlepiej wygląda także w przypadku podręczników do nauki języków obcych, których ceny wciąż szybują w górę. Jak donosi „Rzeczpospolita”, nawet 60 proc. ceny książek to koszty marketingowe. Firmy, chcąc przebić się na rynku, organizują bankiety i imprezy, na które zapraszają nauczycieli i dyrektorów szkół. Przedstawiciele handlowi kuszą ich promocjami, ale za wszystko, koniec końców, płacą rodzice. Jak zawsze.
***
W tym roku państwo przeznaczyło 180 mln zł na program „Wyprawka szkolna”, z którego mogą skorzystać najubożsi. Na Podkarpaciu pomoc w wysokości od 225 do 770 zł otrzyma ok. 35 tys. uczniów. To wciąż niewiele w porównaniu z pomocą, jakie inne kraje oferują swoim obywatelom. Dla przykładu: w Niemczech oraz we Francji wszystkie podręczniki kupuje szkoła (uczniowie wypożyczają je na rok), a rodzice jedynie ćwiczenia. Jeszcze lepiej mają Anglicy, którzy pieniądze wydają tylko na mundurek szkolny.
Ewelina Nawrot



One Response to "Darmowa nauka za… 1,5 tysiąca złotych"