
Rząd zaniedbał ostatnich kilka miesięcy na przygotowanie kraju i służby zdrowia na drugą falę pandemii choć już w marcu wszyscy wiedzieliśmy, że nadejdzie ona jesienią! Prócz pustych zapewnień, jak świetnie radzi sobie z koronawirusem na tle innych krajów europejskich i absurdalnych porad… żeby jeść jabłka – nie zrobił jednak nic i dzisiaj widzimy tego efekty: kolejne rekordy zakażeń, szybująca liczba zgonów, brak miejsc w szpitalach i dramatyczny brak respiratorów, a nawet problem z dodzwonieniem się do sanepidu…
Już dawno należało budować szpitale polowe w hotelach, centrach kongresowych, tak jak robili to Niemcy, którym dzisiaj – w przeciwieństwie do nas – wcale nie brakuje łóżek. Mało tego, mają takie rezerwy, że nie muszą się obawiać, że ich braknie. Nasz rząd w kwietniu, maju, czerwcu, lipcu, sierpniu i wrześniu nie robił w tym kierunku kompletnie nic! Dopiero w drugiej połowie października zapowiedział budowę szpitala na Stadionie Narodowym i to tylko na ok. 500 miejsc. A kiedy okazało się, że jest to kropla w morzu potrzeb, zapowiedział, że będą tworzone inne szpitale, w innych województwach. Tyle, że po zmarnowanych tak ważnych dla walki z pandemią 6 długich miesiącach, nasz rząd obudził się dopiero w momencie, gdy na takie posunięcia było już zwyczajnie za późno. Właśnie dlatego drodzy Państwo cmentarze – o czym dowiedzieliśmy się w ostatniej chwili – zostały zamknięte: bo rząd nie radzi sobie z pandemią, bo zaniedbał swoje obowiązki, bo zabrakło miejsc w szpitalach!
Rząd kłamie mówiąc jak to wspaniale kraj był przygotowany na walkę z pandemią. Już wszyscy wiemy, że łóżek w szpitalach brakuje, tak jak brakuje respiratorów. W czwartek 28 października wieczorem Mazowiecki Urząd Wojewódzki poinformował, że spośród 160 respiratorów przeznaczonych do leczenia chorych na COVID-19, zajętych jest 158 – czyli zostały 2 sztuki, podczas gdy mieszkańców woj. mazowieckiego jest niemal 5,5 mln. Tymczasem rząd uspokaja, że ma w rezerwie 10 tys. wolnych łóżek i 500 respiratorów. Skoro to prawda, to dlaczego nie ma ich w szpitalach. Gdzie są? Niestety, powiedzmy to sobie szczerze cytując lekarzy – te kłamstwa to bzdura!
Dlaczego możemy śmiało mówić, że rząd zaniedbał przygotowania do drugiej fali koronawirusa? Popatrzmy na to, co robili Niemcy w tym samym czasie w którym nasz rząd siedział z założonymi rękami i przekonywał uparcie o tym, jak doskonale radzi sobie z pandemią.
Niemcy przede wszystkim skupili się na testowaniu. Chodziło o to, żeby natychmiast „zlokalizować” osoby zakażone i te, które miały z nim kontakt. Chory kierowany był na leczenie, a osoby z kontaktu na kwarantannę. W tym czasie nasz rząd robił mało testów, by udowadniać, że Polacy nie chorują i nie ma u nas problemu z wirusem – wszyscy pamiętamy słowa premiera Morawieckiego, że
…„wirus jest w odwrocie”…
– bo… trzeba było przecież przeprowadzić wybory. Byliśmy ogłupiani, że problemu nie ma, a tak naprawdę robionych było zbyt mało testów. Społeczeństwo czuło, że coś jest nie tak. Widziało, że jesteśmy w ogonie Europy jeżeli chodzi o liczbę przeprowadzonych testów na 1000 mieszkańców, ale cały czas byliśmy zapewniani, że dzięki rządowi PiS w Polsce jest tak bezpiecznie. Tak naprawdę nie było! Opozycja, która chciała, żeby wybory odbyły się w innym, późniejszym terminie grzmiała: „Ktoś, kto zachęca do wzięcia udziału w tych wyborach, będzie miał krew na rękach – ocenił w TVN24 przewodniczący PO Borys Budka. W niedzielę Małgorzata Kidawa-Błońska opublikowała list otwarty w którym zaapelowała o zbojkotowanie majowych wyborów. „Wybory powinny się odbyć wtedy, kiedy będzie to możliwe i bezpieczne dla ludzi” – napisała kandydatka PO na prezydenta.
