
FORTUNA I LIGA. Do Mielca przyjeżdża niepokonany od 27 spotkań Raków Częstochowa. Lider I ligi i półfinalista Pucharu Polski.
– Niemożliwe nie istnieje – powiedział kiedyś Muhammad Ali. Piłkarze PGE Stali powinni wziąć sobie do serca słowa legendarnego pięściarza i uwierzyć, że to właśnie oni są w stanie przerwać imponującą serię Rakowa Częstochowa. Sobotni pojedynek przy Solskiego to szlagier 27. kolejki.
Zespół spod Jasnej Góry jest rewelacją sezonu, a jego szefowie mogą już chłodzić szampany. Raków uzbierał 61 punktów i strach pomyśleć, w jak efektownym stylu zakończy rozgrywki, bo przed nami jeszcze osiem kolejek. Dla zobrazowania sytuacji przypomnijmy, że w poprzednim sezonie Miedź Legnica awansowała do ekstraklasy z 63 punktami, a Zagłębiu Sosnowiec wystarczyło do tego ledwie 58 „oczek”. Częstochowianie walczą na dwóch frontach – cztery dni po meczu w Mielcu zmierzą się z Lechią Gdańsk w półfinale Pucharu Polski. Nie są bez szans, skoro wcześniej wyrzucili za burtę Lecha i Legię.
Nie gwiżdżmy, wspierajmy
W lidze drużyna Marka Papszuna przegrała tylko raz, dawno temu, w trzeciej kolejce w Chojnicach. Nie dziwi więc, że o charyzmatycznym trenerze Rakowa zrobiło się głośno. Gdy kilka dni temu właściciel Legii Dariusz Mioduski zwalniał Ricardo Sa Pinto, w mediach pojawiły się informacje, że następcą Portugalczyka zostanie opiekun Rakowa. Jednak Michał Świerczewski, właściciel lidera I ligi, zdementował te doniesienia i raz jeszcze podkreślił, że miejsce Papszuna jest w Rakowie, bo projekt budowy mocnej drużyny dopiero się rozpoczął.
Stal w drugiej części sezonu strzeliła raptem 4 gole. W środę nie była w stanie zaskoczyć defensywy Sandecji (0-0). – Za mało było z naszej strony konkretów. Brakowało strzałów i sytuacji – kręcił głową pomocnik mielczan Łukasz Janoszka. Jak zatem przechytrzyć piłkarzy Rakowa, którzy stracili zaledwie 11 bramek? Michała Gliwę, wychowanka Orłów Rzeszów, w 2019 roku pokonał tylko Grzegorz Lech ze Stomilu. – W meczu z Sandecją trudno było o sytuacje, ale tempa ani pomysłu nam nie zabrakło – szuka pozytywów trener Stali Artur Skowronek. – Część kibiców gwiżdże, gdy podajemy do tyłu, lecz atak pozycyjny to niełatwa rzecz i apeluję, byśmy wspierali zespół. Bądźmy razem, zjednoczeni we wspólnej sprawie! Tylko wtedy dościgniemy ŁKS, bo ŁKS w końcu zacznie przegrywać.
Wznieść się na wyżyny
Tymczasem po Łodzi niesie się pieśń: „Złocista zbroja, srebrny miecz, Rycerze Wiosny – ŁKS” i trudno się dziwić euforycznym nastrojom. Najpoważniejszy konkurent Stali wygrał w drugiej części sezonu wszystkie pięć meczów, a bilans bramek wynosi: 12-0! Zespół Kazimierza Moskala odskoczył mielczanom na 7 punktów, czekają go co prawda jeszcze spotkania z Sandecją i Rakowem, lecz na własnym stadionie, gdzie ŁKS w filantropa raczej się nie bawi.
Jeśli stalowcy chcą wrócić do gry o ekstraklasę, muszą się w sobotę wznieść na wyżyny swoich możliwości. Pocieszające, że mecze z Rakowem zawsze były zacięte i wyrównane. Jesienią pod Jasną Górą Stal zremisowała 1-1, w poprzednim sezonie tam wygrała, a przy Solskiego było 3-2 dla Rakowa. Orkiestra Papszuna nie fałszuje, bo jest świetnie zorganizowana i uniwersalna. Tam niemal każdy może zdobyć gola (na listę strzelców wpisało się aż 16 zawodników), choć teraz najskuteczniejszy jest Andrzej Niewulis, który w tym roku już trzykrotnie pakował piłkę do siatki przeciwnika.
tsz
PGE STAL – RAKÓW
sobota, godz. 15 (transmisja Polsat Sport)


