
Z Rzeszowa na podium Mistrzostw Świata Taijiquan.
Gdyby 10 lat temu ktoś powiedział Annie Kubiak, że będzie jedną z najlepszych zawodniczek na świecie w Tai Chi z pewnością by nie uwierzyła. Nie miała pojęcia, czym właściwie jest Tai Chi, a na pierwszy trening… wyciągnęła ją mama. Ania miała być tylko „osobą towarzyszącą”, a przy okazji aktywnie spędzić czas. Odkryła jednak, że chce to robić przez resztę życia. Dziś jest wielokrotną mistrzynią Polski i Europy, a przede wszystkim podwójną wicemistrzynią świata w Taijiquan (Tai Chi)!
– Od zawsze interesowałam się kulturą azjatycką, ale nigdy nie pomyślałam, że mogłabym to w jakikolwiek sposób połączyć z rozwijaniem umiejętności fizycznych – wyznaje pochodząca z Rzeszowa Anna Kubiak. – Szczerze mówiąc, wcześniej nic o tym nie wiedziałam, a na pierwszy trening poszłam jako „osoba towarzysząca”, bo chciałam dodać animuszu mamie.
Paradoksalnie to ja znalazłam coś dla siebie. Na początku to była forma aktywności, raczej rekreacja. Nigdy nie myślałam o startowaniu w zawodach – wspomina Ania. Okazało się jednak, że ma talent. Większy niż mogła przypuszczać. Stosunkowo szybko przeszła więc na zawodowstwo. – Rzadko kiedy ktoś z własnej woli startuje na zawodach. Zwykle ta zachęta przychodzi od trenera czy zawodników – śmieje się. – Kiedy zaczynałam, nie było wiele osób, które startowały, zwłaszcza w Polsce, w związku z czym moje pierwsze zawody były bardzo nerwowe – przyznaje. Wielki stres można jednak przekuć na coś pozytywnego. To porządny zastrzyk adrenaliny, a jak twierdzi, tego potrzebuje jako sportowiec. – Poza tym traktuję zawody jak sprawdzian, który pokazuje, na jakim jestem poziomie i nad czym powinnam popracować -tłumaczy Ania.
Wydawałoby się, że sztuki walki to typowo azjatycka dyscyplina, a mieszkańcy Dalekiego Wschodu są nie do pokonania. – Konkurencje charakteryzują się określoną specyfiką. W niektórych cenione są bardziej elementy akrobatyczne, w innych technika wykonania. W związku z tym prym wiodą w nich różnych różne osoby, natomiast Azjaci mają nad nami taką przewagę, że oni trenują naprawdę zawodowo – dwa, trzy razy dziennie codziennie i mają mocne dofinansowanie od państwa, co daje im większe możliwości – zauważa Anna. Zawodnicy z Polski prowadzą do tego normalne życie – uczą się, chodzą do pracy czy na studia. Rzeszowianka pracuje w szkole językowej, gdzie uczy dzieci języka angielskiego.
Pomimo tego, że mieszka obecnie w Warszawie i reprezentuje Polskę, cały czas „przyznaje się” do swojej małej ojczyzny. – W Rzeszowie zaczynałam i czuję się związana z miastem. Przeniosłam się do Warszawy głównie po to, żeby rozwijać sferę sportową, która jest dla mnie priorytetem – przekonuje. Głównie ze względu na możliwość brania regularnego udziału w treningach kadry Taijiquan, które organizowane są w stolicy.
Dwukrotna wicemistrzyni świata
– Żeby reprezentować kraj, zawodnik musi wystąpić na mistrzostwach Polski, uzyskać odpowiednio wysoki wynik i wtedy kwalifikuje się na treningi kadry. Jeśli trener kadry PZWS (Polskiego Związku Wushu) uzna, że stać go na więcej, jedzie na zawody międzynarodowe – wyjaśnia zawodniczka. Wielkie osiągnięcia zapewniły rzeszowiance miejsce w kadrze Polski. Anna Kubiak jest dziś multimedalistką Mistrzostw Polski i Pucharu Polskia, a także złotą i srebrną medalistką 10. Mistrzostw Europy Wushu, 4. Mistrzostw Europy Wushu Tradycyjnego i 3. Mistrzostw Europy Taijiquan. Co uważa za swoje największe osiągnięcie? Obrona tytułu wicemistrza świata w zeszłym roku. W 2016 r w turnieju głównym 2. Mistrzostw Świata Taijiquan zdobyła srebro. Dwa lata później, na 3. Mistrzostwach Świata Taijiquan w Burgas powtórzyła sukces. A to nie lada wyczyn!
MŚ odbywają się cyklicznie – co 2 lata i dzielą się na turniej główny, o wyższej randze i wyższym poziomie trudności, gdzie przyznaje się medale za trzy pierwsze miejsca oraz na konkurencje demonstracyjne o niższej randze i poziomie trudności. Tutaj pierwsze 20 proc. startujących otrzymuje „nagrodę 1 kategorii”, kolejne 20 proc. – „nagrodę 2 kategorii”, a 30 proc. następnych – „nagrodę 3 kategorii”. – Celem konkurencji demonstracyjnych jest promocja Wushu i Taijiquan jako sportu amatorskiego, dlatego zarówno wymagania jak i ranga przyznawanych nagród są odpowiednio niższe – tłumaczy Michał Ignatowicz, trener kadry.

