Dobre nuty zza złych krat

Muzyka to dla Przemka antidotum na sytuację, w której się znalazł, odskocznia od więziennych realiów. Fot. Bogdan Myśliwiec
Muzyka to dla Przemka antidotum na sytuację, w której się znalazł, odskocznia od więziennych realiów. Fot. Bogdan Myśliwiec

Przewrotny los. W momencie, gdy wydawało się, że zawalił się cały jego świat, odnalazł pasję, dzięki której ma szansę odbudować swoje życie na nowym, lepszym fundamencie.

Czas spędzony za więziennym murem nie musi być stracony. Dla Przemka Nowaka, który wyrokiem sądu został skazany na 5 lat i 4 miesiące więzienia, pobyt w zakładzie karnym okazał się punktem zwrotnym w życiu. W więziennej celi odkrył w sobie muzyczny talent, założył zespół rockowy i w ramach przepustek zagrał kilkadziesiąt koncertów.
Muzyka była mu bliska od zawsze. Na wolności, gdzie życie potrafi dać w kość i codziennie trzeba się martwić o dziesiątki spraw, nie zawsze był na nią czas. To nie znaczy, że w uszach 40-letni Przemek Nowak ciągle jej nie słyszał.

– Muzyka zawsze była częścią mojego życia. Lubiłem jej przede wszystkim słuchać. Zakwalifikowałem się nawet do programu „Tak to leciało” i doszedłem do trzeciej rundy w „Jaka to melodia” – przyznaje Przemek, który obecnie odbywa karę pozbawienia wolności w Oddziale Zewnętrznym w Chmielowie Aresztu Śledczego w Nisku. – Miałem także epizod filmowy, bo wystąpiłem w jednym z odcinków „Plebanii”, gdzie grałem gangstera ze wschodnim rodowodem i niewielką rolę w serialu „Malanowski i partnerzy”, gdzie wcieliłem się w rolę męża zgwałconej kobiety. Film był jednak tylko fajną przygodą, którą miałem okazję przeżyć z tej racji, że pracowałem w Warszawie w agencji, która zajmowała się werbowaniem aktorów do filmów. Muzyka była czymś więcej.

Studio nagrań w więziennej bibliotece
40-latek trafił za więzienny mur za przestępstwa gospodarcze, których dopuścił się na początku lat 2000. Łączna długość kary, jaką wymierzył mu sąd, to 5 lat i cztery miesiące pozbawienia wolności.

– Jedni, gdy trafiają za kraty chcą cały ten czas przeleżeć. Nie robią nic, by tego czasu tak zupełnie nie zmarnować – nie kryje Przemek. – Ja od pierwszego dnia chciałem się odciąć od tego świata, który za kratami rządzi się swoimi prawami. Trafiłem do Zakładu Karnego w Uhercach Mineralnych. Tam poznałem Arka i Sławka. Był tam też Rafał i Krzysiek. Z rozmów o muzyce, które z Arkiem prowadziliśmy pracując w więziennej bibliotece okazało się, że dla obu z nas gra ona w tym samym rytmie. Postanowiliśmy założyć zespół. Dyrekcja Zakładu Karnego od początku ułatwiała nam realizację tego pomysłu. Z funduszu postpenitencjarnego zakupiono nam sprzęt. Gitary, wzmacniacz, program komputerowy do obróbki dźwięku. W bibliotece pozwolono nam na utworzenie mini studia nagraniowego. Książki okazały się bowiem rewelacyjnie wyciszać to pomieszczenie. Graliśmy całymi dniami.

Wariaci od muzyki
Pierwszy repertuar, jaki przygotował zespół „Bez uwag” (nazwa pochodzi od pieczątki, jaką przybija się na obiegówce skazanym opuszczającym zakład karny) składał się z bożonarodzeniowych kolęd. – Nasze granie zaczęliśmy na przełomie grudnia 2011 i stycznia 2012. Na pierwszy rzut poszły więc kolędy w nowych aranżacjach. To był repertuar na reggae-rockową nutę. Byliśmy wariatami od muzyki, którzy na tyle się jednak podobali, że wkrótce zaczęliśmy dostawać przepustki na koncerty na zewnątrz zakładu.

