Do boju, Polsko!

Polska - Korea (136).jpg
Fot. Paweł Dubiel

MUNDIAL 2018. Biało-czerwoni wkraczają do akcji. Niewykluczone, że z Kamilem „Cyborgiem” Glikiem na środku defensywy.

Orły Nawałki czy Lwy Terangi? O godzinie 17 na stadionie Spartaka w Moskwie polscy piłkarze rozpoczną przygodę z rosyjskim mundialem. Pierwszy raz w historii zmierzą się z Senegalem, chyba najmocniejszą z afrykańskich drużyn.

Czasem szkoda, że w futbolu liczby znaczą tak niewiele. Nie grają pieniądze ani pozycja w rankingu FIFA. Gdyby tak było, już po losowaniu grup można byłoby chłodzić szampany. Polska to dziś ósmy zespół świata, Senegal – 27. Robert Lewandowski wart jest co najmniej 90 mln euro, a Sadio Mane – gwiazdor naszych przeciwników – „zaledwie” 70 mln. O tytułach nie wspominając. Biało-czerwoni zagrają na mistrzostwach świata po raz ósmy, dwukrotnie wdzierali się na podium (srebrne medale w 1974 i 1982 roku), a Grzegorz Lato zostawał królem strzelców. W tabeli wszechczasów zajmujemy 15. lokatę, wyprzedzając Portugalię, Chile i wszystkie zespoły z Czarnego Lądu. Dla Senegalu to dopiero drugi start w mundialu, choć podczas debiutu w 2002 roku Lwy Terangi skradły serca wielu kibiców.

Zagramy z… Francuzami
Wspomnienia są dobre na stare lata, gdy człowiek grzeje się przy kominku z lampką koniaku w dłoni. Statystyki przestają mieć znaczenie wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego. Brak respektu dla rywala słono kosztował zespoły dużo mocniejsze od Polski i – na szczęście – wydaje się, że Adam Nawałka i jego piłkarze doskonale o tym wiedzą. Zresztą przykłady otrzymujemy od trzeciego dnia tych mistrzostw – Niemcy, Argentyna i Brazylia nie wywiązały się z roli faworytów. Nie doceniły przeciwników grających z większym poświęceniem, napędzanych wiarą w osiągnięcie wyniku ponad miarę. Oczywiście akcje biało-czerwonych nie stoją tak wysoko, żebyśmy w starciu z Senegalem uważali ich za stuprocentowych faworytów, ale jednak to naszej ekipie fachowcy dają więcej szans na sukces. Łatwo więc zgubić koncentrację i niezbędną w zawodowym sporcie pewność siebie pomylić z arogancją. – Uważajcie. Senegalscy piłkarze występują w silnych klubach, są świetnie przygotowani fizycznie. Wielu z nich urodziło się we Francji, tam dorastali i są bardziej Francuzami niż Senegalczykami – ostrzega Polaków na łamach „Przeglądu Sportowego” Alain Giresse, doskonały ongiś pomocnik „Trójkolorowych” i były selekcjoner Lwów.

Trener żąda zwycięstw
Nad Wisłą zwykliśmy umniejszać możliwości afrykańskich reprezentacji. Przyznajemy, że to silne i wybiegane chłopy, może nawet utalentowane, ale jednak na bakier z taktyką. No i ta pazerność, która zawsze ich gubi. Nie zdążą zająć miejsc w pokojach hotelowych, a już kłócą się o pieniądze. Nieprzypadkowo Afrykańczycy w mundialach nie dotarli dalej niż do ćwierćfinału. Nadzieja w tym, iż stereotypami karmią się tylko kibice. Bo, owszem, czarownicy (marabout) są nieodłączną częścią senegalskiego futbolu, ale na tym egzotyka się kończy. Najlepszy piłkarz tego kraju jest jednym z motorów napędowych Liverpoolu, finalisty tegorocznej Ligi Mistrzów. Napastnicy grają w mocnych klubach we Francji, pomocnicy niemal w komplecie w angielskiej Premier League, a ostoja defensywy, Kalidou Koulibaly z Napoli, to być może najlepszy stoper na włoskiej ziemi. Najsłabszym punktem naszych rywali jest obsada bramki. Najbardziej doświadczony Khadim N`Diaye to jedyny piłkarz występujący na co dzień na kontynencie afrykańskim. Dlatego na mundialu może ustąpić miejsca młodszemu o osiem lat koledze ze Stade Rennais. Jeśli zatem ktoś w Polsce uważa, że Senegalczycy będą trząść portkami przed Orłami Nawałki, może się zdziwić. Takie zachowanie nie leży w naturze drużyny dowodzonej przez Aliou Cisse. 42-letni dziś selekcjoner był w 2002 roku prawą ręką trenera Bruno Metsu i miał ogromny wpływ na fantastyczny występ Senegalu, który otarł się w Korei i Japonii o medal. Reprezentacja kraju znad Atlantyku zaczęła od sensacyjnego zwycięstwa nad Francją na otwarcie MŚ, potem były remisy z Danią i Urugwajem. W 1/8 finału Senegal pokonał 2-1 Szwecję i dopiero w ćwierćfinale przegrał 0-1 z Turcją, późniejszym brązowym medalistą. – Cisse to silna osobowość, typ zwycięzcy – chwali obecnego trenera Alain Giresse. A ten odpowiada w swoim stylu. – Nie przyjechaliśmy do Rosji w celach turystycznych. Dlaczego nie mielibyśmy powtórzyć albo nawet przebić osiągnięcia sprzed 16 lat?