Co ważne, konkurencji i kategorii wiekowych jest dość dużo, niekiedy może się więc zdarzyć tak, że w danej grupie startuje tylko 2 lub 3 zawodników. – Wygrana z jednym zawodnikiem i przypisanie sobie tytułu mistrza świata, lub przegranie z jedynym zawodnikiem, i ogłaszanie że jest się wicemistrzem świata, nie jest zbyt poważne. Polskie Ministerstwo Sportu rozwiązało ten problem: aby wynik był wiążący dla Ministerstwa, i aby zawodnik kwalifikował się do nagrody, w jego konkurencji musi startować co najmniej 12 zawodników z 8 różnych państw. Polski Związek Wushu stosuje się do tej zasady w odniesieniu do używania tytułów mistrza lub wicemistrza świata – mówi Michał Ignatowicz. Mistrzem świata można być więc tylko startując w konkurencjach, gdzie przyznawane są medale za 1, 2 i 3 miejsce i startuje w nich minimalnie 12 zawodników z co najmniej 8 państw. Obecnie rzeszowianka jest jedyną polską zawodniczką w konkurencjach Taolu, która spełniła ten wymóg i na Mistrzostwach Świata Taijiquan w turnieju głównym zajęła drugie miejsce. Jest to jak dotąd najwyższy wynik wśród naszych zawodników Wushu .
Jak dojść do tak wysokiego poziomu? – Staram się to łączyć Tai Chi z pracą i innymi zajęciami, ale też po prostu nie mogę bez tego żyć. Treningi to dla mnie najlepsze zakończeniem dnia. Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej! Nawet jeśli są potwornie ciężkie, z zmęczenie fizyczne i psychiczne daje o sobie znać – zwłaszcza bliżej zawodów – przyznaje medalistka. Poza tym nic nie zastąpi momentu, kiedy staje w jednym rzędzie ze światową czołówką Tai Chi. – Podium daje mi pewność, że ciężka praca się opłaca. Czuję wtedy dumę, ale też wdzięczność wobec osób, które mnie wspierały podczas treningów czy też finansowo. To taka mieszanka pozytywnych emocji – opisuje Ania.
Na lekcjach w… Chinach
Wicemistrzyni jest przekonana, że jej sukcesy są dopiero początkiem medalowej kolekcji Polaków na MŚ. – Mam nadzieję, że to tylko kwestia czasu. Kadra jest na wysokim poziomie i trenuje pod okiem świetnego eksperta – Michała Ignatowicza, który jest trenerem klubowym, a także trenerem kadry Polskiego Związku Wushu. Poza tym posiada międzynarodowe uprawnienia sędziowskie International Wushu Federation. – Jest również członkiem komitetu technicznego International Wushu Federation – organizacji, w której zrzeszone są wszystkie krajowe związki Wushu oraz federacje kontynentalne. To dobrze wyszkolony zawodnik, sam brał udział w zawodach, a do tego cyklicznie wyjeżdża do Chin, żeby się szkolić i przekazywać nam tę wiedzę – wylicza Ania. Sama również miała to szczęście. Spędziła w Chinach miesiąc na szkoleniu u topowego chińskiego zawodnika. -To duży zaszczyt, że mogłam się od niego uczyć. Do tej pory to wspominam. Było ciężko, musiałam się mocno zahartować fizycznie i psychicznie, ale bardzo wiele mi to dało. Co innego kiedy trenuje się kilka razy w tygodniu, a inaczej gdy myśli się wyłącznie o treningach i trenuje codziennie. Szkoleniowiec i trener poświęcili mi mnóstwo uwagi, więc czułam się bardzo doceniona – wyznaje.
– Ania od kilku lat wygrywa również złote medale na Mistrzostwach Europy i oczywiście na Mistrzostwach Polski, co oznacza, że jest zdolnym i wytrwałym sportowcem. Obok jej zwycięstw przeżyliśmy razem również porażki i miejsca odległe od medalowych, i jako trener mogłem obserwować, jak Ania radzi sobie ze stresem, przegraną, a także jak przyjmuje wygrane – zauważa trener Ignatowicz. – Zabrzmi to jak truizm, ale walka o medale to nużąca, codzienna praca na treningach, rozwiązywanie życiowych trudności, które dotyczą każdego z nas, zmaganie się z kontuzjami, niespodziewanych brakiem formy lub koncentracji w czasie startów, itd. Dlatego dla mnie sukces każdego zawodnika jest ogromnie cenny – podkreśla.
– Dziś to ogromna część mojego życia, z której nie mogę zrezygnować -zapewnia Ania. – Jeżeli poświęca się czemuś tyle czasu i wysiłku, staje się to sposobem na życie.


