Do naszej redakcji zwróciła się pracownica jednego z rzeszowskich szpitali, która opisuje sytuację w lecznicy. Brak personelu, maseczek i kombinezonów, a do tego nieodpowiedzialność pacjentek, ukrywających kontakt z osobami, które mogą mieć koronawirusa. Poniżej publikujemy pełną treść listu:
„Jestem z Rzeszowa. Pracuję w dużym prywatnym szpitalu położniczo-ginekologicznym. To co się u nas dzieje to prawdziwy Armagedon. Przede wszystkim brakuje ludzi do pracy. Od dawna na oddziale brakuje personelu, lecz teraz jest naprawdę dramatycznie. Koleżanki z oddziału, które mają małe dzieci zdecydowały się na opiekę nad nimi. Na polu walki pozostałyśmy my, młode dziewczyny na kontrakcie oraz nasze starsze koleżanki. Brakuje nam już sił.
Codziennie mamy kilkadziesiąt nowych przyjęć. Zdarza się, że pacjentki celowo ukrywają, że miały kontakt z osobą, która mogła być zarażona wirusem. Jesteśmy bezradne. Nikt nie dba o nasze bezpieczeństwo. To tylko kwestia czasu, aż również i u nas pojawi się wirus, a może już jest, ale oczywiście nikt nie wykonuje testów. Nie mamy maseczek, gogli i kombinezonów. Lekarze ograniczają kontakt z pacjentami do minimum, my za to jesteśmy wysunięte na sam przód. Szpital zamknięty jest dla odwiedzających, z tego też powodu pacjentki mogą liczyć wyłącznie na naszą pomoc. Matki w połogu, noworodki zdrowe, chore i wcześniaki w inkubatorach, wszyscy polegają na nas. A co jeśli ktoś z nas już ma wirusa i rozsieje go na cały oddział? Po dyżurze wracamy do domu i padamy z wycieńczenia, fizycznego ale przede wszystkim psychicznego. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć co przyniesie jutro.
Bardzo cieszy mnie niesamowity odzew społeczeństwa i ofiarowanie pomocy osobom walczącym z epidemią. Ludzie pomagają, dziękują personelowi szpitali zakaźnych, w które obecnie dzięki Bogu świecą pustkami.
Proszę jednak o zwrócenie uwagi na pozostałe osoby pracujące z pacjentem i trudną sytuację w jakiej się znajdują.
Proszę o podjęcie tematu zatajania przez pacjentów kontaktów z osobami z grupy ryzyka zarażeniem koronawirusem, za to powinni ponieść odpowiedzialność karną. Na początku ucierpimy my, później nasi pacjenci, a na końcu całe społeczeństwo.”



21 Responses to "Dramatyczny apel z rzeszowskiego szpitala"