Dopalacze ciągle w obiegu

W Rzeszowie funkcjonuje sklep z dopalaczami, które dla niepoznaki sprzedawane są pod nazwami akcesoriów modelarskich. Fot. Wit Hadło
W Rzeszowie funkcjonuje sklep z dopalaczami, które dla niepoznaki sprzedawane są pod nazwami akcesoriów modelarskich. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. Około 50 osób dziennie odwiedza sklep z dopalaczami. Zazwyczaj są to mężczyźni.

Od ponad dwóch miesięcy przy jednej z rzeszowskich ulic pod przykrywką akcesoriów modelarskich sprzedawane są dopalacze. Środki odurzające przybrały nazwę „sztucznego śniegu” czy „mchu irlandzkiego”, które w modelarstwie wykorzystywane są do wykonania np. makiety.

Sklep stacjonarny przy ul. Lenartowicza funkcjonuje na podobnych zasadach, jak w przypadku innych sklepów z dopalaczami, które pojawiły się w naszym mieście. – Mamy tutaj do czynienia z dwoma działalnościami gospodarczymi. Jeden podmiot wprowadza do obrotu liquidy i akcesoria do e-papierosów, natomiast drugi sprzedaje różnego rodzaju akcesoria modelarskie – mówi Jaromir Ślączka, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Rzeszowie. – Pod ich nazwami ukryte są dopalacze – dodaje.

17 kwietnia br. policja zabezpieczyła 40 opakowań zawierających proszek i susz. Część z nich przekazano do badań laboratoryjnych, które wykażą skład chemiczny produktów. Czy wyniki badań potwierdziły, że są to dopalacze? – Niestety, tych badań jeszcze nie mamy. Minimalny czas oczekiwania to dwa miesiące, więc trzeba będzie jeszcze na nie poczekać – wyjaśnia Ślęczka.

Do momentu otrzymania wyników sklep, w którym prawdopodobnie dochodzi do sprzedaży dopalaczy, ze względów prawnych nie może zostać zamknięty.

Klienci na zdjęciach
Każdego dnia osoby wchodzące do sklepu, gdzie można kupić dopalacze, są fotografowane przez Straż Miejską. – Fotografujemy tylko osoby nieletnie. Następnie fotografie uczniów przekazywane są do rzeszowskich szkół, gdzie zostaną rozpoznani przez dyrektorów i nauczycieli – wyjaśnia Jadwiga Jabłońska, zastępca komendanta Straży Miejskiej w Rzeszowie. Klientami są zarówno osoby nieletnie, jak dorośli. Każdego dnia sklep odwiedza około 50 osób. – Przeważnie są to chłopcy i mężczyźni, choć niestety trafiają się również dziewczęta – dodaje Jabłońska.

Niestety, nieletni klienci zapominają, że zakup dopalaczy niesie za sobą śmierć.

Agata Flak

4 Responses to "Dopalacze ciągle w obiegu"

Leave a Reply

Your email address will not be published.