Biało-czerwone trybuny
To będzie pierwsze w historii starcie polsko-senegalskie, lecz na mundialach z drużynami z Afryki już graliśmy. Nie zanotowaliśmy porażki, choć łatwo nie było: 1-0 z Tunezją (1978), 0-0 z Kamerunem (1982) i 0-0 z Marokiem (1986). Z kolei legendarny skrzydłowy Grzegorz Lato przypomina, że z grupy wychodziliśmy wtedy, gdy w pierwszym meczu punktowaliśmy. Polska tylko raz, w pamiętnym 1974, wystartowała z przytupem (3-2 z Argentyną). W kolejnych trzech turniejach notowaliśmy solidarnie 0-0: z RFN, Włochami i Marokiem. Czy taki wynik na stadionie Spartaka nas zadowoli? Trudno wyrokować. Polacy i Senegalczycy wychodząc na boisko będą znać wynik spotkania Kolumbii z Japonią (godzina 14, Sarańsk). Ale jedno jest pewne: trybuny zostaną opanowane przez polskich kibiców – do stolicy Rosji wybrali się w sile ok. 18 tysięcy gardeł.

Co z tą obroną?
Orły Nawałki rozbudziły nasze apetyty po Euro 2016, gdzie dopiero w ćwierćfinale przegrały, w konkursie rzutów karnych, z późniejszym triumfatorem Portugalią. Sęk w tym, że na turnieju we Francji imponowaliśmy żelazną defensywą, to od niej zaczynało się to, co najlepsze w polskiej reprezentacji. W eliminacjach obrona już nie stanowiła monolitu, biało-czerwoni stracili najwięcej bramek spośród wszystkich drużyn, które awansowały na mundial. Jakby tego było mało, podczas przygotowań w Arłamowie kontuzji barku doznał Kamil Glik, postać fundamentalna dla kadry. W ostatnich dniach uwagę polskich fanów zaprzątał nie Senegal, a właśnie stan zdrowia lidera bloku obronnego. Sytuacja wydawała się beznadziejna, pytanie brzmiało: czy Glik wsiądzie w ogóle na pokład samolotu odlatującego do Soczi. Wsiadł, w błyskawicznym tempie wrócił do zajęć i niewykluczone, że ujrzymy go w dzisiejszym meczu! Oczywiście selekcjoner nie podejmie ryzyka i nie wstawi do składu zawodnika nieprzygotowanego do bezpardonowej walki. Naturalnym następcą cyborga z Jastrzębia-Zdroju jest 22-letni, zbierający pozytywne oceny w Southampton Jan Bednarek. Gorzej, że w kadrze zagrał on dopiero trzy mecze.

Wątpliwości jest więcej. Nawałka to trener-konserwatysta, ale nawet on musiał poszukać nowych rozwiązań taktycznych i układać klocki w taki sposób, by móc zaskoczyć rywala. Nie wiadomo zatem, kto z dwójki Jacek Góralski – Karol Linetty będzie partnerem Grzegorza Krychowiaka na środku defensywy. Być może od pierwszej minuty zagra też Arkadiusz Milik. Po raz setny koszulkę z orłem ubierze natomiast Jakub Błaszczykowski. A „Lewy” poszuka swojej pierwszej bramki w mundialu.

Tomasz Szeliga

5 Responses to "Do boju, Polsko!"

Leave a Reply

Your email address will not be published.