Długi dobijają szpitale

Teresa Kubas-Hul i poseł Zdzisław Gawlik przekonywali, że „służba zdrowia jest na OIOM-ie, bo doprowadziły ją tam „eksperymenty partii rządzącej”. Nie podali jednak sposobu na jej ratunek. Fot. Anna Moraniec

PODKARPACIE. Szpitale podlegające pod marszałka są zadłużone na kilkaset mln zł. Ubiegły rok zamknęły stratą w wysokości 32 mln zł, z czego 6 mln zł to zobowiązania wymagalne.

Największą stratą ubiegły rok zamknął szpital w Tarnobrzegu, ponad 10 mln zł, w tym 6 mln zł to zobowiązania wymagalne. Blisko 9 mln zł straty wykazał też szpital w Przemyślu. Prawie 7 mln zł długu ma szpital w Krośnie i nieco ponad 6 mln zł Kliniczny Szpital Wojewódzki nr 1 w Rzeszowie. 2 mln zł na plusie wykazał natomiast największy na Podkarpaciu, Kliniczny Szpital Wojewódzki nr 2 w Rzeszowie.

Teresa Kubas-Hul i poseł Zdzisław Gawlik, kandydaci w wyborach do Sejmu z listy Koalicji Obywatelskiej, na piątkowej konferencji mówili o dramatycznej sytuacji finansowej szpitali powiatowych. Niektóre za chwilę nie będą mieć pieniędzy nawet na wypłaty dla pracowników – zaznaczyli. Poinformowali też o zobowiązaniach szpitali podległych marszałkowi wynoszących podobno 572 mln zł. – Służba zdrowia jest na OIOM-ie, doprowadziły ją tam „eksperymenty partii rządzącej”. Polacy codziennie mierzą się z problemami na szpitalnych oddziałach ratunkowych, stoją w gigantycznych kolejkach do specjalistów. Średnio półtora miesiąca wydłużył się czas oczekiwania do lekarzy czy specjalistyczne badania i zabiegi. W niektórych specjalizacjach okres ten jest skandalicznie długi, do kardiologa dziecięcego czeka się ok. roku – mówiła Teresa Kubas-Hul.

Marszałek ripostuje

Budżety naszych placówek wynoszą ponad 1 mld zł obrotu, 350 mln zł zadłużenie to tylko 36 proc. dochodu, można więc powiedzieć, że zadłużenie mamy ustabilizowane. Wystarczy porównać do nas np. szpital w Grudziądzu, którego zadłużenie wynosi 560 mln zł. Warto przypomnieć też, że w 2015 roku tylko KSW nr 2 w Rzeszowie miał 170 mln zł długów wymagalnych, takich na które może siąść komornik – mówi Stanisław Kruczek, członek zarządu województwa odpowiedzialny za służbę zdrowia.  Wicemarszałek dodaje, że takie wyliczenia to wprowadzanie społeczeństwa w błąd, nadużycie, bo zobowiązanie nie są zadłużeniem z racji czasem kilkumiesięcznych rozliczeń działalności placówek, chociażby programów lekowych opiewających na bardzo wysokie wielomilionowe kwoty. Mówi, że zadłużenie podkarpackich lecznic zostało zrestrukturyzowane przez zaciągnięcie na bardzo dobrych warunkach kredytu w Banku Gospodarstwa Krajowego (oprócz szpitala w Przemyślu, w jego przypadku nadal trwają negocjacje z bankiem). – To zadłużenie długoterminowe niezagrażające bezpieczeństwu finansowemu szpitali- mówi.

Bolączką jest brak lekarzy

Zadłużenie nie jest jedynym problem szpitali. Na Podkarpaciu brakuje lekarzy z podstawowych dziedzin takich jak: choroby wewnętrzne, chirurgia ogólna, anestezjologia, pediatria, medycyna rodzinna. – Mamy sygnały, że brakuje specjalistów z zakresu chorób zakaźnych. Na terenie Podkarpacia mamy siedem oddziałów zakaźnych. Na razie, rozważane jest zamknięcie jednego z nich. Może się tak stać w momencie przejścia jednego z lekarzy na emeryturę – mówił dzień wcześniej Robert Bugaj, dyrektor POW NFZ w Rzeszowie, zapewniając jednocześnie, że zamknięcie jednego czy dwóch oddziałów chorób zakaźnych nie będzie zagrożeniem dla pacjentów z regionu.

W regionie w ciągu ostatnich lat zmniejszyła się też liczba oddziałów ginekologiczo-położniczych. – Wynikało to z małej liczby urodzeń dzieci w tych szpitalach – wyjaśnia dyrektor Bugaj.

I dodaje, że jedynym na razie oddziałem, który zamknięto z powodu braku kadry był oddział chirurgii naczyniowej w Stalowej Woli.

Anna Moraniec

6 Responses to "Długi dobijają szpitale"

Leave a Reply

Your email address will not be published.