
ŻOŁYNIA. – Jadąc do szpitala miałam nadzieję na otrzymanie pomocy i odzyskania sprawności ręki, o czym zapewniał mnie lekarz. Spotkało mnie jednak wielkie nieszczęście – mówi Bogusława K. (nazwisko do wiadomości redakcji).
– Jestem w tragicznej sytuacji, której fizycznie i psychicznie nie jestem w stanie dłużej znosić. Mój dramat zaczął się przeszło 8 miesięcy temu kiedy poddano mnie zabiegowi, w 4 Wojskowym Szpitalu Klinicznym z Polikliniką we Wrocławiu. Zabieg się nie udał. Do dziś czuję ciągły, piekący ból w barku i kości ramienia. Ręka jest obrzęknięta, drętwa, zasiniała, przy próbie ruchu wzdłuż mięśni przechodzi boleśnie przeraźliwy prąd. Bark opada, ruszam jedynie dłonią i minimalnie przedramieniem. Natomiast w opinii zawartej w karcie informacyjnej ze szpitala, zostałam wypisana w stanie ogólnym i miejscowym dobrym. Jest to wierutne kłamstwo. Po zabiegu jestem wrakiem człowieka i drżę już nie o rękę, ale o życie. Proszę mi pomóc – błaga ze łzami w oczach Bogusława K. z Żołyni.
Kobieta zabiegowi poddała się 16 października 2018 roku, w Klinice Ortopedii i Traumatologii Narządu Ruchu wspomnianego wyżej szpitala. – Będąc na kontroli po zabiegu operacyjnym wszczepienia protezy stawu biodrowego wspomniałam lekarzowi ortopedzie doktorowi W. Wodzisławskiemu o problemach prawej ręki, której nie mogę podnieść do góry, bo mam zerwane ścięgna mięśnia nadgrzebieniowego i podgrzebieniowego o czym wiem z mojego pobytu w szpitalu w Rzeszowie. Po wysłuchaniu mnie lekarz od zaraz skierował mnie na zdjęcie RTG barku i po obejrzeniu zdjęcia stwierdził, że jest w stanie mi pomóc. Nie mówił na czym będzie polegał zabieg operacyjny. Ja byłam przekonana, że będzie to zabieg naprawy zerwanych ścięgien mięśni, wyraziłam więc zgodę na zabieg, który miał mi przywrócić sprawność ręki – wspomina.
Termin operacji wyznaczono jej właśnie na październik 2018 roku. Od tego czas jej ręka jest całkowicie niesprawna, obrzęknięta drętwa, zasiniona, a jej bark zdeformowany. W dodatku jest bardzo bolesna i czuje w niej rozpierający ból kości ramienia, a przy najmniejszym ruchu przeszywa ją piekący prąd. Na kontroli, którą szpital wyznaczył jej na 14 marca 2019 roku, czyli cztery miesiące później, dowiedziała się, po raz pierwszy, że w październiku wszczepiono jej protezę stawu barkowego, i która w dodatku jak pokazało prześwietlenie okazała się być zwichnięta. Według słów pani Bogusławy, tylko dlatego jej powiedziano o wszczepieniu protezy, bo wcześniej nikt jej nie wspominał jakiego rodzaju zabieg ją czeka (miał tylko usprawnić jej rękę). Kolejny zabieg wykonano 3 kwietnia, niestety i ten się nie udał, więc dwa dni później protezę próbowano, również nieskutecznie, naprawić jej ręcznie „we fiolecie”. W sumie przeprowadzono cztery zabiegi w narkozie, wykonano ok. 30 zdjęć rentgenowskich, a jej ręka jest w tak samo złym stanie, a nawet gorszym niż po pierwszym zabiegu (nie wspominając stanu przed zabiegiem kiedy miała ograniczoną ruchomość ręki, ale która nie bolała). Ośmiomiesięczne cierpienie sprawiło zaś, że jest teraz wrakiem człowieka i nie może znaleźć nikogo kto chciałby jej pomóc i naprawić to co zepsuto.
Kobieta mówi, że we wrocławskim szpitalu dodatkowo spotkała się z wyjątkowym ostracyzmem. – Nie chciano mi nic powiedzieć o stanie mojej ręki, traktowano jak persona non grata. Gdy w czasie wizyt lekarskich próbowałam mówić o moich dolegliwościach, odpowiadano mi: „proszę do tego co operował”, „my to wiemy”, „z panią później” i inne – mówi z goryczą i dodaje, że w czasie kilkakrotnych pobytów w lecznicy nigdy nie miała rehabilitacji po zabiegowej.
