
RZESZÓW. Nowe zasady dotyczące ubioru w jednym z rzeszowskich liceów doprowadziły do afery na skalę ogólnopolską w mediach społecznościowych. Czy plotka pokonała prawdę?
Obowiązkowa bielizna, zakaz koszulek na ramiączkach, farbowanych włosów i mocnego makijażu – dla dziewczyn, dla chłopców zaś nakaz ubierania wyłącznie długich spodni oraz unikania „hawajskich” koszul czy biżuterii – to jedne zasad, jakie od poniedziałku, 10 lutego, obowiązują w I LO w Rzeszowie. Absolwenci i organizacje społeczne mówią o ograniczaniu wolności, a uczniowie – w ramach protestu – zamierzają przyjść do szkoły w strojach, ignorujących wprowadzone ograniczenia. Dyrektor LO, Piotr Wanat, twierdzi, że wiele cytowanych przez uczniów słów zostało przeinaczonych, zaś sam statut obowiązuje od 2019 r.
„Za ich (zasad red.) złamanie grozi odesłanie ucznia z zajęć lekcyjnych do domu, nagana dyrektora, a w ostateczności skreślenie ucznia z listy uczęszczających do I LO” – pisze na Facebook’u Kaja Mucha, absolwentka szkoły. Nowy dress code ma obowiązywać od poniedziałku. Uczennice mają zakaz zakładania koszulek na ramiączkach, nawet narzuconych na podkoszulek czy golf, ponieważ – jak uzasadniła wicedyrektorka – jest to wyzywający strój. Uczennice obowiązuje także zakaz pokazywania dekoltu, ramion, brzucha i pleców. Sukienki oraz spódnice nie mogą być krótsze niż do połowy ud. Chłopcy z kolei muszą nosić długie spodnie, ewentualnie o długości 3/4, ale już krótkie nie, nawet w letnie upały. Za niestosowne uznano także koszule typu „hawajskie”. Generalnie uczniowie powinni dobierać ubrania w stonowanych kolorach. Chłopcom zwrócono też uwagę, że w ich przypadku biżuteria również jest nieodpowiednim elementem ubioru.
Uczniowie powinni pamiętać o odpowiedniej bieliźnie
Przepisy dla dziewczyn są jeszcze bardziej rygorystyczne i dotyczą nie tylko ubioru. Nie mogą one bowiem pokazywać się w szkole ze sztucznymi paznokciami ani z farbowanymi włosami. Dozwolone są wyłącznie naturalne. Jeśli są długie, powinny być też spięte, „by nie przeszkadzały w pracy na lekcji”. Makijaż zaś „może jedynie podkreślać naturalną urodę”.
– Usłyszeliśmy, że mamy się ubierać, a nie przebierać, więc rzeczy z perełkami, cekinami i innymi ozdobami odpadają. To jednak nic w porównaniu z tekstem, że uczniowie powinni pamiętać o odpowiedniej bieliźnie do szkoły. Podobno pani wicedyrektor chodziło o to, że dziewczyny obowiązkowo mają nosić biustonosz. Ciekawe, kto będzie to sprawdzał – irytuje się jedna z uczennic I LO.
„Dziewczyny, im więcej zakrywacie, tym bardziej pociągacie“ – powiedziała na szkolnym apelu Iwona Palczak, ogłaszając nowy zasady. Przekonywała, że szkoła to miejsce pracy, a nie dyskoteka. – Sama miała na sobie futerko w panterkę i długie kozaki na szpilkach. Skoro pani wicedyrektor może w ten sposób wyrażać siebie, dlaczego nam się tego zabrania? – pyta uczennica.
Jak relacjonują uczniowie, spore oburzenie miały wywołać słowa samego dyrektora placówki, Piotra Wanata, który zaapelował do rodziców o „pilnowanie swoich córek”. „Wszyscy wiemy, w jakim kontekście. I wszyscy wiemy, jak bardzo było to krzywdzące” – nie ma wątpliwości Kaja Mucha. Zaapelowała, by uczniowie przyszli dziś do szkoły tak, jak tylko będą mieli ochotę, ignorując nowy statut. „Ekspresja w wieku dorastania to jedna z niewielu rzeczy, które pomagają ten okres przetrwać” – argumentuje i nalega na zorganizowanie spotkania z dyrektorem.
Takie działania poparli absolwenci szkoły, internauci z całej Polski, a także organizacje społeczne, m.in. Dziewuchy Dziewuchom.
„Panie dyrektorze Wanat! Minus z zachowania i nagana za nieodrobienie zadania domowego! Na wstępie – musi Pan wiedzieć, że kara w postaci odesłania do domu za przyjście bez stanika jest bezprawna. Po pierwsze – bo obowiązek szkolny/nauki. Po drugie – bo uczniowie w czasie lekcji mają być pod nadzorem nauczyciela. Chyba że lubi Pan ryzyko. Ponadto, kara w postaci skreślenia z listy uczniów – niewykonalna poniżej 18 roku życia. Powinien Pan to wiedzieć… Wstyd” – skomentowała na Facebook’u Alina Czyżewska, aktywistka Sieci Obywatelskiej – Watchdog Polska.
Głos zabrała także Fundacja na rzecz praw ucznia. Uznała, że nowy dress code został wprowadzony niezgodnie z prawem i skierowała do Podkarpackiej Kurator Oświaty wniosek o przeprowadzenie w szkole pilnej kontroli.
Plotka żyje własnym życiem
Niestety, Piotr Wanat, dyrektor I LO w Rzeszowie był w sobotę niedostępny. W oświadczeniu przesłanym tygodnikowi „Newsweek” zapewnia jednak, że w szkole nigdy nie padły słowa o obowiązku noszenia biustonoszy, ani sformułowanie o pilnowaniu córek przez rodziców.
„W trakcie czwartkowego spotkania z rodzicami przez radiowęzeł zaapelowałem „Zwracajcie Państwo uwagę jak wasze dzieci, a właściwie młodzież wychodzi z domu ubrana”. W piątek odbyło się krótkie spotkanie z kl. II, następnie I na którym (…) przypomniano zapisy Statutu obowiązującego w szkole od 2019 r. odnośnie ubioru codziennego. Ja je przeczytałem, Pani wicedyrektor wyjaśniła: abyście były pomalowane nie zamalowane, zwracając uwagę na przesadny makijaż wieczorowy, cekiny rozsiane po całej twarzy, wspomniała o paznokciach w kontekście wychowania fizycznego (bolesnych złamań i zadrapań innych). Odnośnie włosów mówiono o obowiązku ich upinania na maturze i lekcjach wf. W naszej szkole młodzież wyraża się poprzez strój nie robimy z tego powodu żadnych szykan” – pisze dyrektor I LO w Rzeszowie. Piotr Wanat uważa, że w porównaniu do innych rzeszowskich szkół kierowane przez niego liceum „wyróżnia się kolorytem”, ale dyrekcja reaguje na to, aby nasi uczniowie byli ubrani, a nie przebrani.
„Użyłem sformułowania, że ubrany stanik jako ostatnia część stroju garderoby na bluzkę koszulę jest dziwaczny i tak można się ubierać w inne miejsca, ponieważ budzi niepotrzebną sensację”. Odsyłanie do domu za brak stanika nie wchodzi w grę. „No cóż plotka, przeinaczenie puszczone w eter żyje swoim życiem” – stwierdza Piotr Wanat.
wk



16 Responses to "Do szkoły tylko w biustonoszu? Bunt uczniów w I LO"