Grupa niecodziennych kolędników grała koncerty w szkołach, domach opieki społecznej. Raz było to kilkanaście, raz kilkadziesiąt osób. Z dnia na dzień robiło się o nich coraz głośniej i coraz więcej osób chciało ich usłyszeć.

– Gdy graliśmy koncerty, to albo jego organizator odbierał nas z zakładu, albo jechaliśmy na miejsce busem z zakładu – wspomina Przemek. – Za każdym razem obowiązywały nas zasady, których trzeba przestrzegać na każdej przepustce. Nikt nie rozkręcał nam sprzętu po koncertach, żeby sprawdzić, czy czegoś nie przemyciliśmy. Ufano nam, a my byliśmy poważnymi ludźmi, więc nie próbowaliśmy robić żadnych numerów.

Wystarczy trochę chciejstwa
Gdy okres bożonarodzeniowy się skończył, członkowie grupy „Bez uwag” musieli podjąć decyzję co dalej. – Zgraliśmy się, a że szkoda byłoby na tym poprzestać, to postanowiliśmy przearanżować piosenki Czerwonych Gitar, Niebiesko-Czarnych i Krzysztofa Klenczona. Z nowym repertuarem znów trafiliśmy do publiczności i znów pozytywnie nas odebrano. Wtedy postanowiliśmy, że to najwyższy czas nagrać własne piosenki. Ja napisałem teksty, Arek skomponował muzykę. Tak powstały numery: „Wszystko na pół”, „Czy jest tu ktoś” i „To ja”. Wszystkie są udostępnione na naszej stronie na Facebooku i można ich posłuchać – mówi 40-latek. – Z tym repertuarem trafiliśmy na koncert do Bieszczadzkiego Domu Kultury w Lesku i Festiwal po Kamieniem, który organizowany jest koło Leska. Za każdym razem byliśmy dobrze przyjmowani, coraz częściej pojawiały się też pytania o to, jak udaje nam się tworzyć muzykę w zakładzie karnym. A ja odpowiadałem wtedy, że wystarczy tylko trochę chciejstwa. Muzyka to nasza wielka miłość. Dzięki niej tworzyliśmy swój własny świat. Gdy ja miałem trudniejsze dni, to odcinałem się od wszystkiego i pisałem. Czas leciał wtedy szybciej.

Odlicza dni do wolności
30-letni Arek jest już na wolności. 28-letni Sławek Zakład Karny w Uhercach Mineralnych opuści prawdopodobnie już za miesiąc. Kiedy wyjdzie Przemek? – Nie wiem, liczę, że mam już z górki. Od 31 października jestem w Chmielowie, przeniesienie tu to była nagroda, bo to placówka o niższym rygorze. Nie chcę zapeszać, ale jest pewna szansa, abym stał się wolnym człowiekiem już za kilkanaście tygodni.

Od momentu, gdy członkowie grupy „Bez uwag” zostali rozdzieleni, nie ma okazji, by dokończyć nagrywanie płyty. Przemek i Arek są ze sobą w stałym kontakcie. Arek stworzył profil zespołu na Facebooku i umieścił piosenki w serwisie wrzuta.pl.

– Materiał mamy na 13 kawałków, byłaby więc z tego cała płyta. Bardzo chcemy kontynuować to, co zaczęliśmy w zakładzie i wierzę, że uda się to zrealizować na wolności – zapewnia Przemek. – Wspiera mnie w tym bardzo moja rodzina, moja Urszula. To oni dodają mi otuchy i chciałbym im jeszcze pokazać na co mnie stać.

Małgorzata Rokoszewska

Leave a Reply

Your email address will not be published.