W czasie wizyt lekarskich próbowałam mówić o moich dolegliwościach, odpowiadano mi: „proszę do tego co operował”, „my to wiemy”, „z panią później” i inne. Rozczarowała ją też niby konsultacja, na którą skierował ją szpital we Wrocławiu u profesora Romanowskiego w Poznaniu. Jak mogło być inaczej skoro okazało się, że profesora w klinice nie było, w jego zastępstwie moje wyniki badań obejrzał jakiś lekarz, który mi się nie przedstawił, i nic mi nie mówiąc napisał do doktora Wodzisławskiego list, którego treści do dziś nie poznałam, tak jakby nie dotyczył mojej ręki – skarży się kobieta.
Dlatego z prośbą o ratunek napisała jeszcze raz do wspomnianego na wstępie szpitala prosząc o zorganizowanie konsultacji i konkretnym określeniu ścieżki jej leczenia, poskarżyła się też do Rzecznika Praw Pacjenta, NFZ we Wrocławiu i Super Nowości. Wniosła też doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa do Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.
Jak zareagowały wspomniane instytucje?
Na moją prośbę o komentarz szpital ustami pani Marzeny Kasperskiej, rzecznika prasowego udzielił mi lakonicznej odpowiedzi, że „nie mając pisemnej zgody pacjentki na informowanie o stanie jej zdrowia i przebiegu leczenia, nie mogę udzielić odpowiedzi na Pani pytania. Zapewniam jednak, że część przytoczonych przez p. Bogusławę twierdzeń, nie ma pokrycia w faktach. W dokumentacji medycznej znajduje się m.in. podpisana przez pacjentkę zgoda na przeprowadzenie zabiegu wszczepienia endoprotezy stawu barkowego. Proces leczenia chorej nie jest zakończony, w niedługim czasie, na wniosek p. Bogusławy, ma się odbyć konsylium lekarskie, które wyda opinię o stanie jej zdrowia oraz dalszej terapii (zaproponowano jej nawet dwa terminy)”. Zareagował też Rzecznik Praw Pacjenta pisząc, że „wszczął postępowanie wyjaśniające w celu ustalenia, czy doszło do naruszenia praw ww. pacjentki do: świadczeń zdrowotnych wykonywanych z należytą starannością, informacji oraz wyrażenia zgody na udzielenie świadczenia zdrowotnego. W toku postępowania wyjaśniającego RPP wystąpił do ww. szpitala o złożenie wyjaśnień oraz dokumentację medyczną Pacjentki. Po przekazaniu ww. dokumentów zostanie podjęta decyzja o dalszych czynnościach w sprawie. Na pytanie skierowane do NFZ „Ile wspomniany szpital wykonuje tego typu zabiegów rocznie (wszczepienie protezy stawu barkowego)? Czy mieliście Państwo skargi od innych pacjentów na źle/niestarannie wykonane tego typu zabiegi? Ile skarg było? – odpowiedzi mi nie udzielono.
Obszerna korespondencja trafiła natomiast w ręce poszkodowanej pacjentki. Rzecznik Praw Pacjenta przesłał jej treść pisma skierowanego w jego imieniu do 4 WSKzP we Wrocławiu z prośbą o złożenie wyjaśnień w odniesieniu do zarzutów nienależnego udzielenia świadczeń zdrowotnych, ustosunkowania się do braku informowania pacjentki o stanie zdrowia i planowanym procesie diagnostyczno-leczniczym jak również uzyskania i wyrażenia świadomej zgody na zabieg oraz wskazanie w jaki sposób została w szpitalu rozpatrzona prośba, i czy zwołano konsylium lekarskie. Rzecznik zażądał także przesłanie doń kopii dokumentacji medycznej. Szpital zaproponował jej dwa terminy konsylium, z którego wybrała późniejsze, 5 sierpnia (z uwagi na stan zdrowia musi wyjazd zorganizować, wynająć kierowcę itp.), a NFZ powiadomił ją o skierowaniu sprawy do rzecznika odpowiedzialności zawodowej w dolnośląskiej izbie lekarskiej.
Czy podjęte czynności przywrócą zdrowie pani Bogusławie? Będziemy się temu przyglądać.
Anna Moraniec


