Dramat poronienia cz.1

To nieprawda, że pochówek przynależy tylko tym dzieciom, które spełniły odpowiednie warunki, czyli przekroczyły któryś tydzień życia lub wagę. Nawet najmniejsze dziecko rodzice mają prawo pochować zgodnie ze swoją wolą. Fot. Bogdan Myśliwiec
To nieprawda, że pochówek przynależy tylko tym dzieciom, które spełniły odpowiednie warunki, czyli przekroczyły któryś tydzień życia lub wagę. Nawet najmniejsze dziecko rodzice mają prawo pochować zgodnie ze swoją wolą. Fot. Bogdan Myśliwiec

Fundacja Przetrwać Cierpienie publikuje raport „Szpitale wobec rodziców po stracie dziecka”. Według jej danych, rocznie w Polsce dramat poronienia przeżywa nawet 40 tysięcy rodzin.

Czasami są tak maleńkie, że mogłyby się zmieścić w dłoni, czasami do ich objęcia potrzeba byłoby już obu rąk. Dzieci poronione. Ich matki zrobiłyby wszystko, by móc przytulić je do serca, ale zamiast tego muszą znaleźć sposób, by pochować z godnością te, którym nie było dane urodzić się żywymi.

Ból poronienia mogą zrozumieć tylko te kobiety, które mogły go doświadczyć. Nawet mężczyźni, którzy muszą zmierzyć się z utratą nienarodzonego dziecka, nie odczuwają tak jego straty, jak te, które nosiły je pod własnym sercem, które czuły, jak się porusza, nasłuchiwały bicia jego maleńkiego serca. Mogły nawet nie wiedzieć jeszcze, że tak bardzo je pokochają. Zrozumiały to dopiero wtedy, gdy je straciły.

Ja też jestem dzieckiem
Kampania „Ja też jestem dzieckiem”, organizowana przez Fundację Przetrwać Cierpienie, ma zwrócić uwagę na to, że służby medyczne – pozwalając rodzicom na pochowanie płodu lub dziecka, które zmarło przy porodzie – mogą znacznie zmniejszyć skalę przeżywanej przez nich cierpienia. Krótsza długość ciąży przed poronieniem nie powinna być powodem na skazywanie rodziców na większą depresję. A według Fundacji Przetrwać Cierpienie, dramat poronienia dotyka w Polsce nawet 40 tysięcy rodzin.

– Celem kampanii jest przekazanie wszystkim oddziałom położniczym, ginekologicznym oraz patologii ciąży w Polsce materiałów informacyjnych dla rodziców, w których zawarte będą informacje o prawach, jakie im przysługują po stracie dziecka, oraz dla personelu medycznego, jak zachować się wobec rodziców, którzy dowiadują się o śmierci swojego dziecka – przyznaje Małgorzata Ostrowska-Czaja, prezes fundacji.

Została tylko karta ciąży
– Moje maleństwo opuściło mnie w 6 tygodniu ciąży. Nagle, niemal bez powodu. Nie zdążyłam się do niego jeszcze przywiązać, nie zdążyłam pokazać mu w pełni, jak bardzo je pokochałam. Odeszło – mimo moich protestów. Dookoła wszyscy wydawali się rozumieć sytuację i współczuć. Ale czy rzeczywiście rozumieli? Nikt nie traktował mojego dziecka jak dziecka prawdziwego. Dla innych ludzi to była po prostu ciąża. Bliscy żałowali, że tak się stało. Rodzice moi i mojego męża cieszyli się już, że zostaną dziadkami, a potem tę radość im odebrano. Ale nikt oprócz mnie nie płakał po dziecku – zwierza się kobieta, która po utracie nienarodzonego dziecka umieściła swoją historię na internetowym blogu dla osób, które przeżywają podobny dramat. – Tak wczesna ciąża, brak zdjęć USG, brak śladu, który moje maleństwo zostawiłoby po sobie – tylko karta ciąży… Nie było pogrzebu ani grobu, ani jawnej żałoby…

Coraz więcej przyjaznych szpitali
Badania dotyczące sytuacji rodziców, którzy utracili nienarodzone dziecko, Fundacja Przetrwać Cierpienie prowadziła od grudnia 2012 do maja 2014 roku. Zostały one oparte na statystykach udostępnionych przez 324 psychologów oraz 600 psychiatrów z całej Polski. W badaniu wzięto również pod uwagę opinię blisko 214 000 rodzin, które utraciły dziecko. Liczba przyjaznych szpitali rodzinom, które utraciły dziecko, wyniosła 316. Dzięki badaniu udało się także określić skalę tego problemu.

