
HOKEJ. PHL. Dwóch zawodników sanockiej drużyny na czele najskuteczniejszych graczy fazy zasadniczej.
Hokeiści Ciarko PBS Bank KH Sanok zajęli 2. miejsce w zakończonej przedwczoraj fazie zasadniczej PHL. Na odpoczynek ekipa Miroslava Frycera nie będzie miała jednak zbyt wiele czasu, bowiem już w piątek i sobotę w Arenie Sanok czekają ją pierwsze mecze ćwierćfinałowe z HC GKS-em Katowice.
Biorąc pod uwagę rewolucję kadrową, jaką sanocka drużyna przeszła w letniej przerwie (19 zawodników odeszło, 15 przyszło – przyp. red.), pozycję wicelidera fazy zasadniczej przed sezonem w Grodzie Grzegorza brano by w ciemno. – Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia – przekonuje II trener Ciarko PBS Bank, który rozpoczynał sezon w roli pierwsze szkoleniowca, a od połowy stycznia jest asystentem czeskiego szkoleniowca, Miroslava Frycera.
Zadowoleni z 2. miejsca
Skład sanockiej ekipy krystalizował się bardzo długo i jeszcze w trakcie sezonu dochodziło w nim do roszad. Do drużyny dołączyli m.in. bramkarz Ondrej Raszka, obrońcy: Nicolas Besch, Stanislav Hudec oraz napastnicy: Mike Bayrack, Mike Danton i Krzysztof Zapała.
– Po wzmocnieniach niektórzy liczyli może na coś więcej, niż 2. miejsce, ale cieszymy się tej lokaty. To bardzo ważne, bowiem w większości pojedynków będziemy mieli handicap własnego lodowiska – dodaje Demkowicz.
Sanoczanie ćwierćfinałową rywalizację z HC GKS-em Katowice rozpoczną już w ten weekend (piątek i sobota, godz. 18) przed własną publicznością. – Na pewno nie ma mowy o lekceważeniu rywala. GKS zrobi wszystko, aby mimo problemów organizacyjno-finansowych pokazać się z jak najlepszej strony i będzie się starał uprzykrzyć nam życie, jak się tylko da. Ale z drugiej strony my znamy swoją wartość i chyba w Sanoku nikt nie wyobraża sobie, abyśmy z tej rywalizacji nie wyszli zwycięsko – dodaje Demkowicz.
– Gramy play-offy, a w tej fazie rozgrywek każdy mecz to osobna bajka. Zaciskamy zęby i gramy na 100 procent – zapewnia przed decydującą częścią sezonu napastnik Ciarko, Mateusz Wilusz.
Dream-team na glinianych nogach
Rozgrywki fazy zasadniczej zdominował GKS Tychy, który aż o 17 punktów wyprzedził drugi w tabeli Sanok. Na początku sezonu wydawało się, że głównym kandydatem do mistrzowskiej korony będzie krynicki „dream-team”. Pod Górą Parkową pieniądze tak na dobrą sprawę skończyły się wcześniej, niż się w ogóle pojawiły. Nie doczekano się sponsora i ostatecznie drużyna się rozpadła (dokończyła fazę zasadniczą I-ligowym składem). – Czy coś mnie zaskoczyło w fazie zasadniczej? Chyba nie. Można było przewidzieć pewne rzeczy i wiadomo było, że ton rozgrywkom będzie nadawać 4-5 zespołów. Gdyby nie kłopoty organizacyjne niektórych klubów, liga byłaby jeszcze bardziej wyrównana – dzieli się swoim wrażenia z fazy zasadniczej Tomasz Demkowicz.
Półfinałowy rywal bez znaczenia
Jeszcze do wtorku, późniejszym ewentualnym rywalem Ciarko w półfinale była Cracovią, z którą to sanoczanie mają rachunki do wyrównania (porażka w półfinale play-off sezonu 2012/13 oraz przegrane w finale Pucharu Polski w obecnym sezonie – przyp. red.). Jednak po ostatniej kolejce okazało się, że półfinałowym rywalem będzie JKH GKS Jastrzębie. – Dla nas nie ma to większego znaczenia, z kim będziemy grać w półfinale. Cała czwórka, która zagra prawdopodobnie w tej fazie rozgrywek, czyli my, Tychy, Cracovia i Jastrzębie prezentuje wyrównany poziom i w tej rywalizacji każdy może wygrać z każdym. W tym przypadku bezcenną może się okazać wyższa pozycja po fazie zasadniczej i większa liczba spotkań na własnym lodowisku – przekonuje Demkowicz.
– Chcąc grać w finale, musimy przede wszystkim patrzeć na swoją dyspozycję i pokazać się z jak najlepszej strony, nie zależnie z kim zagramy w półfinale – wtóruje Demkowiczowi pierwszy trener sanoczan, Miroslav Frycer.
Vozdecky u lekarza
Za nim jednak sanoczanom przyjdzie zmierzyć się z półfinałowym rywalem, muszą trzykrotnie pokonać HC GKS Katowice. Pod znakiem zapytania stoi występ w tych spotkaniach najskuteczniejszego strzelca PHL, Martina Vozdeckiego (36 goli). – Martin opuścił we wtorek lodowisko utykając. Później narzekał na problemy z kolanem. W środę miał zaplanowane szczegółowe badania i dopiero po nich okaże się, czy i jak długo będzie pauzował – informuje szkoleniowiec Sanoka.
Marcin Jeżowski


