
Nikt nie wie, jak obraz cenionego twórcy, w dodatku związanego z Przemyślem, znalazł się w śmietniku na jednym z przemyskich osiedli. Wiadomo natomiast, jak trafił w godne miejsce, czyli do Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej. Przyniósł go tam znajomy Andrzeja Kubata, a zarazem człowiek, który wypatrzył dzieło w śmietnikowym kontenerze i uratował przed zniszczeniem.
Przechodziłem przez osiedle na Zasaniu. Nagle zobaczyłem na śmietniku w jednym z kontenerów duży obraz podpisany „Andrzej Kubat” – opowiada bohater tej historii, który pragnie pozostać anonimowy. – Pomyślałem: „Mój Boże, obraz Andrzeja”, bo ja artystę znałem osobiście – zdradza. – Tyle że akurat nie widzieliśmy się od wielu lat, nie wiedziałem nawet, czy żyje. Później dowiedziałem się, że zmarł rok przed tym, jak znalazłem jego obraz na śmietniku – dodaje. Pierwszą myślą naszego rozmówcy było oczywiście jak najszybsze wyciągnięcie dzieła ze śmietnikowego kontenera. Ale tu napotkał na przeszkodę, bo śmietnik, zgodnie z obowiązującymi zasadami, był zamknięty na klucz – wspomina znalazca obrazu A. Kubata. – Oczywiście nie odpuściłem i znalazłem sposób, by dostać się do śmietnika – uśmiecha się. – A kiedy już go miałem, to naturalne było, że przekażę go w godne miejsce – dodaje.
Sygnatura na licu była wydrapana ostrym narzędziem, a na odwrocie autor podpisał się dwukrotnie. Napisał także tytuł: „Następny K-ROK?”. W ten sposób dzieło pod znamiennym mianem znalazło się w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej.
Nie tylko Przemyśl
O obrazie i jego cudownym ocaleniu od potraktowania go jak śmiecia pisze na stronie MNZP pracownica tej placówki, Katarzyna Winiarska. – Na szczęście dla płótna i dla muzeum wypatrzyła go osoba wrażliwa na sztukę. Znalazca wiedział, że twórca obrazu przez niemal dwadzieścia lat mieszkał w Przemyślu i postanowił przekazać płótno do muzeum – informuje muzealniczka.
Katarzyna Winiarska przypomina też życiorys artysty: – Andrzej Kubat urodził się w 1946 roku w Piskorowicach k. Leżajska. Był absolwentem Państwowego Liceum Plastycznego w Jarosławiu. Świetnie rysował i być może dlatego wybrał grafikę jako kierunek, w którym chciał się dalej kształcić. W 1972 roku otrzymał dyplom na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach – filii Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Jego nauczycielami i mentorami byli Tadeusz Grabowski (1929 – 2020), ceniony grafik, plakacista i świetny pedagog, pomysłodawca i organizator Biennale Plakatu Polskiego w Katowicach oraz Andrzej Pietsh (1932 – 2010), wybitny grafik, a także uznany taternik i alpinista. Po studiach Andrzej Kubat zamieszkał w Przemyślu i rozpoczął pracę nauczyciela w tutejszych szkołach. Jako pedagog związał się również z rodzimą szkołą – Państwowym Liceum Plastycznym w Jarosławiu.
Był aktywnym twórcą. Uprawiał rysunek, grafikę warsztatową i malarstwo. Brał udział w licznych wystawach zbiorowych, konkursach i plenerach. Został uhonorowany I Nagrodą Województwa Rzeszowskiego na wystawie „Kobieta w sztuce”. W 1992 roku wyemigrował do Kanady, od 1993 roku mieszkał w Montrealu. Tworzenie było jego wielką pasją, której – jak się wydaje – dorównywał zapał przekazywania swojej wiedzy, zapoznawania młodych ludzi z nieograniczonym światem sztuki. W Montrealu uczył plastyki w Polskiej Szkole im. Władysława Sikorskiego, a później w Polskiej Szkole im. Stanisława Konarskiego, w której pełnił także funkcję dyrektora. Przez cały czas był czynnym artystą. Zmarł 26 maja 2019 roku – czytamy na stronie internetowej MNZP.