Wyborów 10 maja nie udało się przeprowadzić, mimo że nasz rząd parł do tego, żeby odbyły się jak najszybciej – korespondencyjnie (wydano na nie 70 mln. zł!), ale pomysł okazał się fiaskiem. Dalej nie testowało się tyle ile powinno – więc teoretycznie w Polsce mieliśmy mało zachorowań, a Polacy mieli czuć się bezpiecznie, żeby pójść na tradycyjne wybory. Zresztą Mateusz Morawiecki na spotkaniach ze starszymi osobami mówił: „Ja cieszę się że coraz mniej obawiamy się tego wirusa, tej epidemii. I to jest dobre podejście szanowni państwo. Bo on jest w odwrocie. Już teraz nie trzeba się jego bać. Trzeba pójść na wybory. Tłumnie. Będą zachowane wszystkie wymogi sanitarne, bardzo adekwatne. Nic się nie stało teraz, nic się nie stanie 12 lipca. Wszyscy, zwłaszcza seniorzy, nie obawiajmy się, idźmy na wybory”. Uwaga: Mateusz Morawiecki zachęcał do udziału w wyborach osoby starsze, dla których koronawirus jest największym – śmiertelnym zagrożeniem! Ile osób umarło na skutek tego, że poszło na wybory, bo Mateusz Morawiecki zapewniał, że jest bezpiecznie? Ilu seniorów zaufało mu i pomimo tego, że bało się iść głosować, poszło, a później zmarło niby przez choroby współistniejące. Ile rodzin przeżyło takie dramaty? Teraz ci ludzie zastanawiają się czy nie wytoczyć powództw o odszkodowanie za śmierć bliskich. Bo są ku temu podstawy! Pytanie tylko: kto te pieniądze powinien wypłacać – Mateusz Morawiecki czy Skarb Państwa. Dlaczego my Polacy mamy się zrzucać na odszkodowania za cyniczne wypowiedzi premiera? Przecież to wszystko działo się tylko dlatego, że PiS chciał jak najszybciej zorganizować wybory wiedząc, że gdyby odbyły się później – najprawdopodobniej poniósłby sromotną porażkę.
Dalsze zaniedbania.
Rząd zaniedbał nie tylko testowanie. Podczas lock down- u, gdy nie mogliśmy podróżować, hotele stały puste Kiedy zostały w końcu otwarte i tak nie było w nich ruchu. Tak samo było w Niemczech… z tą różnicą, że niemiecki rząd doskonale wiedział jak wykorzystać ten czas na walkę z pandemią. Wynajął wiele hoteli – w każdym mieście – dla ludzi skierowanych na kwarantannę z powodu kontaktu z osobą zakażoną, żeby mieli gdzie wyprowadzić się z domu i nie zarażać najbliższych. Niemiecki rząd wynajął również osobne hotele dla osób u których stwierdzono koronawirusa, ale czuły się na tyle dobrze, że nie musiały być hospitalizowane, również dając im możliwość odizolowania się od najbliższych. Na tym nie koniec. Dla pracowników służby zdrowia, którzy opiekowali się chorymi na COVID-19 także wynajęto hotele – w pobliżu szpitali w których pracowali i rząd sfinansował im pobyty. W efekcie wszyscy byli chronieni, a hotele miały środki na przetrwanie. A w Polsce? Hotele stały puste, dostawały dotacje, a nikt z rządzących nie wpadł na pomysł żeby je pożytecznie i mądrze wykorzystać.
