Dłużnicy alimentacyjni trafią za kraty lub na roboty publiczne

Już od maja niepłacący alimentów będą mogli być karani surowej - za niewywiązanie się z tego obowiązku, dłużnicy trafiliby do więzieniu na dwa lata. Fot. Wit Hadło
Już od maja niepłacący alimentów będą mogli być karani surowej – za niewywiązanie się z tego obowiązku, dłużnicy trafiliby do więzieniu na dwa lata. Fot. Wit Hadło

PODKARPACIE. Od maja zwiększy się ściągalność alimentów. Ojcowie z naszego regionu zalegają swoim dzieciom łącznie 363 mln zł.

Na Podkarpaciu jest 10,5 tysiąca dłużników, którzy nie płacą alimentów na swoje dzieci. W sumie winni są 363,5 mln zł. Rząd ma jednak pomysły, jak ich zmusić do wypłaty zaległych pieniędzy dzieciom. Dwuletnie więzienie, czarna lista dłużników alimentacyjnych, ściągalność pieniędzy przez windykatorów, możliwość zabierania części świadczeń np. z 500 plus, czy też… kierowanie dłużnika na roboty publiczne.

Ustawa zmieniająca dotychczasową definicję przestępstwa niealimentacji przegłosowana została pod koniec marca w Sejmie. Na 26 kwietnia zaplanowano jej głosowanie w Senacie. Po jej uchwaleniu, weszłaby w życie już 14 dni od ogłoszenia. Tak więc nowe przepisy weszłyby w życie w połowie maja. Proponowane przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zmiany mają poprawić statystyki ściągalności świadczeń przez Fundusz Alimentacyjny.

Długi wynoszą 10 mld zł
W skali kraju długi osób niepłacących alimentów na swoje dzieci wynoszą 10 mld zł. Ściągalność tych pieniędzy to zaledwie 13 procent. Największe zadłużenie mają ojcowie z woj. mazowieckiego – 1,4 mld zł, na drugim miejscu są ci ze śląskiego – 1,2 mld zł, a na trzecim z dolnośląskiego – 1 mld zł. Najniższą wartość zadłużenia odnotowano w woj. opolskim – 264 mln zł, a województwo podkarpackie na 16 województw zajęło 13 miejsce – dług w naszym regionie wynosi 363,5 mln zł.

W całym kraju jest 318,4 tys. dłużników alimentacyjnych. Najwięcej jest ich na Śląsku – 38,4 tys., a najmniej w Opolskim – 7,7 tys. Na Podkarpaciu – 10,5 tys.

Trafią na czarna listę
Jednym ze sposobów na alimenciarzy ma być utworzenie czarnej listy. Jej nowatorski charakter – w porównaniu z Krajowym Rejestrem Dłużników – miałby polegać na tym, że obejmowałby też nazwiska tych, których Fundusz Alimentacyjny nie wyręcza w ich obowiązkach, czyli dotyczyłoby także tych osób, które są majętne i dla których trafienie na czarną listę byłoby dotkliwe.

Rząd zaplanował, że na dłużników będą napuszczane profesjonalne firmy windykacyjne. Skarb Państwa miałby zlecać im egzekucję długów. Kolejnym narzędziem ma być możliwość potrącania pieniędzy z innych świadczeń, jakie pobiera dłużnik. Część np. pieniędzy z programu 500 plus miałaby być wstrzymywana i przekazywana na spłatę zaległych alimentów.

Skierują na roboty publiczne
W ustawie znalazł się też zapis, który umożliwi skierowanie dłużnika alimentacyjnego na roboty publiczne. Rozwiązanie to mogłoby się okazać skuteczne, bo wielu dłużników pracuje na czarno i wcale im się nie uśmiecha praca publiczna za niższe stawki. Na czym będą polegać te roboty? Zapytaliśmy w Biurze Promocji i Mediów Ministerstwa Rodziny. – Trwają analizy możliwych do wprowadzenia rozwiązań dotyczących przeciwdziałaniu zjawiska niealimentacji rodziców na rzecz dzieci – taką nic niewyjaśniającą odpowiedź otrzymaliśmy z ministerstwa.

Ponadto osoby uporczywie niepłacące alimentów będą bardziej karane niż dotąd. Zamiast roku więzienia będzie ich czekać aż dwa lata pobytu za kratkami.

Mariusz Andres

15 Responses to "Dłużnicy alimentacyjni trafią za kraty lub na roboty publiczne"

Leave a Reply

Your email address will not be published.