Na Nią zawsze można było liczyć. Zarówno w sprawach błahych, jak też trudnych i poważnych. Nie oceniała, ale starała się pomagać. Zawsze dostępna i bliska. Chyba nie ma osoby, która nie byłaby jej za coś wdzięczna. Dorota towarzyszyła nam codziennie. Odeszła za szybko i za wcześnie.
Do naszego zespołu dołączyła w 2008 r. i od razu się tu odnalazła. Łatwo nawiązywała kontakty i potrafiła się porozumieć ze zwyczajnym Kowalskim, jak i niezwyczajnym Wiśniewskim. Wiedziała niemal wszystko o wszystkich. Nigdy jednak nie nadużyła zaufania. Lubił ją każdy.
Nikt nie postrzegał jej jako zwykłej pani z sekretariatu. Była fenomenem. Zawsze w centrum. Łączyła, nie dzieliła. Obowiązkowa, dokładna i sprawiedliwa. Zorganizowana i stanowcza. Kiedy trzeba – poważna, innym razem wesoła, skora do żartów. Miała dystans do siebie i świata. Nie cierpiała arogancji. Potrafiła dostrzec to, co ważne, oddzielić ziarno od plew. Pokazywała, jak brać życie za rogi, gdy jest ciężko. Wydrukowała kiedyś hasło: „deszczu nie zatrzymasz, naucz się w nim tańczyć”. Uczyła cieszyć się chwilą. Inspirowała. Niejeden raz podrzuciła mądrą myśl, żartobliwe hasło, albo przepis na szybką sałatkę.
Mieszkała w Łańcucie. Do pracy w Rzeszowie dojeżdżała codziennie. Kiedy nadeszła pandemia i ludzie bali się jeździć środkami komunikacji miejskiej, ona nie zastanawiała się nad tym, bo po prostu musiała być na stanowisku. Na Podwisłoczu 46 nie było dnia, by ktoś jej nie potrzebował – od parteru aż po piąte piętro.
Kochała góry, szczególnie te wysokie. Marzyła o wakacjach.
Chciała być na wszystko gotowa. Zdawała się wyprzedzać sprawy o krok. Tylko na swoje odejście zupełnie nas nie przygotowała. W piątek pożyczyła nam miłego weekendu i wybiegła. Pożegnała się jak zawsze: „Do poniedziałku”. Nikomu do głowy nie przyszło, że mogłoby jej się coś stać, że już do nas nie wróci. Miała tylko 45 lat i tyle zadań do wykonania, tyle planów. Na biurku w sekretariacie leżą jeszcze dokumenty rozmieszczone jej ręką – te do wysyłki, tamte do zarchiwizowania… Wydaje się, że lada moment wejdzie, przesunie datę w kalendarzu, nada sprawom bieg. Za chwilę porozkłada nam codzienną prasę, uporządkuje tematy, albo rozstrzygnie kwestie sporne… I to tak, że wszyscy będą zadowoleni. Non stop łapiemy się na słowach: „Idź do Doroty…”, „Zapytaj Doroty”.
Niektórzy mówią, że człowieka można zastąpić. Dorotko, Ciebie nikt nie zastąpi.



5 Responses to "Dokonywała niemożliwego"