
PRZEMYŚL. Mieszkańcy mają dość jeżdżenia po dziurach!
Zasańskie osiedle Rogozińskiego jest jednym z większych w Przemyślu. Jednak jak mówią mieszkańcy, gdzieniegdzie jest tu tak, jak „na ukraińskiej wsi”. Przy blokach nr 11 i 15 znajduje się ciąg garaży, około 70. Droga , która do nich prowadzi przypomina szwajcarski ser, tak wiele w niej dziur i to głębokich. Właściciele garaży płacą za grunt, na którym są pomieszczenia niemało miesięcznie, bo blisko 40 złotych do Przemyskiej Spółdzielni Mieszkaniowej i oczekują, że spółdzielnia „zrobi” porządną drogę. Tymczasem jej prezes, Zbigniew Kurosz podkreśla, że nie jest na razie przygotowany na taki koszt, a właściciele garaży sami zdecydowali, że nie będą płacić na fundusz remontowy.
Sprawa jest dość skomplikowana, bo w zasadzie grunt, na którym stoją garaże należy do miasta, a PSM dzierżawi go wieczyście. Spytać by mnożna „Cóż to ma do rzeczy”, ale zdaniem prezesa Kurosza wiele. – Z tych niecałych 40 złotych, które płacą właściciele garaży nam, do kasy PSM trafia zaledwie 6,70 złotego – wyjaśnia prezes Kurosz. – Reszta idzie na podatki – dodaje.
– Naszym zdaniem 40 złotych za grunt pod garaże miesięcznie, to bardzo dużo – mówią z kolei mieszkańcy. – Garaże są nasze, sami musimy dbać o takie rzeczy, jak na przykład drzwi do nich, a ostatnio polecono nam wszystkim je pomalować – tłumaczą. – Chyba naturalnym jest, że za takie pieniądze oczekujemy, że będzie tu normalna droga? – pytają. – Tymczasem wygląda ona jak na zapadłej wsi na Ukrainie: dziura na dziurze, błoto po deszczu – wyliczają. – Pomijając już estetykę, paru kierowców już słono zapłaciło za jazdę po tej nawierzchni – przekonują. – Chcemy, by drogę zrobiono porządnie, bo tak, jak jest robiona teraz nas nie urządza – podkreślają. – Tu zasypia, tam wychodzi dziura – wyjaśniają.

Zbigniew Kurosz nie zaprzecza, że „dojazdówka” do garaży na Rogozińskiego jest w fatalnym stanie, ale mówi wprost, że nie ma w tej chwili pieniędzy na to, by „zrobić” ją nową. – Proponowałem właścicielom garaży, a nie wszyscy oni są mieszkańcami pobliskich bloków, by płacili na fundusz remontowy – tłumaczy prezes PSM. – Byłoby to około 10 złotych miesięcznie. Ale odmówili i do funduszu remontowego się nie dokładają. Tymczasem mieszkańcy osiedla widzą pilniejsze potrzeby niż ta droga, na przykład ocieplenie budynków i musimy się z tym liczyć – dodaje Z. Kurosz. – Tere fere – kwitują te tłumaczenia właściciele garaży. – I tak płacimy słono za ziemię pod naszymi garażami, więc jasne, ze na fundusz remontowy już dopłacać nie chcemy – stwierdzają. – Ale przecież z tej drogi korzystamy nie tylko my! Dojeżdżają nią do bloków zmotoryzowani mieszkańcy, którzy nie mają garaży, odwiedzający lokatorów, taksówki i nierzadko też, bo starszych ludzi tu nie brak, karetki pogotowia – wyliczają. – Nie jest więc tak, że ta droga jest tylko dla nas i my z niej korzystamy, a reszta nie – zauważają.
Prezes PSM zapewnił, że postara się jak najszybciej wykonać chociaż część „dojazdówki”, ale właściciele garaży chcieliby, by stało się to zaraz i naprawiono całość. – Coś te wyliczenia prezesa nas nie przekonują – przyznają. – Skoro my sami mamy sobie zapłacić za remont drogi, to być może się na to zdecydujemy – zapowiadają. – Ale wówczas to pasowałoby postawić szlaban i pobierać kasę od tych, co chcą przejechać, a garażu tu nie mają – stwierdzają.
Sprawą zainteresowali się nowo wybrana szefowa rady osiedla Edyta Łobaza i miejski radny Tomasz Leszczyński (Kukiz’15) obiecując, że spróbują rozeznać ją i pomóc.
Monika Kamińska



3 Responses to "Droga do garaży, jak na ukraińskiej wiosce"