
PODKARPACIE. Rząd obiecuje S19 do Lublina w 2017. – To niemożliwe.
Rząd zapowiada, że S19 między Rzeszowem a Lublinem powstanie do końca 2017 roku. Jest to niemożliwe, bo nie ma jeszcze decyzji środowiskowych dla 42 kilometrów tej trasy. Do 2017 roku maja szansę powstać co najwyżej 12 km z ponad 100 potrzebnych do połączenia Lublina i Rzeszowa.
Rząd zaakceptował zmiany w załączniku nr 5 do Programu budowy dróg krajowych na lata 2011-2015. Oznacza to, że do listy priorytetowych inwestycji dopisano kolejne odcinki dróg ekspresowych i autostrad, których realizacja dofinansowana będzie z funduszy UE na lata 2014-2020. Decyzja ta pozwala uruchomić postępowania przetargowe na wybór wykonawców robót na kolejnych odcinkach o długości ok. 575 km.
Na liście priorytetowych inwestycji znalazły się m.in. S19 Lublin – Rzeszów, a dokładnie odcinek od końca obwodnicy Lublina do węzła Sokołów Małopolski Północ. Rząd zakłada budowę tych prawie 95 kilometrów eski w latach 2014-2017. Jest to bardzo optymistyczne założenie, w zasadzie niemożliwe do zrealizowania.
W tej chwili trwa przetarg na realizację odcinka Stobierna – Sokołów Małopolski. Umowa na realizację tego odcinka powinna zostać podpisana w najbliższych miesiącach, wtedy ten fragment S19, liczący 12 kilometrów, ma szansę powstać do końca 2017 roku.
Natomiast na północ od Sokołowa aż do Niska sprawa wygląda trochę gorzej. – Jesteśmy na etapie uzyskiwania decyzji środowiskowej – wyjaśnia Joanna Rarus, rzecznik prasowy rzeszowskiego oddziału GDDKiA. – Wykonana jeszcze zostanie koncepcja programowa przedsięwzięcia i będzie można przystępować do realizacji zadania.
Oznacza to, że dopiero po uzyskaniu decyzji środowiskowej będzie można przystąpić do rozpisania przetargu, na który możemy czekać nawet do końca roku. – Budowa S19 przewidziana jest do realizacji systemem projektuj-buduj – mówi Joanna Rarus.
To kolejna przesłanka do tego, że do budowy jeszcze droga daleka, bo wykonawca, który wygra przetarg, będzie musiał wykonać projekt. Trzeba więc śmiało liczyć, że na uzyskanie pozwoleń, rozstrzygnięcie przetargu i wykonanie projektu trzeba zarezerwować co najmniej 2-3 lata. Pierwszą łopatę pod ten odcinek będzie więc można wkopać najwcześniej pod koniec 2016 lub w 2017 roku. Nikt nie zdoła wybudować ponad 40 kilometrów ekspresówki w rok lub półtora.
Nieco lepiej ma się sprawa na północ od Niska. Tam na cały odcinek S19 Lublin-Kraśnik GDDKiA ma już decyzje środowiskową i chce rozpisać przetargi na przełomie tego i przyszłego roku. Jednak i tu na wkopanie łopaty trzeba poczekać pewnie do 2016 roku. Wybudowanie drogi do końca 2017 tu też zdaje się niemożliwe. W 2017 roku natomiast do użytku będzie zapewne oddana 10-kilometrowa obwodnica Lublina, na którą trwa obecnie przetarg, a która będzie docelowo stanowiła część przebiegu S19.
***
Niestety, obietnice o tym, że do Lublina pojedziemy w 2017 roku, to kiełbasa wyborcza. Nie wiem, czy Państwo pamiętacie, ale premier nie tak dawno obiecywał, że stanie się to w 2015 roku. Nie przypominam sobie, by słowa z drugiego expose odwołał. A tu nowa obietnica, tylko z innym terminem ważności. Wierzyć trudno. W każdym razie najważniejsze, że pieniądze na eskę będą i Podkarpacie zyska kolejną ważną drogę.
Artur Getler



4 Responses to "Drogowe obietnice bez pokrycia"