Oszczędna kompozycja, proste ramy
Muzealniczka podaje też szczegółowe informacje o obrazie, który został uratowany ze śmietnika. – Obraz „Następny K-ROK?” namalowany został farbami w aerozolu na płótnie o wymiarach 130 x 98 cm i oprawiony w prostą ramę z listewek pomalowanych na biało. Zwraca uwagę oszczędna kompozycja pracy, ograniczona do dwóch kolorów: srebrnego i czarnego. Srebrzystą powierzchnię płótna przecina pionowa szczelina, z której sączy się czerń. U góry, na czarnym tle, w czterech rzędach, srebrnym flamastrem napisane są lata od 1946 do 1992. Dziesięć z nich artysta podkreślił: 1946, 1953, 1960, 1965, 1966, 1972, 1974, 1975, 1989 i 1992. I to wszystko, tylko tyle i aż tyle. Za pomocą prostych środków wyrazu oddał osobiste emocje. Obraz, jak wskazuje wpleciona w jego tytuł gra słów, jest bowiem pewnego rodzaju autobiografią. Każdy rok, począwszy od narodzin artysty w 1946 roku był kolejnym ważnym dla niego krokiem. Niektóre z nich były dla twórcy ważne, przełomowe i te podkreślił, jak rok 1972, w którym uzyskał dyplom kończący studia. Ostatnią podkreśloną datą jest 1992, czyli rok, w którym Andrzej Kubat wyjechał na stałe do Kanady. Znak zapytania postawiony przez autora w tytule obrazu sugeruje, że czuł związaną z tym niepewność. Miał wątpliwości, co przyniesie emigracja, jaki będzie ten „następny krok”. Jest to zatem być może ostatnia lub jedna z ostatnich prac wykonanych przez Andrzeja Kubata w Polsce, co tym bardziej skłania do refleksji. – pisze K. Winiarska.
Jak dodaje, w zbiorach Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej znajdują się obok opisanego wyżej obrazu, jeszcze cztery prace Andrzeja Kubata: rysunek „Planeta XX” i trzy grafiki „Co z ciebie wyrośnie?”, „Zstąpienie” i „Na wirażu”. Ich dopełnieniem jest plakieta z płaskorzeźbionym portretem artysty, wykonana przez przemyskiego rzeźbiarza, Edwarda Korzeniowskiego.
– Dzięki świadomemu znalazcy, a zarazem hojnemu darczyńcy, zostało uratowane od zniszczenia dzieło sztuki. Pozytywnym aspektem całej historii jest też to, że nadarzyła się okazja, aby przypomnieć sylwetkę Andrzeja Kubata, twórcy i pedagoga związanego z przemyskim środowiskiem artystycznym – zauważa muzealniczka.
Nie wyrzucajmy dzieł sztuki
No właśnie, znalazca obrazu A. Kubata „Następny K-ROK?” jest miłośnikiem sztuki, a także znał osobiście autora obrazu, więc zareagował natychmiast, widząc cenne płótno w śmietnikowym kontenerze. Nie wszyscy jednak znają się na sztuce i są znajomymi znanych artystów. Co ma zatem zrobić taka osoba, która gdzieś znajdzie obraz, czy inne dzieło sztuki? – Przede wszystkim nie oceniać samemu, że to nic niewarta rzecz i nie wyrzucać – Tłumaczy Jan Jarosz, dyrektor MNZP w Przemyślu. – Warto zapytać o opinię kogoś, kto się na tym zna – zachęca.
To nie pierwszy przypadek bowiem, kiedy cenne prace są odnajdywane na śmietniku. – I jeśli nawet dane dzieło nie jest dziełem znanego artysty, albo nam się nie podoba, nie wyrzucajmy go na śmietnik – apeluje muzealnik. – Sztuka to sztuka i kiedy to, co my być może uważamy za niezbyt ładne czy gustowne, spodoba się komuś innemu i będzie go cieszyć – mówi J. Jarosz. Jego zdaniem, zawsze można takie dzieło sprzedać na targu staroci, w Internecie lub też oddać za darmo. – Niedawno nasz pracownik wypatrzył w Internecie post mieszkańca jednej z podprzemyskich wsi, który deklarował chęć oddania za darmo skrzyni – zdradza. – To była ręcznie malowana skrzynia posagowa, a dla nas cenny eksponat, który przyjęliśmy z radością – wspomina.
Warto kierować się tym, co mówi Jan Jarosz i zanim się wyrzuci„nikomu niepotrzebną” rzecz, zastanowić się, o to, czy aby nikomu się nie przyda. Naprawdę chcemy pozbawiać świat dzieł sztuki?!
Monika Kamińska



One Response to "Dlaczego obraz Andrzeja Kubata sięgnął bruku"