STAL RZESZÓW – CHEŁMIANKA CHEŁM. Goście w ostatnim kwadransie strzelili trzy gole. Tego ostatniego sędzia im nie uznał.
Gdy w 76 minucie Stal za sprawą Konrada Macy podwyższyła na 3-0, mało kto się spodziewał, iż mecz przerodzi się w dreszczowiec. Okazało się jednak, iż rzeszowianie nie wyciągają lekcji z poprzednich spotkań.
Zaledwie przed tygodniem biało-niebiescy nie umieli postawić kropki nad „i” w Jarosławiu. Zremisowali 2-2, tracąc gola w ostatniej minucie. Z Chełmianką punktów nie oddali, choć byli bliscy spektakularnej katastrofy. Już w doliczonym czasie gry goście zdołali wyrównać, lecz sędzia odgwizdał spalonego. – Chłopcy rzucili się do niego z pretensjami, ale ja wolę się wstrzymać z wydawaniem wyroków do czasu obejrzenia powtórki na wideo – spokojnie tłumaczył na konferencji prasowej Artur Bożyk, opiekun Chełmianki, która przegrała wszystkie siedem spotkań ze Stalą!
Kto walczy o awans?
Gospodarze rozpoczęli kapitalnie. Piotr Prędota strzelił swoją czwartą i piątą bramkę w sezonie – najpierw głową, potem precyzyjnym, technicznym uderzeniem przy słupku. Trzeba też pochwalić podających – Łukasza Szczoczarza i Sebastiana Brockiego. W 35 minucie powinno być 3-0, ale „Szczota” strzelił wprost w bramkarza. Pomocnik Stali nie miał w sobotę szczęścia w polu karnym. Na początku II połowy z metra nie wepchnął piłki do bramki. Zamiast cieszyć się z gola, zagryzał wargi z bólu, bo uderzył głową w słupek. W tej części biało-niebiescy już nie górowali nad rywalem, który podkręcił tempo i pokazał, że wie, co to jest gra na dwa, trzy kontakty.
– W drugiej połowie kibice nie orientujący się w strojach i składach mogliby pomyśleć, że to zespół grający na zielono walczy o awans. Oczywiście zapłaciliśmy za to, że się odkryliśmy, lecz gdybym miał piłkarzy lepiej wyszkolonych technicznie, to kto wie, jak ten mecz by się zakończył – podkreślał szkoleniowiec Chełmianki. – Nie zgadzam się, że rywal był słaby technicznie. Mieliśmy kłopoty z powstrzymaniem jego ofensywnych piłkarzy – odpowiadał Marcin Wołowiec, trener Stali.
Z dedykacją dla Nalepy
Do 80 minuty przyjezdni walczyli o zachowanie twarzy. – W przerwie powiedzieliśmy sobie, że musimy pokazać charakter – opowiadał Bożyk. Gdy rezerwowy Maca skorzystał z kapitalnej asysty Macieja Maślanego i zrobiło się 3-0, nic nie wskazywało, iż będziemy świadkami emocjonującego finiszu. Tymczasem obrońcy gospodarzy zabawili się w świętego Mikołaja (przy obu bramkach dla Chełmianki fatalnie zachował się Peter Suswam) i wróciły koszmary z przeszłości. – Czy to rozkojarzenie? Wiem tylko, że znów wychodzimy na drugą połowę, zaczynamy szanować wynik i zostawiamy rywalowi zbyt dużo miejsca. Tym razem skończyło się szczęśliwie. Zwycięstwo dedykuję Grześkowi Nalepie (II trenerowi, który odszedł z klubu, nie mogąc się doczekać na wypłaty – red.). Mam nadzieję, że szybko wrócimy do współpracy – spuentował zatroskany Wołowiec.
STAL Rzeszów 3
CHEŁMIANKA 2
(2-0)
1-0 Prędota (4.), 2-0 Prędota (16.), 3-0 Maca (76.), 3-1 Wójcik (80.), 3-2 Prytuliak (90. – karny)
STAL: Kaszuba – Konrad Hus, Drelich (78. Baran), Szybko, Suswam – Szczoczarz (62. Szymański), Kanach (83. Zieliński), Szeliga, Maślany – Brocki (73. Maca), Prędota.
CHEŁMIANKA: Pawlak – Bednarek, Mazurek, Grzywna, Kwiatkowski – Fornal, Jankowski (46. Koprucha), Prytuliak, Wójcik, Kobiałka – Tomalski.
Sędziował: Piotr Kozłowski (Lublin). Żółte kartki: Baran, Suswam, Maca – Wójcik, Grzywna, Kobiałka. Widzów: 200.
Tomasz Szeliga
[print_gllr id=161523]