Co więcej rząd niemiecki regularnie testował w kierunku koronawirusa pracowników służby zdrowia nie chcąc, żeby jeden chory lekarz czy pielęgniarka pozarażał innych lekarzy, pielęgniarki i pacjentów. W tym czasie nasz rząd konsekwentnie odmawiał cotygodniowego profilaktycznego testowania pracowników służby zdrowia. I nagle okazało się, że trzeba zamykać całe oddziały szpitalne, bo pracownicy zarażali się jedni od drugich. Prawda jest taka, że gdybyśmy mieli testowanych masowo wszystkich pracowników służby zdrowia, obywateli, gdybyśmy nie mieli wyborów – byłoby mniej zachorowań!
To wszystko widzieliśmy i widzimy wciąż w telewizji. Ale nie zobaczymy tego w TVP, bo tam sytuacja przedstawiana jest zupełnie inaczej. Natomiast we wszystkich innych – niezależnych mediach – telewizji, internecie, gazetach lokalnych widzimy prawdziwą skalę zaniedbań.
Przez ostatnie miesiące zamiast na przygotowaniach do drugiej fali pandemii, rządzący skupiali się na walce o stanowiska w spółkach Skarbu Państwa, gdzie ludzie Gowina pod pozorem przesuwania wyborów tak naprawdę próbowali dla siebie ugrać dobrze płatne funkcje, a ludzie Ziobry wygenerowali w sierpniu konflikt i odbyła się tzw. rekonstrukcja rządu, a tak naprawdę jej nie było i były tylko przetasowania w spółkach Skarbu Państwa – kto, gdzie, więcej wyciągnie do kieszeni z pieniędzy podatników.
A co można powiedzieć o Łukaszu Szumowskim – przedstawianym jako wielki i wspaniały minister zdrowia? On najprawdopodobniej stanie kiedyś przed sądem. Jeżeli oczywiście sądy będą niezależne od PiS, a prokuratura nie będzie należała do Zbigniewa Ziobry. Łukasz Szumowski już parę tygodni temu wiedział co się wydarzy i uciekł w odpowiednim momencie. Zdawał sobie sprawę z tego, że respiratory nie przyjechały, że w szpitalach nie stworzono nowych miejsc i nie chciał być ministrem zdrowia w czasie kiedy ludzie będą umierali w setkach każdego dnia!
Co teraz?
A jaką mamy obecnie sytuację w kraju na tle innych? Weźmy dla przykładu znów Niemcy. W Polsce przybywa codziennie ok 20 tys. zakażonych zaś w Niemczech 15-17 tys. z tym, że w Niemczech jest dwa razy więcej mieszkańców niż w Polsce. To oznacza, że u nas zaraża się dwa razy więcej ludzi niż w Niemczech. W Polsce dziennie umiera nawet ponad 300 osób podczas gdy w Niemczech odnotowuje się 100 – 130 zgonów. A przypomnijmy, że w Niemczech jest dwa razy więcej ludności – jeżeli więc w Polsce byłoby tyle samo zgonów na 1000 mieszkańców co w Niemczech, to u nas powinno być ich 65, a jest przecież 5 razy więcej! To jest miarą upadku i nieradzenia sobie naszego rządu.
To wszystko dlatego, że w Niemczech zadbali o to, by wirus nie rozprzestrzeniał się w tak dramatycznym tempie, nie zrobili wyborów w tym roku, żeby nie narażać zdrowia i życia obywateli, a miesiące letnie były miesiącami w czasie których niemiecki rząd aktywnie przygotowywał się i zabezpieczał kraj przed nadejściem nawrotu pandemii.
Po tylu zaniedbaniach naszego rządu – licząc od kwietnia do października – decyzja o tym, żeby cmentarze były zamknięte w listopadzie może i jest słuszna tylko, że byłaby ona absolutnie niepotrzebna gdybyśmy mieli odpowiedzialnych polityków na stanowiskach w rządzie, a takich nie mamy, bo ławka ludzi w PiS-ie jest krótka. Ci, którzy są fachowcami w dziedzinie służby zdrowia, czy w innych dziedzinach obawiają się pracować na stanowiskach ministerialnych dla rządu PiS-u, bo byłoby im zwyczajnie wstyd. Ale też nikt im takich stanowisk nie oferuje, bo stanowiska w PiS-ie proponowane są członkom PiS-owskich rodzin – tylko swoim.
