Dobrze skrojony mundur Franciszka Józefa i jego bokobrody

Piotr SamolewiczGalicja, moja miłość – wyzna niejeden esteta zachwycający się wiedeńską secesją w Przemyślu czy też we Lwowie, czytający wiersze Trakla albo prozę Stefana Zweiga i Josepha Rotha, podziwiający rozkwit kultury Młodej Polski w galicyjskim Krakowie. Ale to tylko jedno oblicze mitu galicyjskiego.

W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie (Rynek Główny 25) można zwiedzać fenomenalną wystawę „Mit Galicji”, na którą składają się liczne dokumenty, obrazy, książki, reprodukcje, fotografie, filmy ze zbiorów polskich, austriackich i ukraińskich. Krakowska opowieść toczy się czterema torami: austriackim, polskim, ukraińskim i żydowskim (ten ostatni wątek pominę, bo jest najosobniejszy).

Dla Austrii Galicja, która przypadła monarchii po rozbiorach Polski, najpierw była niechcianym dzieckiem (cesarzowa Maria Teresa Habsburg chciała Śląsk). Potem wielkim obszarem kolonizowania, wyzysku i skłócania autochtonów, później politycznym eksperymentem pod postacią wielonarodowej, tolerancyjnej monarchii, aż na koniec wielkim upadkiem w wyniku I wojny światowej i skurczeniem się wielkiej monarchii do rozmiarów państwa orzeszka.

Dla Polski Galicja była najpierw powodem do wstydu i hańby po utracie niepodległości, następnie wielkim obszarem zacofania i biedy z rabacją galicyjską i masową emigracją do Stanów Zjednoczonych, a także obszarem eksploatacji przez wielkie międzynarodowe firmy, które wzbogaciły się na galicyjskiej ropie. Pod koniec XIX wieku Galicja przeżywała wreszcie swój cywilizacyjny rozkwit, szczególnie Lwów, by po 1914 roku stać się wielkim frontem wojennym z milionami trupów.

Dla Ukraińców Galicja (Haliczyna) była nadzieją na własne państwo. Wszak nazwa Galicji – Lodomerii pochodziła od średniowiecznego księstwa halicko-wołyńskiego z żółtym lwem w herbie. Rusini, przemianowani później na Ukraińców, widzieli w Wiedniu orędownika swoich spraw w rywalizacji z Polakami. Pod skrzydłami monarchii stawali się Europejczykami, rodził się ich ruch narodowy. Dziś do mitu Haliczyny odwołują się ukraińscy politycy, także nacjonaliści.

Czego może nauczyć nas wystawa „Mit Galicji”? Powinna być ostrzeżeniem. Owszem, w 2. połowie XIX wieku Polacy mieli uprzywilejowaną rolę w Galicji, przez rok premierem w Wiedniu był nawet hr. Alfred Józef Potocki, a trzech Polaków było ministrami finansów. WWiedniu stały też okazałe pałace polskich arystokratów, tylko że nasza polityczna rola w CK monarchii z trudem przekładała się na dobrobyt jej mieszkańców. Dla mnie przynajmniej mit Galicji jest bardzo ambiwalentny, na pewno nie tak dobrze skrojony jak mundur na portretach cesarza Franciszka Józefa i jego wypielęgnowane siwe bokobrody.

Redaktor Piotr Samolewicz

Leave a Reply

Your email address will not be published.