
II LIGA. Resovia zapłaci karę za odpalanie rac przez jej kibiców, ale czy na tym sankcje PZPN się skończą?
– Ponoć PZPN chce, by do końca sezonu Resovia rozgrywała mecze w Rzeszowie przy pustych trybunach. Sprawdźcie to – usłyszeliśmy w poniedziałek wieczorem od jednego z kibiców będących blisko klubu. – Nic o tym nie wiem i prawdę mówiąc, nie wyobrażam sobie, że mogłoby do tego dojść – odpowiada Adam Sadecki, prezes piłkarskiej sekcji Resovii.
Pewne jest, że „pasiaki” kary nie unikną. To konsekwencja odpalenia rac przez kibiców. Zgodnie z taryfikatorem PZPN, za odpalenie jednej racy klub musi zapłacić 500 zł. Nie wiemy, co napisał delegat w swoim raporcie, ale zapewne nie umknął jego uwadze fakt, iż pirotechniki było więcej, a palące się race spadły na lekkoatletyczną bieżnię. – To było absolutnie naganne. Kibice, którzy rzucali race poza ogrodzenie, zachowali się skrajnie nieodpowiedzialnie, żeby nie użyć słów bardziej dosadnych – denerwuje się prezes Sadecki – A rozmawialiśmy z liderami kibiców, którzy zapewniali, że utrzymają dyscyplinę w grupie. Upilnowanie wszystkich okazało się jednak niemożliwe.
Co jest w raporcie delegata?
Resovia w tym sezonie zapłaciła już karę w wysokości 5 tysięcy zł, za to, że kibice wznosili okrzyki „Jude!”. Gdyby nie race, sobotnie derby mogłyby się zbilansować, bo koszt organizacji meczu wyniósł ok. 20 tysięcy zł, a wpływy z biletów to ok. 18 tysięcy zł. Czy jednak informacja o rzekomym zamknięciu stadionu dla kibiców to zwykła plotka?
– Będę mądrzejszy po czwartkowym posiedzeniu, po zapoznaniu się z raportem delegata – tłumaczy Artur Jędrych, przewodniczący Wydziału Dyscypliny PZPN – Ilość rac nie decyduje o zamknięciu stadionu, ale jeśli okazałoby się, że porządkowi pomagali wnieść środki pirotechniczne, ustawowo zakazane, to osobiście wnioskowałbym o najwyższy wymiar kary.
W nomenklaturze PZPN ważną rolę odgrywa tzw. recydywa. – Analizujemy ile razy w danym sezonie i za jakie przewinienia klub był karany. Jeśli to nie był pierwszy raz, otrzymujemy sygnał, że albo klub lekceważy porządek albo nie potrafi zabezpieczyć imprezę o charakterze masowym. Co oczywiście nie najlepiej świadczy o jego organizacji – ostrzega Jędrych. Gdy dowiaduje się, że kibice nie wznosili haseł antysemickich ani nie prezentowali transparentów o podobnej treści, uspokaja. – Pewnie tym razem skończy się na karze finansowej. Ciężko powiedzieć jednak, jak wysokiej.
Swoje trzy grosze do całej sprawy dołożyć może również rzeszowska policja. Tuż po zakończeniu meczu funkcjonariusze nad wyraz wnikliwie badali ślady „przestępstwa”.
Tomasz Szeliga



2 Responses to "Drogie derby Rzeszowa"