
WIGRY SUWAŁKI – PGE STAL MIELEC. W sobotę przy Solskiego mecz na szczycie z Podbeskidziem.
– Co teraz będzie? – pytaliśmy z trwogą piłkarzy PGE Stali przed czekającym ich wyjazdowym maratonem. Pytanie było zasadne, bo mielczanie poza domem punktowali od wielkiego święta. Na szczęście obawy okazały się niepotrzebne, gdyż kandydat do awansu wreszcie pokazał swoją moc.
2-0 z Chojniczanką, 2-0 z Wartą Poznań i 3-0 z Wigrami Suwałki – wyniki osiągane przez mielczan w delegacji robią wrażenie. A przecież okoliczności były niesprzyjające: w Chojnicach biało-niebiescy musieli się mierzyć z drużyną, którą właśnie objął Zbigniew Smółka, były opiekun Stali. „Zieloni” to z kolei czarny koń rozgrywek i mistrz jesieni, a broniące się przed spadkiem Wigry dopiero co wygramoliły się z zagrożonej strefy i miały chrapkę na sprawienie niespodzianki. Jednak podopieczni Dariusza Marca zdecydowanie poprawili grę w defensywie, w ataku zaczęli zaś wykorzystywać błędy rywali, a także umiejętności indywidualne, bo przecież Mateusz Mak czy Bartosz Nowak to zawodnicy, którzy daliby sobie radę w ekstraklasie. Dzięki zdobyciu 9 punktów listopad, najbardziej depresyjny miesiąc w kalendarzu, ma w Mielcu ciepłe i wesołe oblicze. A może być jeszcze piękniej! W sobotę przy Solskiego dojdzie bowiem do meczu na szczycie z Podbeskidziem Bielsko-Biała. W przypadku wygranej Stal może spędzić zimę nawet w fotelu lidera.
1-0 po 30 sekundach!
Do wzięcia odwetu na „Góralach” po sierpniowym 1-4, niezbędny będzie błysk geniuszu Bartosza Nowaka. Dyrygent mielczan w mroźnych Suwałkach skompletował hattricka, pierwszego gola strzelając już w 30 sekundzie! Przygotował sobie piłkę do uderzenia, posłał ją precyzyjnie tuż przy słupku i zaskoczony bramkarz gospodarzy mógł tylko westchnąć. W II połowie Nowak ze stoickim spokojem wykonał karnego, a na „do widzenia” zafundował deser, że palce lizać: po sprytnym zwodzie i technicznym strzale umieścił futbolówkę pod poprzeczką. Bartosz uzbierał już 8 bramek, jest najskuteczniejszym zawodnikiem Stali i jedną z najjaśniejszych postaci całej ligi. Gdy jest w formie, podkarpacki zespół staje się nie do zatrzymania.
Walczyli przeciwko Tysonowi
Prowadząc 1-0, mielczanie się cofnęli i wyczekiwali okazji do kontrataków. Andreja Prokić, Krystian Getinger i Grzegorz Tomasiewicz nie byli jednak tak skuteczni jak Nowak i łódka z napisem „Wigry” wciąż utrzymywała się na powierzchni suwalskiego akwenu. – Mieliśmy dobre fragmenty, ale nie było tego, co w piłce najważniejsze, czyli strzałów – utyskiwał Paweł Cretti, trener gospodarzy. – Wyglądało to tak, jakby bokser lżejszej wagi walczył przeciwko Mike`owi Tysonowi, a ten go najpierw zbombardował i jeszcze w końcówce zadał ciężkie ciosy.
Dariusz Marzec żałował, że jego zespół czekał aż do 74 minuty na odebranie nadziei przeciwnikowi. – Znacznie wcześniej powinniśmy wykorzystać choć jedną sytuację. Byliśmy jednak zdeterminowani i ostatecznie osiągnęliśmy to, co chcieliśmy. Do Suwałk przybyliśmy bowiem po trzy punkty, nic innego nie wchodziło w grę – podkreślał opiekun Stali.
WIGRY 0
PGE STAL 3
(0-1)
0-1 Nowak (1.), 0-2 Nowak (74. – karny), 0-3 Nowak (90.)
tsz


