
MIELEC. Rezygnacja z udziału w przetargu MON na zakup 70 śmigłowców nie uderzy w nasz zakład – przekonuje PZL Mielec.
Polskie Zakłady Lotnicze w Mielcu podtrzymują, że ich właściciel – amerykańska firma Sikorsky Aircraft Corporation nie weźmie udział w przetargu Ministerstwa Obrony Narodowej na zakup 70 śmigłowców wielozadaniowych. PZL przekonuje jednak, że rezygnacja z ewentualnego kontraktu z MON o wartości 11,5 miliarda złotych nie wpłynie negatywnie na kondycję mieleckiego zakładu.
W poniedziałkowych (3 bm.) Super Nowościach napisaliśmy, że Mick Maurer, prezes firmy Sikorsky, właściciela PZL Mielec, powiadomił prezydenta Bronisława Komorowskiego i ministra obrony narodowej, Tomasza Siemoniaka, że wycofa swoją ofertę, jeśli MON nie zmieni warunków przetargu na zakup 70 śmigłowców.
Maurer oświadczył m.in.: „Nie zamierzamy składać oferty, jeśli warunki przetargowe nie zostaną zmienione”. W dalszej części listu Maurer pisze, że „warunki MON są tak skonstruowane, by mógł je spełnić tylko jeden z trzech uczestników przetargu”, co – naszym zdaniem – jest sugerowaniem przetargowej „ustawki”.
PZL jednak uważa inaczej: „List Micka Maurera do ministra Siemoniaka miał na celu zawiadomienie MON o tym, że warunki przetargu w obecnym kształcie są niemożliwe do spełniania przez nasze konsorcjum. W swoim portfolio Sikorsky nie posiada śmigłowców, które sprostałyby aktualnym wymogom MON. Co więcej, śmigłowce w takiej konfiguracji są ewenementem na skalę światową i żadna z firm, która jest nam znana, nie dostarcza śmigłowców według takich specyfikacji”.
PZL Mielec: – Nie przewiduje się cięć w naszym zakładzie
W dalszej części komunikatu mieleckiego zakładu czytamy, że spór na linii Sikorsky – MON nie wpłynie negatywnie na PZL. Autorzy pisma przypominają, że amerykański właściciel zainwestował w ich zakład już ok. 150 mln dolarów i na bieżąco realizuje kolejne inwestycje, a zatrudnienie w PZL od lat utrzymuje się na najwyższym poziomie w sektorze.
– „Sikorsky nie przewiduje żadnych cięć ani ograniczeń w związku z niezłożeniem oferty w przetargu MON – przekonuje PZL Mielec. – Jednym z filarów naszej firmy jest dostawa śmigłowców dla klientów międzynarodowych. Jedynym negatywnym skutkiem nieprzystąpienia do przetargu będzie to, że black hawki nie będą używany w polskim wojsku”.
***
Zawsze broniłem, bronię i będę bronił PZL Mielec. Powód jest oczywisty: jestem za rozwojem Podkarpacia. Dlatego podtrzymuję to, co napisałem wcześniej: rezygnacja z ewentualnego kontraktu o wartości 11,5 mld zł wpłynie negatywnie na kondycję mieleckiego zakładu. Wiem, że Sikorsky to korporacja o kosmicznym, dla wielu z nas wręcz niewyobrażalnym budżecie, że dla niej kontrakt z MON to pestka. Z tym że na Sikorsky’m zależy mi średnio. W przeciwieństwie do naszego biednego regionu, dla którego każdy dodatkowy miliard z zewnątrz jest jak powietrze.
Paweł Galek



4 Responses to "Dlaczego miliardy przelecą koło nosa mieleckich zakładów?"