Do utrzymania jeden krok (ZDJĘCIA)

Fot. Bogdan Myśliwiec
Fot. Bogdan Myśliwiec

STAL STALOWA WOLA – ROW 1964 RYBNIK. Drugie z rzędu zwycięstwo bez straty gola podopiecznych Janusza Białka.

Pokonując drużynę z Rybnika, piłkarze Stali Stalowa Wola zrobili milowy krok na drodze do utrzymania się w II lidze. Co więcej, jeśli w dwóch ostatnich meczach tego sezonu nadal będą grać tak skutecznie, mogą zakończyć zmagania w górnej części tabeli.

Z ogromnej stawki sobotniego meczu zdawano sobie sprawę zarówno w Stalowej Woli i Rybniku. Był to pojedynek z gatunku tych o 6 punktów, bowiem oba zespoły ciągle musiały i muszą się martwić o swój ligowy byt. W przypadku porażki Stali, jej sytuacja byłaby już beznadziejna ale na szczęście czarny scenariusz przy Hutniczej się nie sprawdził. – Czekaliśmy na te nasz kontry cierpliwie i długo. Całe szczęście, że nie zabrakło nam spokoju i zimnej krwi. Gębalski w końcu zrobił to, od czego tu jest i czego od niego oczekiwaliśmy. Nie ukrywam, że łatwiejszym był poprzedni mecz z Rakowem Częstochowa. Tym razem była walka z obu stron o każdy metr boiska. Ja się mogę cieszyć, że wyszliśmy z niej zwycięsko – mówił Janusz Białek, trener Stali, która wygrała drugi mecz z rzędu i to bez straty gola.

Gospodarze od pierwszych minut starali się narzucić swój styl gry i zepchnąć rybniczan do defensywy. Jednak na bramkowe efekty takiej gry trzeba było czekać ponad godzinę. Nie oznacza to, że przed przerwą miejscowi nie mieli sytuacji. Już w pierwszych 10 minutach dwie niezłe okazje zmarnował Adrian Dziubiński. Później strzał Bartłomieja Wasiluka w kapitalnym stylu obronił Kacper Rosa, który w pierwszej połowie był dla stalowowolan barierą nie do przejścia. Od czasu do czasu szczęścia próbowali także przyjezdni. Po jednej z takich akcji, swój kunszt musiał zaprezentować Bartosz Koncki. Tuż po przerwie ponownie błysnął Rosa, w sobie tylko znany sposób przenosząc na poprzeczkę „bombę” z rzutu wolnego Adrian Dziubińskiego. Kibice „Stalówki” coraz bardziej zaczęli się niecierpliwić, bowiem ich ulubieńcy ciągle grali nieskutecznie. Aż do 66. min. Podanie Gębalskiego na gola zamienił Dziubiński i miejscowi wreszcie mogli wznieść ręce do góry w geście radości. Jednak do końcowego sukcesu było jeszcze wówczas daleko, bowiem goście po utracie gola, zdecydowanie się otworzyli i co chwilę gościli pod bramką Stali. Skończyło się to… bramką dla gospodarzy. Już w doliczonym czasie gry Gębalski wykorzystał kiks jednego z obrońców ROW-u i precyzyjnym strzałem ostatecznie dobił rybniczan. Bałem się tego meczu, bo to był trzeci pojedynek z rzędu, gdzie na regenerację było trochę mało czasu. Przestrzegałem moich piłkarzy, żeby nie napędzać Stali i nie dać jej grać z kontry. Chcieliśmy ładnie grać i już w I połowie, a praktycznie po 20 minutach mogło się to źle skończyć. W II połowie, gdy mecz coraz bardziej układał się po naszej myśli, prosty błąd sprawił, że straciliśmy bramkę. Potem waliliśmy głową w mur i mimo zmian, zabrakło jakości z przodu – podsumował Piotr Piekarczyk, trener drużyny z Rybnika.

STAL St. Wola 2
ROW 1964 Rybnik 0
(0-0)
1-0 Dziubiński (66.) 2-0 Gębalski (90.)
STAL:
Koncki – Waszkiewicz, Jarosz, Kolbusz, Korczyński, Stelmach (81. Mokrzycki), Żoładź, Jonkisz, Wasiluk, Dziubiński, Gębalski
ROW: Rosa – Janik (80 Drozdowski), Gojny, Bober, Spardek, Jaroszewski (58 Koleczko), Zganiacz (69. Muszalik), Jary, Musiolik, Brychlik, Budzik.
Sędziował Krzysztof Korycki (Warszawa). Widzów 800.

mj

[print_gllr id=212196]

Leave a Reply

Your email address will not be published.