Do pełni szczęścia zabrakło 60 sekund

Po bramce Andrei Prokicia (nz. z lewej) PGE Stal objęła prowadzenie we wczorajszym meczu w Płocku. Niestety mielecki beniaminek nie potrafił go utrzymać do końcowego gwizdka. Fot. Sebastian Wiciński / Wisła Płock S.A

Pierwszy od 24 lat mecz mielczan w najwyższej klasie rozgrywkowej zakończył się podziałem punktów. Przed niedzielnym spotkaniem w Płocku piłkarze PGE Stali taki wyniki pewnie wzięli by w ciemno. Po końcowym gwizdku w ich szeregach panował jednak spory niedosyt, bo jeszcze w 89. min beniaminek z Mielca prowadził 1-0.

Wisła Płock, obok drużyn z Mielca i Poznania ma być w tym sezonie zespołem, który będzie się bronił przed ostatnim miejsce w PKO Ekstraklasie, równoznacznym ze spadkiem. I trzeba przyznać, że opinię tę w pełni potwierdzili wczoraj podopieczni Radosława Sobolewskiego. Od pierwszych minut lepsze wrażenie sprawiał beniaminek z Mielca, który wobec poważnych zmian kadrowych, jakie dotknęły go w letniej przerwie, wciąż jest on na etapie zgrywania się. To starali się wykorzystać miejscowi, którzy dłużej utrzymywali się przy piłce (62 proc.), co jednak nie przełożyło się na zagrożenie pod bramką Rafała Strączka. – Tak naprawdę w tym meczu mieliśmy bardzo duże posiadanie piłki, chyba największe odkąd jestem w Płocku i nieźle wyglądało to do 16. metra. Gdzieś ta nasza gra się zazębiała, natomiast zabrakło ostatecznie tej skuteczności w polu karnym przeciwnika. Tam nas brakowało, tam nie byliśmy zbyt groźni i nad tym na pewno będziemy pracować. Nie udało się dziś wygrać, a bardzo zależało nam na zdobyciu trzech punktów przed własną publicznością, ale chciałbym pochwalić zespół za walkę do samego końca mimo niekorzystnego wyniku, za chęć i determinację, aby odwrócić losy meczu – mówił po meczu szkoleniowiec Wisły. Ta w przeciągu całego niedzielnego spotkania oddała… zaledwie jeden celny strzał (przy 6 mielczan), który wystarczył jej do zdobycia punktu.

Zabrakło zgrania

Dobra gra mielczan sprawiła, że już w 10. min mogli oni objąć prowadzenie. Jednak strzał pozyskanego latem Fina Petteriego Forsella obronił Krzysztof Kamiński. Miejscowi z kolei przed przerwa zagrażali Stali głównie po rzutach rożnych. Pierwsze 45 minut w wykonaniu mielczan mogło napawać zatem optymizmem, co potwierdziły wydarzenia, jakie miały miejsce chwilę po zmianie stron. Wprawdzie II połowę lepiej zaczęli płocczanie ale to przyjezdni jako pierwsi mieli powody do radości. Dwukrotnie po strzałach mieleckich piłkarzy (Forsell i Domański) górą był bramkarz Wisły, ale wobec bomby dosłownie z 2. metra Andrei Prokicia, był już bezradny. – Przed meczem każdy wyniki przyjęlibyśmy z pokorą, bo jesteśmy beniaminkiem i to na dodatek jeszcze nie do końca zgranym. Tego zgrania zabrakło nam właśnie w końcówce, bo mieliśmy kilka fajnych kontr, ale niestety nie potrafiliśmy ich wykorzystać. Na pewno zatem jest niedosyt – przyznał strzelec bramki dla PGE Stali. Gospodarze przegrywając 0-1 przez długi czas nie mieli pomysłu na sforsowanie mieleckiej defensywy. Co więcej, gdyby Paweł Tomczyk wykorzystał znakomite podanie Mateusza Matrasa i podwyższył prowadzenie na 2-0, Wisła prawdopodobnie by się już nie podniosła. A tak podopieczni Dariusza Skrzypczaka na własnej skórze przekonali się boleśnie o tym, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. W 89. min spod linii końcowej dośrodkował Aleksander Pawlak, a nie kryty przez nikogo w mieleckim polu karnym Mateusz Szwoch uderzeniem głową doprowadził do remisu. – Przed meczem na pewno chcieliśmy wygrać i traktowaliśmy ten mecz jako ten, który mógłby być dobrym startem sezonu. Chcieliśmy zatem wygrać za wszelką cenę, ale patrząc z przebiegu meczu, gdy przegrywaliśmy 0-1 i udało nam się doprowadzić do remisu w samej końcówce, to tak naprawdę możemy być chyba zadowoleni – mówił strzelec wyrównujące bramki.

Co najmniej dobry rezultat

Z jednego punktów umiarkowanie był z kolei zadowolony opiekun mielczan. – Spodziewaliśmy się takiego przebiegu meczu, ponieważ wiemy o tym, że zespół Wisły Płock, szczególnie na swoim boisku jest bardzo, bardzo niebezpieczny, mają pewne atuty.Udało nam się to przewidzieć i co za tym idzie odpowiednio się nastawiliśmy, mieliśmy dobre sytuacje do zdobycia bramek i z każdą minutą, że tak powiem nasza świadomość, pewność rosła i wierzyliśmy w to, że możemy tutaj osiągnąć naprawdę dobry wynik. Jako pierwszy strzeliliśmy gola, później staraliśmy się utrzymać wynik i szukaliśmy szans w kontrataku, mieliśmy bardzo dobre sytuacje: jedną, drugą, trzecią, zabrakło tylko tego ostatniego podania. Piłka jest taka, że jeżeli się nie strzela to nic nowego nie wymyślę to najprawdopodobniej się dostaje – nie zawsze, co prawda – ale się dostaje bramkę. Myślę, że 1-1 z naszej perspektywy to jest co najmniej dobry rezultat – przyznał Dariusz Skrzypczak.

WISŁA PŁOCK – PGE STAL MIELEC 1-1 (0-0)

0-1 Prokić (55.), 1-1 Szwoch (89.)

WISŁA: Kamiński – Żuk (83. Pawlak), Rzeźniczak, Michalski, Uryga, Garcia, Kocyła (69. Merebashvili), Szwoch, Leśniak, Adamczyk (59. Rasak), Sheridan (58. Tuszyński)

PGE STAL: Strączek – Lisowski (46. Flis), Żyro, Kościelny, Getinger, Mak (64. Tomczyk), Urbańczyk, Tomasiewicz, Forsell (72. Matras), Domański, Prokić (85. Dadok).

Sędziował Sebastian Jarzębak (Bytom). Żółte kartki: Lesniak, Rzeźniczak – Żyro. Widzów 1318.

W innych meczach 1. kolejki: Cracovia – Pogoń Szczecin 2-1, Raków Częstochowa – Legia Warszawa 1-2, Śląsk Wrocław – Piast Gliwice 2-0, Zagłębie Lubin – Lech Poznań 2-1, Warta Poznań – Lechia Gdańsk 0-1, Górnik Zabrze – Podbeskidzie Bielsko-Biała zakończył się po zamknięciu numeru, Jagiellonia Białystok – Wisła Kraków 1-1

mj

Leave a Reply

Your email address will not be published.