
POLSKA, RZESZÓW. W sanepidach na terenie całego kraju notowane są przypadki donosicielstwa. Czy mieszkańcy Podkarpaciu równie bacznym okiem obserwują swoich sąsiadów?
Polacy dzwonią najczęściej do sanepidu ze zgłoszeniem, że ich sąsiedzi mogą być nosicielami koronawirusa lub nie przestrzegają kwarantanny. Czy na Podkarpaciu donosicielstwo cieszy się podobnym „powodzeniem”?
Liczba osób objętych w Polsce kwarantanną wzrasta sukcesywnie z dnia na dzień. 14-dniowym aresztem domowym objętych będzie jeszcze większa liczba osób w ciągu najbliższych kilku dni. Wiąże się to z rządową akcją #LOTDoDomu. W teorii, osoby przebywające w czasowym zamknięciu powinny być kontrolowane przez policyjne służby, w praktyce okazuje się, że sąsiedzi w tej sprawie zastępują służby wzorowo.
– Telefony nam się urywają. Dzwoni kilkadziesiąt osób dziennie. Część to donosy – tłumaczy na łamach dziennika „Gazeta Prawna” jedna z pracownic sanepidu. W dalszej części relacji czytamy, że takich telefonów jest coraz więcej. W większości przypadków pracownicy sanepidu powinni osoby z wątpliwościami przekierowywać m.in. na infolinie uruchomione przez PZU oraz NFZ. – „Sąsiad kaszle, a wrócił z Włoch, co mam robić?”, to najdelikatniejsze z nich. Albo „proszę o radę, jak nakłonić znajomego, kolegę z pracy, żeby się zbadał” – wylicza przypadki jedna z pracownic pomorskiego sanepidu.
Jak podaje dziennik „Gazeta Prawna”, większość takich przypadków dotyczy głównie osób, które – zdaniem dzwoniącego – nie stosują się do ogólnych zaleceń wydanych przez Głównego Inspektora Sanitarnego. Donosy najczęściej dotyczą osób powracających z zagranicy i nie stosujących się do 14-dniowej kwarantanny. – Kuriozum, córka sąsiadki wróciła z Francji i od razu poszła sobie na spacer. Sąsiadka zgłosiła jej przyjazd dopiero jak zwróciliśmy jej na to uwagę – tłumaczy nam jedna z czytelniczek Super Nowości.
Chcieliśmy zapytać podkarpackie służby, jak sprawa z donosami wygląda na Podkarpaciu. Policja takich statystyk nie prowadzi, a w sprawie szczegółowych informacji zostaliśmy przekierowani do służb wojewody podkarpackiego. Tam usłyszeliśmy, że ludzie z naszego województwa nie wykazują tendencji do oficjalnego i telefonicznego donosicielstwa. – Nie otrzymaliśmy jeszcze zgłoszenia dotyczącego naruszenia kwarantanny – stwierdziła Małgorzata Waksmundzka-Szarek, rzecznik prasowy wojewody podkarpackiego.
Niemniej jednak, nawet w przypadku donosów, służby sanepidu bezradnie rozkładają ręce, gdyż zgodnie z prawem, jeżeli nie jest prowadzony nadzór epidemiologiczny, to nie ma podstawy prawnej, pozwalającej służbą pozyskiwać dane od osoby trzeciej. Z drugiej strony dobrze wiedzieć, że lokalna społeczność Podkarpacia stara się takie sprawy załatwiać „na własnym podwórku”, nie nakładając tym samym dodatkowych obowiązków na służby, które w ostatnim czasie mają sporo na głowie. Przypomnijmy, że osoby, które łamią zasady kwarantanny, muszą liczyć się z karą nawet do 5 tys. zł. W skrajnych przypadkach w grę wchodzi również zawiadomienie do prokuratury, w związku z tym, że dana osoba może zagrażać życiu i zdrowiu innych.



11 Responses to "Donosy do sanepidu"