– W Polsce dochodzi do ok. 40 tys. poronień rocznie – począwszy od niskich do wysokich ciąż. Około 27 procent rodziców, którzy utracili nienarodzone dziecko, nie ma możliwości pożegnania się z nim ani zorganizowania godnego pochówku. Głównymi przyczynami takiej sytuacji jest niewiedza rodziców oraz nieznajomość prawa – mówi Małgorzata Ostrowska-Czaja. Z naszych danych wynika także, że 40 procent par, które straciły nienarodzone dziecko, nie wymaga pomocy specjalisty – wystarcza im obecność i zrozumienie bliskich. 10 procent par, które straciły nienarodzone dziecko, przeżywa kryzys, a w konsekwencji – rozstaje się. Jedna trzecia kobiet, które doświadczyły poronienia, popada w depresję wymagającą leczenia psychiatrycznego, a dla około 30 procent wystarczająca jest pomoc psychologiczna. Aż siedem procent kobiet z nieleczoną depresją po poronieniu podejmuje krok targnięcia się na własne życie.

Czarny spis słów gruboskórnych ginekologów
Czy faktycznie jest aż tak źle? Kobiety, które przeżyły poronienie, przyznają, że ich najbliższym trudno jest nieraz zrozumieć to, co przeżywają po stracie dziecka. Największy żal mają jednak do lekarzy, którzy w dramatycznych dla nich chwilach wykazują się nieraz kompletnym brakiem taktu i gruboskórnością. Dla wielu Internet i fora internetowe, na których mogą spotkać osoby, które wiedzą co czują, stają się miejscem zwierzeń, miejscem pocieszenia i wypowiedzenia żalu, który noszą w sobie.
Na jednym z takich forów kobiety założyły nawet wątek pod nazwą „słowa, które nigdy nie powinny paść”. Z ich wpisów powstał już swoisty czarny spis najbardziej przykrych zachowań lekarzy i pielęgniarek, które miały nieszczęście spotkać w chwili poronienia.

Słowa mają magiczną moc: mogą podnieść człowieka na duchu, dać mu nadzieję, pociechę. Mogą też być źródłem dodatkowego cierpienia. Słowa, które padają w szpitalu, są niezwykle ważne. – To, jak lekarz zwraca się do pacjentki, rodziców przeżywających właśnie stratę dziecka, to, w jaki sposób informuje ich o tym, że dziecko już się nie rozwija, jest bardzo ważne – mówi jedna z mam poronionego dziecka.

Dramat poronienia to nie tylko chwila, w której rodzice dziecka dowiadują się, że ono nie żyje, ale także czas, w którym należy usunąć je z łona kobiety. Dla wielu ciężarnych to ta chwila jest najbardziej dramatyczna.

– Po zabiegu dostałam dokumentację, w której było napisane, że wyskrobiny zostały usunięte. Zrobiło mi się słabo i zalałam się łzami. Wyskrobiny?! Moje najdroższe dziecko, mój skarb, którego nigdy nie było dane mi przytulić? Jak można być tak bezdusznym? Chciałam uciec ze szpitala w tym, w czym leżałam. Byle dalej od tego koszmarnego miejsca – wspomina matka utraconego dziecka.

Mają prawo do pochówku
Zgodnie z obowiązującym prawem w Polsce rodzice mają prawo pochować dziecko, obojętnie na jakim etapie ciąży doszło do jej zakończenia. Jeżeli dziecko urodziło się martwe, zgłoszenie takiego zdarzenia powinno nastąpić w ciągu 3 dni. W takim przypadku sporządza się akt urodzenia z adnotacją w rubryce „Uwagi”, że dziecko urodziło się martwe; aktu zgonu nie sporządza się. Co ważne, przepisy żadnego aktu prawnego nie wskazują, że zgłoszenie urodzenia nie dotyczy dzieci poniżej określonej wagi lub gdy ciąża trwała krócej niż 22 tygodnie. Natomiast zwłoki dzieci martwo urodzonych są chowane przez osoby uprawnione. Na wniosek osób uprawnionych zwłoki te mogą być także spopielone przez zakłady opieki zdrowotnej dysponujące odpowiednimi urządzeniami do tego celu.

Już w poniedziałkowych Super Nowościach, w drugiej części artykułu, pełna lista podkarpackich szpitali, które w raporcie Fundacji Przetrwać Cierpienie zostały uznane przez rodziców dzieci poronionych jako przyjazne. Lekarze i położne w tych szpitalach potrafili otoczyć opieką cierpiące pacjentki i wykazali się taktem w tak trudniej dla nich sytuacji.

Małgorzata Rokoszewska

2 Responses to "Dramat poronienia cz.1"

Leave a Reply

Your email address will not be published.