„Nepotyzm, kumoterstwo, za rządów PiS najprężniej rozwijającym się programem jest „Rodzina na swoim”, zwykła bezczelność” – tak Konfederacja uderzyła w Zjednoczoną Prawicę. Stworzyła nawet listę krewnych polityków partii rządzącej, którzy zajmują intratne stanowiska. Kto się na niej znalazł? „Monika Morawiecka, kuzynka premiera została prezesem państwowej spółki PGE Baltica, Patrycja Kotecka, żona ministra Ziobro, została dyrektorką marketingu w firmie ubezpieczeniowej Link4 (należącej do PZU), a w marcu powołano ją do zarządu spółki, Kamila Andruszkiewicz, żona wiceministra cyfryzacji – Adama, jako absolwentka filologii rosyjskiej została prezesem Fundacji ARP z roczną pensją 175 tysięcy zł. Antoni Duda, były poseł PiS i stryj prezydenta dostał się do Rady Nadzorczej PKP Cargo z wynagrodzeniem ok. 10 tys. zł miesięcznie, Konrad Tchórzewski, syn ministra energii w 2016 roku został dyrektorem w PZU, kierując biurem analizy zgodności inwestycyjnej” – wyliczała Konfederacja. Jak widać ci wszyscy „swoi” ludzie, którzy w ostatnim czasie zajmowali się raczej nabijaniem własnych portfeli zaniedbali przygotowanie służby zdrowia i całego kraju.
Wnioski.
Jak można było przespać 6 miesięcy? Co z tego, że rząd podaje iż liczba łóżek covidowych została zwiększona skoro tych łóżek wcale nie widać, a przeszkolonej służby zdrowia do nich brak. Jeżeli nawet uważa, że faktycznie je stworzył to prawda jest taka, że zabrał je z innych oddziałów. I teraz, w wyniku tych działań osoby chore na przykład na nowotwory, dla których czas jest na wagę złota, czekają w kolejkach na zabiegi, bo nie ma dla nich miejsca, gdyż oddział na którym mieli się znaleźć został przekształcony w oddział COViD – owy. Tak wygląda aktualnie służba zdrowia, a takich przypadków jest mnóstwo w całej Polsce!
Pozostaje pytanie – co musiałoby się stać, żeby ludzi odpowiedzialni za to wszystko co nas teraz spotyka zostali przykładnie ukarani? Tak przykładnie, żeby podobna sytuacja nie wydarzyła się już nigdy więcej?
Miejmy nadzieję, że kiedyś będziemy mieli w Polsce prokuraturę niezależną od Zbigniewa Ziobry, że będziemy mieli niezależny od PiS-u i mgr Przyłębskiej Trybunał Konstytucyjny, że znów będziemy mieli niezależny Sąd Najwyższy, a sądy powszechne które tak twardo bronią swojej niezależności będą mogły w sposób staranny i uczciwy osądzić kiedyś wszystkich sprawców.
Co czujecie Państwo oglądając w telewizji przedstawicieli rządu, którzy winę zrzucają na Was? Może za chwilę okaże się, że zamknięte cmentarze to wina… Tuska?!
Obyśmy jak najszybciej doczekali się sprawiedliwości. Do bliższych wyborów mamy 3 lata i jak powiedział Szymon Hołownia – jeżeli nie skrócimy kadencji tego rządu to będą to 3 lata zmarnowane. Na szczęście wiedza obywateli w sprawie zaniedbań obecnego rządu i manipulacji propagandowych mediów jest coraz większa. Im szybciej za walkę z koronawirusem w tym kraju wezmą się fachowcy, tym mniej spośród nas umrze. Oby te 3 lata nie zostały zmarnowane!
mk



29 Responses to "Dlaczego zamknęli nam cmentarze?"