
RZESZÓW. 25-letnia Jolanta Ś. z Dębicy była w 30. tygodniu ciąży ze skazanym Grzegorzem G.
Na najsurowszą karę – dożywotniego pozbawienia wolności skazał w piątek Sąd Okręgowy w Rzeszowie 34-letniego Grzegorza G. uznając, że zbrodni na 25-letniej szwagierce, która nosiła pod sercem owoc ich romansu dopuścił się w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Mężczyzna decyzją sądu został też pozbawiony praw publicznych na okres 8 lat (nie może m. in. brać udziału w głosowaniach), ma zapłacić rodzicom zamordowanej 25-latki po 250 tys. zł zadośćuczynienia oraz zwrócić im ponad 17 tys. zł, które wybrał z konta Jolanty Ś. po jej śmierci. 34-latek, który od dnia zatrzymania przebywa w areszcie tymczasowym nie pojawił się w sądzie na ogłoszeniu wyroku. Obecni byli natomiast rodzice zamordowanej 25-latki.
To oni w sierpniu 2016 r. zgłosili na komendzie policji w Dębicy jej zaginięcie. Jolanta Ś., której minął termin rozwiązania od dłuższego czasu nie kontaktowała się bowiem z rodziną. Minęły dwa dni od zgłoszenia, kiedy matka kobiety otrzymała SMS z telefonu córki z informacją, że urodziła, czuje się dobrze i zamierza sprzedać dziecko. Na koniec poprosiła, by jej nie szukać. Wiadomość brzmiała dziwnie, zupełnie inaczej niż SMS-y od Jolanty, dlatego kobieta znów zawiadomiła policję. Sprawa, którą początkowo prowadziła dębicka Prokuratura Rejonowa trafiła do Rzeszowa.
Śledczy ustalili, że ojcem dziecka kobiety jest 31-letni wówczas Grzegorz G., jej szwagier z którym nawiązała romans (ojcostwo mężczyzny potwierdziły późniejsze badania). Mieli zamieszkać wspólnie w wynajętym przez mężczyznę mieszkaniu w Dębicy. Śledczy podejrzewając, że Grzegorz G. może mieć coś wspólnego z zaginięciem 25-latki, zatrzymali go i przesłuchali. Na tamtą chwilę brak było jednak dowodów, by udowodnić mu bezpośredni związek z jej zniknięciem.
W toku postępowania odkryto również, że Jolanta Ś. zaginęła tak naprawdę w maju. Była wówczas w siódmym miesiącu ciąży. W międzyczasie ktoś sprzedał jej samochód, pozbył się telefonu, wybierał pieniądze z jej konta. Jednak pytanie „gdzie jest kobieta” wciąż pozostawało bez odpowiedzi…
Zatrzymanie Grzegorza G.
Wszystko zmieniło się w listopadzie, kiedy to w równie tajemniczych okolicznościach zaginął Grzegorz G. O jego zniknięciu zawiadomiła policjantów jego żona – siostra zaginionej Jolanty. Wraz z Grzegorzem zniknęła z firmy w której pracował elektronika przemysłowa o wartości przeszło pół miliona złotych. Funkcjonariusze rozpoczęli jego intensywne poszukiwania. Mężczyzna wpadł w zasadzkę policji 30 listopada 2016 r., gdy w nocy pojawił się w swoim mieszkaniu.
To właśnie wtedy wyszła na jaw prawda o śmierci 25-latki. Grzegorz G. przyznał się, że ma związek ze zniknięciem Jolanty Ś. i wskazał miejsce ukrycia jej zwłok. Ciało Jolanty Ś. zostało odnalezione w piątek 2 grudnia w lesie w okolicy Ropczyc. Mężczyzna zakopał je na głębokości ok. pół metra, a miejsce to polał chemiczną substancją, by ciała nie wywęszyły zwierzęta. Jak się wtedy okazało, pieniądze ze sprzedaży skradzionego sprzętu miały mu umożliwić ucieczkę za granicę.
Tragiczna prawda o zabójstwie
Jolanta Ś. została zamordowana w nocy z 20 na 21 maja 2016 r. w Borowej niedaleko zjazdu z autostrady A4, 15 km od Straszęcina. Jak ustalono w trakcie prokuratorskiego śledztwa, pomiędzy Grzegorzem G., a 25-latką doszło wtedy do kłótni w czasie której Grzegorz G. zepchnął kobietę z około 15 metrowego nasypu. Następnie, działając umyślnie, w zamiarze bezpośrednim pozbawienia życia, zadał pokrzywdzonej kilkakrotnie uderzenia w głowę narzędziem tępym, czym spowodował u niej liczne rany w okolicy czołowo-ciemieniowej i potylicznej, skutkujące narastającą niewydolnością krążeniowo-oddechową, spowodowaną krwotokiem zewnętrznym z licznych ran tłuczonych głowy i zachłyśnięciem się krwią do dróg oddechowych i płuc, skutkujące zgonem pokrzywdzonej, przy czym czynu tego dopuścił się w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie – opisywał ogłaszając w piątek wyrok sędzia Tomasz Wojciechowski.
Jak wiadomo z ustaleń prokuratury, ciosy w głowę kobieta otrzymała cegłą. Następnie Grzegorz G. przeniósł jej zwłoki do bagażnika samochodu i odjechał. Po drodze zatrzymał się i dobił konającą 25-latkę zadając jej cios nożem w szyję. Przez kilka dni mężczyzna przetrzymywał ciało Jolanty G. w bagażniku samochodu, szukając miejsca, w którym będzie mógł ukryć zwłoki. Ostatecznie zakopał je w lesie.
Grzegorz G. został uznany winnym również pozostałych zarzucanych mu przez prokuraturę czynów: kradzieży samochodu i pieniędzy ofiary, usiłowania dwóch oszustw i okradzenia swojego pracodawcy (sprzęt sprzedał dwójce paserów z Krakowa, którzy wraz z nim zostali skazani w tym procesie) oraz próby ucieczki z konwoju.
Wyrok jest nieprawomocny.
Katarzyna Szczyrek


